Dziś miałem napisać o czymś zupełnie innym, o moich latach dziecięcych, o tym jak spędzałem czas i jak dziś spędzają czas dzieciaki. Chciałem dokonać małego porównania i...dziś tego nie zrobię. Dlaczego? Powód jest prosty: jestem w szoku, jestem zniesmaczony, zażenowany i przy okazji zdołowany. Co wprawiło mnie w taki stan? Jeden wywiad. Wywiad z niejaką dr Alicją Długołęską (chwalącą się, że jest uczennicą prof. Lwa Starowicza-chyba wszyscy znają). Wywiad znalazłem na kilku popularnych portalach internetowych. Dla wygody będę się tu podpierał tym z „wirtualnej polski”. Tytuł wywiadu uwaga: „Wielka księga cipek”. Abstrahuję już zupełnie od tego, iż chyba w tak wczesnych godzinach nie powinno się umieszczać tego typu tytułów na stronie głównej jakiegokolwiek portalu a co dopiero jednego z najczęściej odwiedzanych. Ale przejdźmy do meritum sprawy. „Wielka księga cipek” to według wspomnianej pani doktor (celowo piszę z małej litery) książka edukacyjna dla młodzieży i jej rodziców, która jest ponoć kontynuacją „wybitnej” pozycji pt. „Wielka księga siusiaków”. Już w pierwszych odpowiedziach pani doktor wyraża swoje olbrzymie zdziwienie faktem, że słowo „cipka” jest tak negatywnie odbierane. Jasna cholera, przecież to jest słowo zaliczane w naszej pięknej mowie polskiej do słów WULGARNYCH!!! Widocznie pani Alicja nie zna takiego pojęcia jak wulgaryzm. Twierdzi ona, że nie ma odpowiedniego słowa w języku polskim do określenia żeńskich narządów płciowych i dlatego należy rozpowszechniać i oswajać ludzi ze słowem „cipka” . Przykre to, bo ja który nigdy orłem z biologii nie byłem znam przynajmniej 2 określenia zdecydowanie bardziej fachowe i jednak nie w takim stopniu demoralizujące. Widocznie pani seksuolog nie uważała na zajęciach. Nawiasem mówiąc to „Wielka księga siusiaków” według toku rozumowania pani doktor powinna nazywać się „Wielką księgą fiutów...etc” (w 3 kropki niech każdy wsadzi sobie co chce). Wychodząc poza temat pragnę przeprosić za sporą liczbę wulgaryzmów w tym tekście-inaczej się nie da, na szczęście mojego bloga czyta niewiele osób (może się mylę) ale na pewno nie traktuję go jako pozycji edukacyjnej dla dzieci. Zatem mając już za sobą pierwszą część wywiadu dotyczącą tytułu, z wielkim przymusem przystąpiłem do dalszego czytania.
Kolejnym etapem wywiadu, który dokonywał bolesnych skurczy w moim żołądku jest moment gdy pani doktor wraca do przeszłości. Twierdzi ona, że: „...w czasach PRL panowało duże otwarcie; edukacja seksualna stała na wysokim poziomie, mieliśmy dobrych nauczycieli i podręczniki, m.in. Michaliny Wisłockiej, Wiesława Sokoluka, liczne publikacje prof. Zbigniewa Lwa-Starowicza i prof. Mikołaja Kozakiewicza, byłego marszałka Sejmu.”
Pani doktor nie zauważyła jednak jednej istotnej sprawy. Wtedy nie było internetu, nie było IV władzy. Dziś młodzież chcąca dowiedzieć się „jak się to robi” włącza pierwszą lepszą darmową stronę porno i wie co i jak, nawet aż za bardzo. Dzisiejszy świat jest przesiąknięty pornografią, jest ona tak łatwo dostępna jak nigdy. Wróćmy jednak do okresu słusznie minionego. Owszem, może i były podręczniki, może i byli nauczyciele, ale kogo to wtedy obchodziło? Wszyscy nasi rodzice bez niczyich wskazówek świetnie sobie poradzili. Seks jest rzeczą tak naturalną, że prędzej czy później każdy człowiek go opanuje, z głupim podręcznikiem lub bez niego.
W dalszej części wywiadu pani Alicja nazywa dzisiejszą edukację seksualną „katolicką” inaczej „beretową”. Widzę to wyraźne odniesienie do ludzi starszych, szczególnie w określeniu „beretową”. Obawiam się, że większość starszych ludzi mogłaby przekazać nam o wiele cenniejsze informacje na temat seksu niż pani Alicja ze swoją książeczką. Tak jak wspomniałem wcześniej oni nie mieli książek ani stron porno, nauczyli się sami, dało się? Dało! A co do stwierdzenia katolicka- cóż przez ponad 2 tysiące lat ponad 50% społeczeństwa wychowywała się seksualnie „po katolicku” (mając oczywiście swoje małe grzeszki-któż ich nie ma) i jakoś nikt nie domagał się pomocy z zewnątrz.
Dalej pani doktor dziwi się ogólnemu nastawieniu społeczeństwa do sfery seksualności, dziwi się, że młodzież czy też dzieci nie rozmawiają o skesie ze swoimi rodzicami. Ja się nie dziwię, wiem, że nie chciałbym czytać sobie z moim tatą na dobranoc „Wielkiej księgi cipek czy siusiaków”, bez przesady mam lepsze lektury, zresztą chyba nawet „Fakt” jest lepszy. Jeśli komuś sprawiałoby to frajdę to szczerze współczuję i braku jakiegokolwiek człowieczeństwa i wstydu oraz rodziców. Nie mówię, że z pewnymi problemami nie można iść do rodziców, niekiedy nawet jest to konieczne ale na litość boską niech coś nas jeszcze w tym życiu zaskakuje!
W dalszej części wywiadu pani doktor dała mi odrobinę wytchnienia i mówiła o rzeczach mniej istotnych i o dziwo nawet dość rzeczowo. Na koniec przeraziła mnie zdaniem, że edukacja seksualna powinna się rozpoczynać już...w wieku 7 lat- tego komentował nie będę bo to nie na moje siły. Pojawił się w ostatniej części jeszcze jeden tekst, który tym razem mnie rozbawił. Pani Alicja stwierdziła, że dzieci muszą być edukowane jak rozsądnie czerpać wiedzę o seksie z internetu. Z całym szacunkiem ale nie bardzo rozumiem co pani doktor ma na myśli. Wpisuję w googlach słowo „seks” to przez pierwsze 10 stron mam witryny z ostrym porno. Każdy dzieciak w to kliknie, i co dalej? Ma zawołać tatusia i zapytać co może oglądnąć, co mu tatuś poleca? „Synku wybierz sobie dział cycate, albo harcore”. Przypuszczam, że pani doktor chciała powiedzieć, że trzeba nauczyć dzieci i młodzież korzystania z profesjonalnych witryn internetowych, naukowych itp. Ok! Idea fajna ale nie do zrobienia, każdy dzieciak, powtarzam KAŻDY przeszukując internet wejdzie na stronkę porno, chociażby nie wiem jak był wyedukowany!!
Podsumowując, przeżyłem dziś szok! Oto na moich oczach pojawia się klon Senyszynównej, klon który w dodatku udziela wywiadu i reklamuje jakiś paszkwil. Nie zgadzam się! Ja maluczki nic nie znaczący katol PROTESTUJĘ!!!Czuję się zniesmaczony i obrażony przez panią nic nie znaczącą doktor. Pani Senyszyn by pewnie powiedziała:”...bo pan nie był odpowiednio edukowany seksualnie w swoim czasie...” Mówię nie dla takich książek, o takich tytułach, mówię nie dla takich ludzi jak pani doktor, i mówię wielkie TAK dla beretowej edukacji seksualnej.
A na koniec dorzucę za moim guru W. Cejrowskim: „Namawiam do dyskryminacji homoseksualistów!”
P.S. Przepraszam wszystkich, których mój ton wypowiedzi zniesmaczył, ale...taki był jego cel. Jak napisałem w poprzednim temacie- MAM POGLĄDY KTÓRYCH SIĘ NIE WSTYDZĘ! AMEN!


Komentarze
Pokaż komentarze (4)