0 obserwujących
49 notek
56k odsłon
  217   0

Postkampania

Niektórzy piszą o postpolityce. Pozwolę sobie dokonać parafrazy tego terminu i wpis zatytułuję postkmpania. Oba terminy mają ze sobą dość duży związek – oba nie mają szczególnego związku z rzeczywistością. Starczy napisać, że kampania wyborcza roku 2015 ruszyła dopiero o godzinie 21.01 9 października 2011. To są pierwsze wypowiedzi partyjnych liderów, szefów sztabów wyborczych, wiązanych z ugrupowaniami publicystów. Różnica będzie tylko taka, że do następnych wyborów nikt nie będzie zaśmiecał skrzynek na listy a ze slupów nie będą straszyć szlachetne oblicza pretendentów do foteli poselskich i senatorskich.

Cicho sza

Ale wspomnieć należy o ciszy wyborczej. Ta nastała w sobotę o godzinie 0 lub, jak kto woli, w piątek o 24. Przy tej okazji po raz kolejny pojawia się spór o jej sens. Obecna w znacznej mierze jest fikcją ponieważ starczy posiadać bloga czy serwis internetowy poza granicami naszego kraju i już, teoretycznie, ciszę wyborczą możemy naruszać.

Wydaje się, że obecne rozwiązania w praktyce są nie do utrzymania, z kolei do braku ciszy wyborczej jeszcze nie dorosła nasza debata polityczna. W przeciwieństwie do części wypowiadających się nie sądzę by polska demokracja padła jeśli przez czterdzieści pięć godzin nie będzie czepianych kolejnych plakatów, emitowanych spotów, wciskanych ulotek i tak dalej. Ale zielonego pojęcia nie mam dlaczego w tym czasie nie wolno publicznie dyskutować na blogach, forach, czy nawet na spotkaniu w pubie.

Z samej kampanii można wyciągnąć kilka wniosków. Przede wszystkim chyba kończą się czasy, w których wyborcom wystarczała symboliczna obecność ich reprezentantów w okręgu. Liczba narzekań na nieobecność reprezentantów narodu pośród tegoż była w tej kampanii ponadprzeciętnie wysoka. To już chyba nie te czasy gdy starczyło pokazać się z możnymi tej czy innej gminy, czy powiatu, poklepać się z nimi po plecach, cośtam zapewnić, gdzieśtam obiecać i kampania odfajkowana. Można odnieść wrażenie, iż lud nie jest tak ciemny jak się niektórym wydaje i jego oczekiwania rosną, o czym, paradoksalnie, mogą świadczyć wyniki Palikota. Z kolei o niektórych kandydatach można napisać, iż zapomnieli, że jest kampania – zero życia, nawet w postaci plakatów czy ulotek o poważniejszej kampanii nie wspominając.

Zwycięzcy i zwyciężeni

Ewidentnym zwycięzcą tych wyborów jest Ruch Poparcia Palikota, zwłaszcza jeśli ostatecznie potwierdzi się, iż wszedł do Sejmu z trzecim wynikiem. Rację ma Palikot, iż Grzegorz Napieralski winien zostać honorowym członkiem jego ruchu. Możliwe, że będzie musiał bo jego dni jako szefa SLD są policzone. O skali porażki niech świadczy nieobecność kandydata-premiera z Gdyni oraz byłego prezydenta.

Parafrazując hasło wyborcze SLD można by dopisać, iż bez obaw, że SLD będzie liczącą się siłą w nowo wybranym parlamencie. Uzyskany wynik wyborczy i styl prowadzonej kampanii gwarantują zmianę kierownictwa, ale i też winno zaowocować zmianą linii programowej tej partii. Do tego może się dołożyć idący za tym poważny spór wewnętrzny. Niewykluczone, iż skutkujący wypchnięciem kolejnych lewicowych polityków z Sojuszu. Zemściła się miałkość programowa i lider o charyzmie mówcy pogrzebowego.

Z kolei Palikot i jego ruch udowodnili, że „klerykalna lewicowość” to za mało by być lewicą. Na przestrzeni lat wytworzyło się zapotrzebowanie na „laicką lewicowość” a nie wyłącznie deklaratywną, jak o miało miejsce w przypadku SLD. Palikot odpowiedział na istniejące oczekiwania znajdując swoją niszę, która dała mu miejsca w Sejmie. Aczkolwiek należy brać poprawkę na to, iż Ruch Poparcia Palikota to produkt wybitnie sondażowy, opierający się na zdiagnozowanych preferencjach określonych grup potencjalnych wyborców, i co za tym idzie, równie szybko może zmienić front.

Po raz kolejny główne starcie tych wyborów rozegrało się między PO a PiS. Wynik wyborów to przede wszystkim historyczny precedens – po raz pierwszy w naszej historii jedno ugrupowanie partyjne będzie sprawować rządy drugą kadencję z tym samym premierem na czele. Wyniki tych partii, prognozowane na zbliżonym poziomie do faktycznych z 2007 roku, świadczą o pewnym zabetonowaniu sceny politycznej. A te o leżącym u podstaw obecnych i poprzednich wyborów sporu cywilizacyjnego reprezentowanego przez dwie nadal główne partie naszej sceny politycznej.

Dokonując podsumowania można by stwierdzić, iż przez ostatnie czterdzieści pięć godzin mieliśmy postkampanię, a teraz, od kilkudziesięciu minut, mamy do czynienia z kolejną kampanią wyborczą. Już widać, że PiS nie ma zamiaru zmienić retoryki na rozpoczynającą się kadencję. Ewidentnie liczą, iż za cztery lata wezmą wszystko. A to czy im się uda zależy czy obecni zwycięzcy, zwłaszcza rządzący, wyciągną wnioski z błędów jakie przez ostatnie cztery lata popełniali.


 

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale