Wiadomo co ściska, bo chyba mało kto nie zna tego kolokwialnego powiedzenia. Brudziński z Napieralskim mogą wiele słów z siebie wyrzucić, ale faktem jest, Platformie udało się osiągnąć coś o czym oni mogą tylko marzyć.
Monopol w mediach. Praktyczny monopol w mediach. Można by odnieść wrażenie, iż właśnie dokonuje się nie wybór kandydata Platformy na kandydata na prezydenta, tylko samego prezydenta. Udało się Platformie osiągnąć coś, co będzie procentować na samą kampanię w drugiej połowie roku.
Z kolei konkurencja nie ma nic do zaoferowania poza kwękaniem. „Szmaja” się nie przyjęła, konwencja PiS byłą przewidywalna, że aż oczy bolały. A tu raptem coś, co budzi duże zainteresowanie.
SLD nie wie w którą stronę się obrócić, PiS podobnie. Do tego stopnia, że aż mówi się o ich formalnej koalicji jako jedynym sposobie na odsunięcie Platformy od władzy. Ale to jest raczej pogoń opozycji za własnym ogonem niźli realna perspektywa, przecież gro wyborców głosowała na PO z przynajmniej jednego z dwóch powodów – bo PO była realną alternatywą wobec PiS, bo SLD taką alternatywą nie było. Więc w jaki sposób Kaczyński i Napieralski mają przekonać swoich wyborców do takiej koalicji? Innymi słowy Tusk i prawybory zdezorganizowały opozycję.
Ale świadczy to też o miałkości naszych mediów. Jeśli można praktycznie zmonopolizować przekaz czymś co nie jest ani oryginalne, ani odkrywcze to jak nazwać nasze media? Od momentu ogłoszenia przez Donalda Tuska rezygnacji z kandydowania w wyborach prezydenckich atmosfera powoli gęstniała. W momencie startu prawyborów osiągnęła apogeum. Pierwszy raz odbyło się w naszym kraju coś, co gdzie indziej jest normą. Pierwszym moim wnioskiem z obejrzanej debaty było, iż pod tym względem winniśmy się jeszcze wiele nauczyć. Było mało dynamicznie, trochę sztucznie. Ale ewidentnie potrzebne, skoro budzi tyle emocji.
Zapraszam na oficjalny blog: Honor Habet Onus.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)