Jorlandia
Albo znajdę drogę, albo stworzę jakąś. (Philip Sidney)
6 obserwujących
59 notek
21k odsłon
  241   2

Medytacje szarodzienne o mistrzach ducha

Jolanta Łaba
Jolanta Łaba

Ale jednak to nie Lao tsy stał się moim mistrzem.

Odkurzyć trzeba też ikony, które pilnują mojej biblioteki. Matka Boża, św. Józef i kilka ikon z Chrystusem – ukrzyżowanym, zmartwychwstałym, nauczającym, wędrującym z przyjacielem. Moim mistrzem stał się Jezus. Cieśla z Nazaretu, nauczyciel żydowski, którego historia spisana jest na kartach Biblii. Jest to historia trudna, pełna niejasności, czasem oburzająca. Jezus zmienił oblicze całego świata. Jego nauka o miłości, rozwinięta w kazaniu na Górze, przypieczętowana śmiercią na krzyżu i kontynuowana w momencie Zmartwychwstania, aż do dziś – nadal szokuje i zachwyca jednocześnie.

Biblii nie muszę odkurzać, jest w użyciu i kurz na niej nie mieszka za długo.

Dziś w Wielką Sobotę przyglądam się mojemu Mistrzowi. Zamykam oczy i medytuję nad schyłkiem jego ludzkiego życia.

Jest martwy. Wczoraj wisiał na krzyżu. Zmasakrowany, pobity, zakrwawiony, złamany na duchu i przegrany. Uznany za złoczyńcę, wrobiony w ustawiony proces, wyśmiany i wyszydzony. Z koroną z cierni na głowie, w gwoździami w rękach i w nogach. Przebity włócznią. Strzęp człowieka. Cóż to za mistrz… Leży bez życia w cudzym grobie, owinięty w całun.

Wszyscy go opuścili. Uciekli i zamknęli się w wieczerniku. Tylko garstka kobiet i młody Jan pozostali pod krzyżem drżąc z rozpaczy i przerażenia. I chyba też tam wewnętrznie umarli. Pochowali go i prawie stracili nadzieję. Tak jak ja dzisiaj – symbolicznie mój mistrz zaprasza do tego, by umrzeć… ale jednak z odrobiną nadziei, że to nie koniec.

Nad kościelną scenerią grobów Chrystusa w ciszy trwamy przed wystawioną obok monstrancją z eucharystycznym Chrystusem. Dziś, kiedy my chrześcijanie wpatrujemy się w grób, tam gdzie leży symboliczne ciało Chrystusa, staramy się zrozumieć, kim jest nasz mistrz.

*

Jezus to mistrz życia. Nie ucieka przed cierpieniem, ale przyjmuje je na siebie nie unikając żadnego bólu. Nie ucieka przed ludźmi innych wyznań, czy w ogóle bez wiary, ale rozmawia z nimi, czasem łagodnie, czasem ostro, ale stara się każdemu dać szansę na kontakt.

Jezus konfrontuje się ze złem, nawet uosobionym – z demonami nie dyskutuje, tylko rozkazuje im i odsyła, gdzie ich miejsce. Leczy choroby, przywraca życie, pociesza i uczy, upomina i prostuje ludzkie myślenie.

Jezus jest władcą serc ludzkich, nie nosi jednak korony, złotych szat i pierścieni z rubinami. Jego znakiem zwycięstwa jest krzyż, a jego prawem jest miłość. To mistrz, którzy przebacza prześladowcom, zabiera do raju skruszonego łotra, odpuszcza winy płaczącym nad sobą ladacznicom, pokutującym mordercom i rehabilitującym się oszustom. To mistrz, który wyciąga rękę do każdego, kim by nie był i w jakim rynsztoku się nie znalazł. To mistrz, który nie boi się stanąć naprzeciwko kapłanów i uczonych w Piśmie, aby ich upomnieć, skarcić i wywrócić wszystkie stoły kupieckie. To mistrz, który umacnia swoich apostołów i kapłanów, gdy wątpią, błądzą i boją się wrócić do Niego. Jezus to mistrz, który wysyła jako świadków, nic nie znaczące kobiety, aby uczyły mężczyzn wiary w Zmartwychwstałego. To mistrz, który nie opuszcza swoich uczniów. I nadal żyje.

Jezus to mistrz życia w świecie. Nie unika go. Zmienia i przekształca w Królestwo Boga. Nie ucieka przed nim, ale stara się żyć w nim i uczy mnie jak to robić.

To dlatego jest moim mistrzem, nawet jeśli czasem spoglądam na drogi innych, próbując je zrozumieć. Ale to jednak Jezus jest moją Drogą, Prawdą i Życiem.

Alleluja!


Lubię to! Skomentuj18 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości