Justyna Bazylak Justyna Bazylak
248
BLOG

Asymilacja to mit. Niespodziewani goście z Nepalu w Łosiowie

Justyna Bazylak Justyna Bazylak Społeczeństwo Obserwuj notkę 15
Mieszkańcy Łosiowa w gminie Lewin Brzeski na Opolszczyźnie znaleźli się w zupełnie nowej sytuacji, gdy w ich miejscowości pojawiło się około 30 cudzoziemców. Ich przyjazd wywołał poruszenie i ożywioną dyskusję na temat bezpieczeństwa. Szybko okazało się, że przybysze są nowymi pracownikami wrocławskiej firmy, zakwaterowanymi w wynajętym domu.

Wysłana na miejsce policja ustaliła, że obcokrajowcy przebywają w Polsce legalnie, a wybór miejsca zakwaterowania podyktowany został niższymi cenami niż w samym Wrocławiu. 

Podobnych sytuacji będzie więcej. Rzeczywistość mieszkańców mniejszych miejscowości, tzw. sypialni dużych aglomeracji, gdzie brak anonimowości jest atutem dającym poczucie bezpieczeństwa, może ulec trwałej zmianie.

Asymilacja to miraż

Potrzeba przebywania wśród ludzi podobnych do nas jest cechą wrodzoną, czy też kształtuje się w procesie ewolucji i pod wpływem doświadczeń? Jako ludzie odczuwamy silną potrzebę przynależności do grupy, z którą możemy się utożsamiać. Często szukamy bliskości osób podobnych do nas pod względem pochodzenia, kultury, doświadczeń, a niekiedy także przynależności etnicznej a przede wszystkim więzi rodzinnych. U podstaw tych relacji leży potrzeba zaufania, bezpieczeństwa i wzajemnego zrozumienia.

Funkcjonując w obcym społeczeństwie, paradoksalnie, czujemy większą bliskość z rodakami, ale również z innymi cudzoziemcami, niż z mieszkańcami kraju, w którym przyszło nam żyć. Tę więź solidarności buduje niekiedy poczucie wspólnego doświadczenia — bycia kimś z zewnątrz, kimś, kto mimo starań nie zawsze zostaje w pełni zaakceptowany. To rodzaj niepisanego wykluczenia, którego nie sposób jednoznacznie wskazać, a jednak można je odczuwać. Można nauczyć się języka, poznać kulturę, zasady i tradycje kraju, który stał się naszym domem, a mimo to w oczach części jego mieszkańców wciąż pozostawać outsiderem.

Poczucie niedopasowania generuje stres, potęgowany przez niepewność i niestabilność sytuacji przyjezdnego, której warunki w dużej mierze zależą od zmieniającej się polityki państwa przyjmującego.                                                    

Słowo „asymilacja” pojawia się bardzo często w kontekście imigracji. Jednak silne przywiązanie do własnej grupy etnicznej sprawia, że ludzie, budując nowe życie na obcej ziemi, instynktownie dążą do stworzenia rzeczywistości, która choć w części przypominałaby im dom.

Stąd obserwowane na Zachodzie enklawy społeczności odmiennych kulturowo, w których można znaleźć niemal wszystko — od świątyń i szkół po różnego rodzaju usługi związane z krajem pochodzenia ich mieszkańców.

Na jednym obszarze spotykają się ludzie reprezentujący odmienne kody kulturowe, wyznający różne religie, pielęgnujący własne tradycje i kierujący się odmiennymi normami w wielu sferach życia. Dodatkowym wyzwaniem bywają bariery językowe. Czy taka różnorodność ma szansę funkcjonować w ramach jednego społeczeństwa?

Wobec osób kwestionujących to, co określają mianem inżynierii społecznej, a co w debacie publicznej bywa przedstawiane jako „ubogacenie kulturowe”, często wysuwane są oskarżenia o ksenofobię i rasizm. Czy jednak krytyka określonych modeli integracji musi oznaczać niechęć wobec ludzi o odmiennym pochodzeniu?

Do podobnych zagadnień odnosił się już kilka dekad temu Feliks Koneczny, który odpowiedział na wiele z tych pytań.

„Pośle, pomocy”

Do sprawy Łosiowa odniósł się poseł Paweł Kukiz, mieszkający w tej miejscowości, który został wywołany do tablicy. We wpisie na platformie X wspomniał m.in. o referendum w sprawie nielegalnej imigracji z października 2023 roku, zbojkotowanym przez wielu mieszkańców gminy.

Poseł odniósł się również do komentarzy zamieszczanych na forach internetowych, w których mieszkańcy apelowali do niego o interwencję i domagali się konkretnych działań. W odpowiedzi zwrócił uwagę, że pobyt cudzoziemców jest zgodny z obowiązującymi przepisami, a właściciel prywatnej nieruchomości ma prawo ją wynająć.

Jednak niewiele można zrobić, ponieważ, jak się okazuje, przyjezdni są legalnie zatrudnionymi pracownikami, a dom w Łosiowie został wynajęty zgodnie z prawem.

Jak wskazuje parlamentarzysta, trudno ustalić, kto sprowadził przyjezdnych, jak długo zamierzają pozostać w Polsce ani kto ich zatrudnia. Jak sugeruje poseł, przeszkodę w uzyskaniu tych informacji stanowią przepisy o ochronie danych osobowych (RODO).

Co pozostaje?

Zmienić prawo. Jednak dopóki u sterów władzy pozostają politycy wspierający politykę migracyjną naszych zachodnich sąsiadów, trudno liczyć na takie zmiany. W efekcie państwo może podejmować decyzje dotyczące migracji, których konsekwencje społeczne ponoszą przede wszystkim lokalne społeczności.

A co z Łosiowem? Jak napisał poseł Kukiz: „Pozostaje mieć nadzieję, że Nepalczycy (w ogromnej większości buddyści) będą spokojnie sobie żyli, „w swoim miejscu na ziemi, którego szukali” a które okazało się być moją wioską. I mieć nadzieję, że nie będą prowokowani przez naszych. No i odwrotnie…”.

W którym polskim miasteczku mieszkańcy powitają jutro kolejnych przybyszów z daleka?


Bacznie obserwuje świat...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (15)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo