0 obserwujących
49 notek
56k odsłon
  157   0

Taktyka błędu

Nie bez przyczyny posłużyłem się tym tytułem. Niejaki Gordon R. Dickson popełnił niegdyś książkę tytułując ją takim mianem, jedną z cyklu o „Dorsai”. Czymże jest taktyka błędu wedle Dicksona? Cytując:

„Taktyka ta polega na przeprowadzeniu serii ataków, z których każdy spotyka się z ripostą, tak że powstaje pewien wzór zetknięć i rozłączeń szpady atakującego ze szpadą przeciwnika. Głównym celem nie jest jednakże zadanie celnego ciosu podczas któregoś z tych wstępnych ataków, lecz stopniowe, przy każdym odparowaniu, wytrącanie ostrza szpady przeciwnika z właściwego kierunku, tak aby ten nawet tego nie zauważył. Wtedy, w czasie końcowego ataku, kiedy szpada przeciwnika całkowicie wytrącona jest ze swego pierwotnego położenia, atakujący szermierz zadaje celne pchnięcie zupełnie nie chronionemu przeciwnikowi” (tłum. Anna Reszka).

Trochę miałem z szermierką do czynienia i o takiej taktyce nie słyszałem, prędzej bym się jej spodziewał w szachach albo go, ale (po pierwsze) licentia poetica autora, (po drugie) nie o tym ma być wpis.

Ma być o tym, co się od kilku tygodni wyrabia i co narastało od roku. A wyrabia się coś co jest ściśle wyreżyserowanym spektaklem z rozpisanymi rolami między aktorów cynicznie świadomych tego co robią, aktorów również świadomych sytuacji, ale spędzonych w defensywę oraz mniej lub bardziej bezwolnych statystów miotanych po scenie przez głównych aktorów. Ekipą reżyserską, producencką i montażystów wydaje się być Jarosław Kaczyński wraz ze swym ścisłym otoczeniem.

Ale tylko wydaje bo ta zgrana w dwójnasób ekipa łatwo może stracić kontrolę nad wydarzeniami. Negowanie demokratycznie wybranych władz to balans na linie z której łatwo spaść w przekonanie, że tylko zbrojnie można odwołać „zdrajców”, „sprzedawczyków”, „ruskich pachołków” oraz „komoruskich”. Trudno jest mi uwierzyć by Kaczyński wraz ze swoją ekipą nie zdawali sobie z tego sprawy. A jeśli zdają sobie sprawę, to tym gorzej o nich świadczy. Ale świadczy też, że to rzut na taśmę, gra o wszystko albo nic. Jednakże, jako Polak, nie życzę sobie by jakiś partyjny kacyk o zapędach religijnego guru podpalał mój kraj by się dorwać do władzy.

PiS przyjął taktykę błędu. Każda odpowiedź na stawiane przezeń zarzuty, czynione działania, jakąkolwiek aktywność z definicji ma być błędna bo ma służyć utwierdzeniu wyznawców PiS w słuszności stawianych przezeń tez. Taktyka obliczona na brak kompromisu i jakiejkolwiek możliwości debaty, negocjacji, ucierania stanowisk. W dodatku nawet pozbawiona możliwości spisania tzw „protokołu rozbieżności” i pokojowego rozejścia się na pozycje bo PiS neguje samą możliwość posiadania odmiennych poglądów.

Świadczą o tym afera z podpisami w Parlamencie Europejskim, ustawka z forsowaniem barierek pod Pałacem Prezydenckim, powtarzane jak mantra hasła, nie mające najmniejszego kontaktu z rzeczywistością ale tolerowane i podsycane teorie spiskowe. Całe te irytujące zakłamanie, jawna manipulacja elementarną inteligencją musi budzić sprzeciw i poczucie buntu. Co za tym idzie również żądanie jakiejś kontry.

Ale kryje się w tej kontrze ryzyko. Już kilka razy słyszałem głosy, iż rząd powinien wystąpić przeciwko ludziom z Krakowskiego Przedmieścia i egzekwować prawo. Padają słowa o dążeniu Kaczyńskiego do obalenia ustroju, o niedopuszczalności by rząd i parlament tolerowali kwestionowanie swojego, demokratycznego mandatu.

Zgadzam się, że nie można tego tolerować, ale nie zwalczajmy dżumy cholerą. Nic by tak nie utwierdziło wyznawców prezesa Kaczyńskiego jak sankcje prawne z inicjatywy rządu czy (szerzej) państwa. To jest wpisane w logikę przyjętej przez PiS taktyki. Tak więc żądając by państwo broniło się same jednocześnie żądacie by państwo realizowało wrogą sobie taktykę.

Kaczyński i jego wyznawcy nie są problemem rządowym, państwowym tylko społecznym. Dlatego tylko na poziomie społecznym ten problem może być rozwiązany. Nie za pomocą służb państwowych tylko kontr ruchów społecznych. Nie za pomocą prokuratora działającego z urzędu tylko odruchu społecznego, zwłaszcza jeśliby miał on polegać na faktycznym uczestnictwie w życiu społecznym naszego kraju, lub tylko na pójściu na wybory.

Platon chyba też uczestniczy w tej nagonce na „prawdziwych Polaków i patriotów” bo rzekł kiedyś „ceną za odmowę uczestnictwa w polityce jest to, że rządzą Tobą głupsi od Ciebie”. Niestety nawet ten filozof nie przewidział, że duża grupa naszych współobywateli wyklucza się z uczestnictwa w naszym społeczeństwie nie przymuszana i zupełnie samodzielnie. Tacy po prostu jesteśmy i to na początku drugiego dziesięciolecia dwudziestego pierwszego wieku. Nauczyła nas tego komuna, ale w ostatnim dwudziestoleciu gdzieś został popełniony błąd, bo na przestrzeni ostatnich lat nie widzę żadnej próby zmiany tego stanu rzeczy. Kaczyński wraz z wyznawcami są produktem naszego społeczeństwa i dlatego tylko te może to zwalczyć swoja aktywnością. Innej drogi nie ma, lub jest to droga w bagno.

A jacy jesteśmy? Od rzeczy najprostszych poczynając – lekceważymy zakazy parkowania, ograniczenia prędkości, wyrzucamy śmieci do lasu. W zebraniach sołectw, wspólnot mieszkaniowych, spółdzielni uczestniczy kilka, góra kilkanaście procent uprawnionych. O wiecznym narzekaniu na każdą władzę dowolnego szczebla nawet nie ma sensu pisać. Podobno jesteśmy najbardziej rozpolitykowanym narodem, ale jednocześnie najwięcej mówimy o obrzydzeniu do polityki – co ma swój wyraz we frekwencji wyborczej. Tacy z nas kanapowi rewolucjoniści i działacze.

O jakiej odpowiedzialności społecznej obywatela można mówić jeśli ten nie uczestniczy w zebraniach dotyczących jego własnego mieszkania? Już bliższej ciału koszuli nie ma. Jeśli nie ma komu działać w swoim najbliższym otoczeniu, to jakim cudem wymagać, by ktoś był choć minimalnie aktywny i odpowiedzialny za nasz kraj – i poszedł na wybory?

Mało kto przyjmuje do wiadomości, że im bardziej my, społeczeństwo, na politykę się obrażamy, tym więcej miernot i cwaniaków do niej się dostaje. Dotyczy to nie tylko tej „wysokiej” polityki, ale również lokalnej, samorządowej czy nawet spółdzielni mieszkaniowej czy wspólnoty. Dopóki statystyczny obywatel tego nie zrozumie, dopóty będziemy mieli partyjno-religijnych guru otoczonych krzykliwym wianuszkiem bezkrytycznych wyznawców. I dotąd taktyka błedu będzie skuteczna bo tego nie zrobi za nas państwo, by uspokoić nasze sumienie.

Zapraszam na mój blog: Honor Habet Onus.

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale