karmaniola karmaniola
80
BLOG

Internet - moja parafia

karmaniola karmaniola Polityka Obserwuj notkę 9

Na początek załóżmy sobie, drodzy państwo, że mamy przed sobą typowego trzydziestodwuletniego młodego człowieka. Mężczyznę? Kobietę? Nieważne. Człowiek ten, kończąc studia, nie wraca już do swej rodzinnej miejscowości, dajmy na to jakiejś wsi u podnóża Gór Świętokrzyskich, ale zostaje w wielkim mieście. Tu zaczyna pracę, żeni się, lub wychodzi za mąż. Tu wreszcie wynajmuje pierwsze mieszkanie. Najpierw w jednej dzielnicy, potem w drugiej, trzeciej. Za każdym razem zmienia też parafię. I choć w każdej z tych parafii są piękne, zabytkowe kościoły, to gdyby spytać owego człowieka, do jakiej parafii należy, z jaką czuje się związany emocjonalnie, prawdopodobnie bez wahania wymieni tę małą wiejską parafię u podnóża Gór Świętokrzyskich. Tą, w której dostąpił sakramentu chrztu, potem komunii świętej, bierzmowania, tą w której brał ślub i wreszcie tą, w której przez wiele lat służył do mszy jako ministrant,  lektor, czy też działał w kościelnym chórze, lub rozrzucał kwiatki w czasie procesji.

I nie byłoby może w tym żadnego problemu, gdyby nie fakt, że oto pewnym momencie, temu trzydziestodwuletniemu człowiekowi, zaczyna brakować owej parafialnej wspólnoty.

Słyszy, oczywiście, że słyszy w trakcie odczytywania ogłoszeń parafialnych, w jednym z tych pięknych, zabytkowych kościołów, w którym obecnie uczestniczy we mszy świętej, że tego i tego dnia odbędzie się spotkanie członków Akcji Katolickiej, w  innym dniu odbędzie się zebranie Koła Przyjaciół Radia Maryja, a jeszcze w innym terminie odprawione zostanie nabożeństwo dla ruchu oazowego. A słysząc to, ma nawet ochotę pójść na jedno z tych spotkań. W końcu w swojej macierzystej parafii, tej u podnóża Gór Świętokrzyskich, brał czynny udział w życiu parafialnej wspólnoty. Mało tego: ów udział dawał  mu ogromną satysfakcję i był jednym z czynników, które sprawiały, żę czuł się częścią wspólnoty, jaką jest Kościół.

A teraz? Teraz, choć ciągnie go do tego, by zacząć robić coś dla lokalnej wspólnoty parafialnej, nie zrobi nic. Bo wie, że za pół roku, za rok, zmieni miejsce zamieszkania. Być może będzie musiał zmienić pracę i na niedzielną mszę będzie chodził do innego kościoła, w innej dzielnicy, albo nawet w innym mieście. Jaki więc sens ma głębsze wiązanie się z tą konkretną wspólnotą parafialną, do której obecnie należy, skoro ten związek jest tymczasowy?

Tu jednak trzeba przyznać i powiedzieć, co prawda banalną, ale jakże prawdziwą myśl, że życie nie znosi pustki. Otóż ów trzydziestodwuletni człowiek, nie znajdując oparcia we wspólnocie parafialnej, zaczyna tej wspólnoty szukać gdzie indziej. A współczesny świat daje mu ku temu wiele możliwości. Przede wszystkim media: prasa, internet, telewizja. Bo trzeba powiedzieć, że ów młody człowiek czyta prasę katolicką, przegląda katolickie serwisy internetowe, bierze udział w dyskusjach na sieciowych forach, dotyczących spraw wiary. Na początku chłonie wszystko. Znów czuje, że wiara łączy go z innymi ludźmi. Bynajmniej nie przeszkadza mu fakt, że dyskutantów dzieli czasem odległość setek kilometrów. Tu, przed monitorem komputera są blisko siebie. Mają takie same poglądy, rozumieją się. Tu, w internecie roztrząsają o tym, co w kościele wielkie, boskie i o tym, co małe, przyziemne, doraźne i grzeszne. I czasem staje się tak, że dla tego przykładowego trzydziestodwulatka, lub przykładopwej trzydziestodwulatki (jak kto woli) podstawową formą wspólnoty religijnej staje się wspólnota ludzi, których łączą – związane z nauczaniem kościoła – wspólne poglądy społeczne, polityczne, czy nawet moralne. Miejscem zaś, gdzie taka wspólnota może się ze sobą spotkać są wspomniane już media: internet, prasa, itp.

Taka zmiana struktury życia religijnego niesie ze sobą wiele zagrożeń. Dotychczasowa rola parafii, rozumianej jako instancja, która nadaje kształt chrześcijańskim wspólnotom, zostaje bowiem zastąpiona przez media, a tym samym ogólnie rozumiana katechizacja także odbywa się głównie za pomocą mediów. I właśnie tu widziałabym największe zagrożenie, bo – jak nauczał Jan Paweł II - „wspólnota parafialna, jako zajmująca szczególne miejsce, powinna pozostać krzewicielką i inspiratorką katechezy”. Chodzi tu oczywiście o to, że tylko i wyłącznie parafia, w której życiu uczestniczą osoby o różnych poglądach dotyczących społecznej nauki Kościoła, jest zdolna złączyć ich w akcie komunii, która w eucharystii staje się znakiem jedności Kościoła; bo tym jest przecież Kościół: zbiorem ludzi, którzy w akcie komunii jednoczą się w mistycznym ciele Chrystusa. Media takiej mocy nie mają. Mało tego: media, przejmując rolę katechety, odzierają wiarę z autentyczności i głębi i tym samym staje się ona czymś na kształt konstrukcji intelektualnej, jeszcze jednego światopoglądu, który nie jest ani lepszy, ani gorszy od innych.
 
Pisząc o owych zagrożeniach nie chciałabym oczywiście umniejszać roli mediów, ani też odbierać im prawa do kształtowania społecznych postaw wynikających z wyznawanej wiary. Problem bowiem nie tkwi w mediach, ale w sytuacji, w jakiej znalazł się wspomniany na początku młody człowiek, dla którego parafia, lokalna wspólnota, stała się wspólnotą przypadkową, a co za tym idzie, wspólnotą, którą traktuje tymczasowo.

W tym momencie należałoby sobie zadać pytanie, czy istnieją jakiekolwiek sposoby na to, aby przywrócić parafii jej rolę, jaką niechybnie powinna odgrywać w społecznym życiu Kościoła? Przyznam szczerze, że nie potrafię na to odpowiedzieć. Rozwiązaniem mogłyby być organizacje świeckie, typu Akcja Katolicka, Opus Dei, czy prężnie działające przy wielu parafiach Koła Przyjaciół Radia Maryja. Chodzi jednak o to, że rola tych organizacji w kształtowaniu katolickich postaw społecznych jest niepomiernie mała w porównaniu z rolą, jaka przynależy w tym względzie mediom. Mało tego, w dużym stopniu obraz i kształt tych wszystkich organizacji formują również media. Mam tu na myśli choćby takie czasopisma jak „Tygodnik Powszechny”, „Nasz Dziennik”, które trudno posądzić o brak treści ewangelicznych. Jednak różnice, jakie występują w nich na gruncie rozumienia społecznej nauki Kościoła, są dość wyraźnie. Funkcjonowanie zaś tych dwóch przykładowych czasopism i ich, jak dla mnie, zbyt duży wpływ na świeckie organizacje katolickie, jest jeszcze jednym dowodem na to, że zostały zachwiane proporcje między rolą mediów, a rolą konkretnej wspólnoty parafialnej w społecznych strukturach życia Kościoła.

Zdaję sobie oczywiście sprawę, że niemożliwym i bezsensownym byłoby wymagać od mediów, aby nałożyły na siebie kaganiec, który ograniczałby ich wpływ na polski Kościół Katolicki, bo jak już wcześniej napisałam, problem nie w mediach, ale w tym, że dla owego trzydziestoparolatka, który miejsce zamieszkania zmienia raz na pięć, sześć lat, nie wypracowano takiego modelu parafii, który pozwoliłby jej spełniać funkcję, jaką w strukturach Kościoła spełniać powinna, czyli dawać człowiekowi możliwość działania we wspólnocie i dla wspólnoty.

karmaniola
O mnie karmaniola

;

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (9)

Inne tematy w dziale Polityka