Przeczytawszy dzisiejsze newsy na portalu Agory, jako żywo zainteresował mnie ten główny, ten najważniejszy, bo mówiący o tym jak to dzisiejsza władza uwłacza inteligencji i kładzie pod nogi kłody licealiście, który jak wiadomo aż rwie się do tego, żeby czytać dajmy na to, takie Ferdydurke. A że jako pieśń rewolucyjna, jestem zarówno porywcza jak też i rozsądna, słowom onym, wyczytanym na portalu Agory wiary nie dałam. Zajrzałam więc do źródła, na stronę MEN-u i zdumiałam się: gazeta.pl napisała prawdę! Niech surmy brzmią, a perkusiści wszystkich rockowych kapel niech w dłonie pałki chwycą, a po świecie nich poniesie się rytm wielkiej chwały, jakiej dnia dzisiejszego dostąpił wspomniany portal.
Skłoniwszy się więc w pas jako to szlachcice czynili, dygnęcy po dziewczyńskiemu i rumieńcem zapaławszy jako ta dzięcielina, przyznaję: gazeta.pl napisała prawdę, a usunięcie z listy lektur Ferdydurke, żeby w zamian umieścić w nich Dobraczyńskiego, jest – krótko mówiąc – totalną ignorancją i głupotą.
Ten oczywisty fakt, nie zmącił jednak mojej czujności i po pierwszej chwili zdumienia, doszłam do wniosku, żę nic dziwnego się przecież nei stało. W końcu dobry polityk, to polityk przewidywalny. A Roman Giertych przewidywalny jest! Wiadomo, że do poduszki nie przeczyta ani Masłowskiej, ani „Lubiewa” Witkowskiego, jeno pisma wybrane swego dziadka Jędrzeja. I wiadomo też, że trudno mu będzie uznać Gombrowicza za patriotę, bo Roman Giertych patriotyzm rozumie raczej nie po gombrowiczowsku. Dziwne tylko, dlaczego usunięto „Inny świat”. Bo nie dość, że to wstrząsający dokument, wspaniała powieść, to jeszcze idzie po słusznej linii politycznej. A i sam Grudziński usiadłby raczej po prawej stronie politycznego teatru.
Fakt wyrzucenia Grudzińskiego uświadomił mi dwie rzeczy: albo młody Giertych „Innego świata” nie czytał, albo czytał ale ni w ząb, nic nie zrozumiał.
Całkiem inną sprawą, która objawiła się po raz kolejny w dziennikarskich odsłonach Giertycho oraz Kaczyńskofobów, jest fakt swoistego festiwalu tych subtelnych przeinaczeń, migotliwych przekręceń, eterycznych niedomówień i zwiewnych manipulacji związanych z komentowaniem poczynań naszego rządu, a więc i komentowaniem tej ustawy. Bo po pierwsze: nikt czytać Gombrowicza, Dostojewskiego, czy Grudzińskiego nie zabrania, jak to już przebąkuje się migotliwie w niektórych publikacjach. Po drugie: Gombrowicza nie wyrzucono z listy lektur, a tylko przeniesiono do lektur nadobowiazkowych.
I wreszcie ostatnia rzecz. Otóż tak sobie myślę, drodzy państwo, że prawdopodobnie w ciągu najbliższych tygodni, moja ulubiona gazeta zwana „Wyborczą”, umieści na swoich łamach serię reportażyków z manifestacji, jakie pod MEN-em urządzą licealiści, którzy jak raz zapałają miłością do Gombrowicza, Dostojewskiego i zamiast po szkole grać w Play Station, usiądą wygodnie w fotelu, żeby rozkoszować się brutalnie wydartą im przez nieczułego ministra „Zbrodnią i karą”. I jakkolwiek decyzja Giertycha jest bzdurna, tak bardziej będzie mnie chyba bawić obserwacja, jak na to oczywiste kuriozum, jaką jest zmiana listy lektur, będą reagować Gierychofobi.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)