14 obserwujących
366 notek
145k odsłon
400 odsłon

Adiunkt jako środek chwastobójczy w środowisku akademickim

Wykop Skomentuj1

To, że środowisko akademickie, uformowane/sformatowane w czasach czerwonej zarazy i funkcjonujące w czasach zarazy tęczowej, stanowi ogród nieplewiony, od lat jest chyba wiedzą powszechną. Jeśli nawet wyrosły w nim piękne drzewa, to są one tłumione przez chwasty, które nieraz je oplatają, niczym liany.

Na niektórych uczelniach powstały co prawda ogrody profesorskie i to czasem na miejscu dawnych latryn, ale smród akademicki nie przestał się unosić także poza ogrodami. Nie może być inaczej, gdyż akademickie, w tym profesorskie afery na uczelniach są na porządku dziennym, choć rzadko medialnym.

Ogród nieplewiony

To, że nasz system akademicki mimo ciągłych reform jest patologiczny, a nawet wręcz przyjazny patologiom, nie jest tajemnicą. Trudno aby było inaczej, skoro świat akademicki, mający na celu poszukiwanie prawdy, przez dziesiątki lat funkcjonował w systemie kłamstwa. Schizofreniczna sytuacja nie mogła pozostać bez wpływu na społeczność akademicką i struktury akademickie sformatowane w czasach czerwonej zarazy. Oczyszczenia pozytywnego podczas transformacji nie było, a przed transformacją przeprowadzono oczyszczenie negatywne, którego skutków niemal nikt nie chce poznać.

Moralna zapaść środowiska akademickiego jest faktem, choć przez lata jakby nie zauważano postępującej degradacji tego środowiska, niskiego poziomu etycznego kadr akademickich, szczególnie tych, którzy winni stać (formalnie stojących !) na straży jego należytego poziomu.

Można mówić, że polski system akademicki patologiami stoi, a w gruncie rzeczy leży, jeśli się porówna jego moc z nauką światową.

Wzrost utytułowania kadry, jak i imponujący wzrost poziomu nieruchomości akademickich w warunkach patologicznych nie przekłada się na wzrost poziomu naukowego.

Jak z tym skutecznie walczyć ? Żadne reformy, bez względu przez jaką opcję polityczną przeprowadzone, nie dały sobie rady z naprawą systemu akademickiego, w tym z odchwaszczeniem – jak obrazowo się określa – środowiska akademickiego.

System akademicki, jak był, tak i pozostał ogrodem nieplewionym.

W resorcie rolnictwa do odchwaszczania z powodzeniem stosuje się preparat noszący nomen omen akademicką nazwę ‚ adiunkt’, dopuszczony do stosowania i unieszkodliwiania chwastów przez Ministerstwo Rolnictwa [numer zezwolenia R-27/2016 wydany w dniu 05-02-2016].

Zapewne wszyscy wiedzą, że w systemie akademickim – adiunkt, to stanowisko obejmowane zwykle przez osoby posiadające stopień doktora. Znany profesor od doskonałości naukowej i udoskonalania adiunktów, a zarazem niestrudzony bloger – Bogusław Śliwerski [pisałem o nim w Kurierze WNET nr 63/2019 – O doskonałości pedagoga] zadał na swoim blogu „pedagog” prowokacyjne pytanie: Czy adiunkci wypalą chwasty w nauce? [ 26 październik 2019 r.] jakby nawołując do zastosowania w resorcie nauki doświadczeń wypracowanych w resorcie rolnictwa.

Nauka adiunktami stoi

Pochodzenie nazwy adiunkt – z niem. od łac. adiunctus „przyprzężony” – dobrze określa pozycję adiunkta w systemie akademickim, jako zaprzężonego do pracy, ale nie zawsze za pracę awansowanego/nagradzanego, a nader często ‚dołowanego’, szczególnie wtedy, gdy uchyla się od stosowania znanego ukazu carskiego „Podwładny powinien przed obliczem przełożonego mieć wygląd lichy i durnowaty, tak, by swoim pojmowaniem sprawy nie peszyć przełożonego” jakby respektowanego do dnia dzisiejszego w polskim systemie akademickim.

Na uczelniach i w instytutach badawczych na ogół się mówiło, że stoją one adiunktami, jako że moc pracy akademickiej spoczywała zwykle na adiunktach, niezbędnych do realizacji zadań dydaktycznych i badawczych, w sytuacji gdy tzw. samodzielni pracownicy akademiccy nie zawsze do tej pracy byli skłonni czy przysposobieni. Zresztą często, ci jako wieloetatowcy, pozbawieni jednak zdolności do bi-czy multilokacji, na taką działalność nie zawsze znajdowali czas, o ile jeszcze mieli na nią ochotę.

Bez adiunktów uczelnie nie byłyby w stanie funkcjonować, a zresztą bez wypromowania doktorów nie można było zostać profesorem, więc do awansu do nadzwyczajnej kasty adiunkci byli niezbędni. Potem można było się ich pozbywać, gdy zagrażali ‚samodzielnym’ i/lub najlepszemu z systemów.

Aby system nauki z takich oczyszczać, ogłaszano zazwyczaj, że jest problem z adiunktami, którzy się nie rozwijają i trzeba ich z systemu eliminować, aby dać szansę młodszym. Fakt, że wielu się nie rozwijało formalnie, bo byli tak dobierani na etaty, aby jedynie służyć do rozwoju ich ‚przyłożonym’. Inni na rozwój formalny nie mieli szans, bo swoje pasje naukowe mogli realizować jedynie w konspiracji przed panującymi w nauce, a ujawnienie rezultatów zapisywanych – o zgrozo – jedynie na swoje konto (z pominięciem panujących) skazywało ich na wykluczenie z systemu.

Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo