29 obserwujących
451 notek
347k odsłon
  194   0

Notka jedenastokwietniowa

Mam taki zwyczaj że czasem piszę przydługawe maile do starych znajomych, np. do pewnego Andrzeja albo do mojego własnego kuzyna, tego od łowienia ryb, co ma sklepik wędkarski w Szczecinie. Niektóre z nich mogą się nadać może nie na eseje zaraz, ale na notki blogowe owszem, jako-tako się nadadzą. Oto dzisiejsza notka o takiej właśnie genezie :)

***

Oczywiście, że rumuński faszyzm był z pewnego punktu widzenia ciekawy i wyjątkowy, nie przypadkiem też uwiódł najlepsze głowy rumuńskie międzywojnia a to za sprawą słynnego profesora filozofii z motylkiem w klapie. Imponującym i znamiennym wyjątkiem był Ionesco, chciałoby się powiedzieć że "poczciwy" Ionesco który z równym obrzydzeniem spoglądał zarówno na faszystowskie, jak i późniejsze lewackie zachłyśnięcia swoich przyjaciół-intelektualistów (najpierw rumuńskich, potem zachodnich). Oba ruchy podsumowywał krótko: to szaleństwo, oni zwariowali! Mam wrażenie, że Beckett by się z nim zgodził choć pewnie nikt nie zdołał z niego wyciągnąć podobnych deklaracji :)

Rozmyślając o niewątpliwej wyjątkowości i "barwności" tego ruchu musimy jednak zawsze pamiętać o jego punkcie dojścia, gdzie najzwyklejsza głupia wikipedia mówi niestety wszystko co trzeba i niewiele można dodać na obronę tych ludzi:

https://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%BBelazna_Gwardia

Ciekawą perspektywę w tym kontekście otwiera spostrzeżenie, że niezwykle groźne, by nie powiedzieć, że zawsze i koniecznie katastrofalne w skutkach, są ruchy radykalne pragnące runąć w pradawność, prastarość czy jakieś inne formy kultów i mistyk czy to "prastarych" czy "ezoterycznych" mających rozkwitać na ruinach dzisiejszego, przebrzydłego świata. To dziecinny sen o "drodze na skróty" mającej prowadzić do (zupełnego = radykalnego) odmienienia świata. Nie wolno się uchylać przed komplikacją świata śniąc o tego rodzaju skrótach, mających być rzekomo jak "rozbicie murów" wokół nas. Owszem, mury zostają rozbite - i rozlewa się potworne zdziczenie (jak nie wręcz piekielne moce), nigdy nic innego - żadne braterstwo, żaden lepszy świat. Przypominam o ezoterycznych źródłach nie tylko faszyzmu/nazizmu, ale i komunizmu. W tym kontekście czymś niesamowicie fascynującym i przerażającym jednocześnie jest fakt, że służby specjalne ZSRR (i dziś Rosji) są (mają być) niczym innym, jak pewnymi formami zakonów ezoterycznych, tajnych organizacji czy paramasonerii ze swoimi obrządkami i stopniami wtajemniczeń. Przynajmniej tak twierdzą ludzie badający współczesne tajne organizacje i ruchy "typu masoneria", opierający się na dostępnych, wiarygodnych źródłach pisanych (zawsze jednak niszowych, katakumbowych i nieokrzyczanych bo inaczej być nie może - są to jakieś książki ludzi, którzy wyszli z tego rodzaju struktur będąc już w nich bardzo wysoko we wtajemniczeniach, jest trochę takich źródeł a podejrzewanie, że są one swego rodzaju zmyśleniem-prowokacją to wszak niegodne człowieka oświeconego "teorie spiskowe" - ciekawe i dające do myślenia są np. publikowane na YT wykłady Roberta Passio, który spędził długie lata w bardzo poważnej i wpływowej organizacji satanistów; to, że żyje i opowiada świadczy wszakże o tym, że nie jest to jednak organizacja wszechmocna; z drugiej strony to, co on wskazuje jako jej wpływ na świat świadczy o niewątpliwej jej powadze i skuteczności).

W całym tym kontekście Napoleon, Franco, Salazar czy w małym stopniu nawet ten nasz przaśny PiS (i to nawet z o. Rydzykiem pod pachą!) jawi się jako taki typ odpowiedzi na nazbyt rozbuchane szaleństwo swoich czasów, który jest do przyjęcia i który nie wywołuje przynajmniej skutków katastrofalnych. Elementy autorytaryzmu nie muszą być najgorsze jeśli jest zakorzenienie w kulturze europejskiej, w jej "dzisiejszości" tzn. są jakąś próbą zreformowania tej dzisiejszości, także w duchu konserwatywnym bo czemuż by nie, jeśli taka jest ludu wola - a nie próbą odwoływania się do jakichś podejrzanych mistyk-ezoteryk, obietnicą ostatecznego rozwiązania, lepszego świata czy choćby "przezwyciężenia sprzeczności" (stąd zawsze przestrzegam przed "poszukiwaczami sprzeczności" takimi jak młody Adaś Michnik bo w duszach mają najczarniejszą dostojewszczyznę i gówniany patos a życie poświęcają na lepienie "gównianych gnomów ze śliny i papieru gazetowego" - z Kafki).

Przykładem takiego powrotu na ziemię jest "dynastia" Jelcyn-Putin (z przejściowym okresem rządów namiestnika Miedwiediewa) - pewien odwrót od bolszewickiego szaleństwa dokonał się już za Stalina który pokonał Hitlera dzięki powrotowi do Cerkwii (a zatem w pewnym sensie z Bożą Pomocą), każdy kolejny GenSek był coraz rozsądniejszy co skutkowało, nawet jeśli mimowolnym, to jednak rozprężeniem stosunków z Zachodem. Bardzo rozsądnie zachowywał się wbrew pozorom Breżniew, któremu przypadło rządzenie sowietami w okresie szczytu ich potęgi. Breżniew nie był orędownikiem inwazji na Czechosłowację w 1968 roku - zachowywał się raczej ugodowo ale generalicja parła i dopięła swego. Oczywiście my nienawidziliśmy Breżniewa i mieliśmy do tego prawo bo okupanta się nienawidzi ale takie sprawy ocenia się z perspektywy stulecia. Trzeba na nie patrzeć tak, jakby te 100 lat już minęło - albo milczeć, bo w bieżącej nawalance rozsądny głos się nie przebije.

Dla przykładu nie wybierałem PiS ani nie jestem nimi zachwycony ale życzyć im wypada dobrze przynajmniej tam, gdzie mają sensowne pomysły i plany. Budowę "międzymorza" pod egidą USA, nie tylko powiązanie państw od Bałtyku do Bałkanów silnymi sojuszami i wspólnymi projektami/jednostkami wojskowymi ale też silne ich spięcie infrastrukturalne (zaplanowano linie kolejowe i drogowe, szlaki wodne) - to bezwzględnie należy poprzeć i być może za 100 lat tylko o tym będziemy pamiętać chwaląc ten rząd za roztropność. A tak naprawdę wiemy, że decyzje i plany powstały gdzie indziej - to polityka USA i realizacja planu Imperium, które sobie do realizacji swych celów wybrało właśnie PiS (i o czym rozeznani, niezależni analitycy mówili już na rok przed ostatnimi wyborami). O tym się w podręcznikach historii nie przeczyta nigdy ale tak się właśnie historię „robi” :)

Tak naprawdę najważniejsza byłaby oś Oslo/Sztokholm - Warszawa - Wiedeń a reszta jest dodatkiem (w rozumieniu geopolitycznym); jest to, zauważmy, oś idąca w poprzek osi Berlin-Moskwa więc dla jej ustanowienia i okrzepnięcia potrzeba siły przewyższającej połączone sił Berlina i Moskwy - i tą siłą jest obecnie Ameryka. Jest to dla osoby mniej-więcej kumającej odwieczne zasady geopolityki rzecz absolutnie oczywista. A powrót USA do aktywnej polityki środkowoeuropejskiej należy postrzegać jako przerwanie długiego okresu stagnacji, płynięcia z prądem i stania w rozkroku.

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale