motto:
"...psyt... iskierka zgasła."
Na wstępie przyznam się, że tym postem chciałabym wyrazić swoje rozczarowanie i smutek, jaki wywołany został zaserwowaną nam przez media informacją, dotyczącą debaty pomiędzy panami K. Zanim jednak wyjaśnię powód owych uczuć, pozwolę sobie wspomnieć, że ostatnio wielu salonowców wyraziło myśl, że podjęcie rękawicy rzuconej przez Kwaśniewskiego, jest genialnym posunięciem JarKacza. Ja oczywiście nie mam zamiaru z tym polemizować, bo rzeczywiście – jest to genialne posunięcie. Z tym, że tym posunięciem JarKacz stracił resztki mojej sympatii, jaką żywiłam do niego.
Wyobrażałam sobie bowiem, miałam nadzieję, naiwnie wierzyłam, że pod tymi wszystkimi głupawymi dyskusjami o skuteczności spotów reklamowych, o bezwzględnej i brudnej walce, czy wreszcie pod hasłem niewygodnej ale politycznie uzasadnionej konieczności budowania koalicji z kimś takim jak Lepper, którego proweniencja i jej konsekwencje są chyba dla każdego rozsądnego człowieka aż nadto wyraźne. No więc wyobrażałam sobie, że pod tymi wszystkimi paskudztwami kryje się jakiś zalążek szlachetności, jakaś malutka iskierka, w którą JarKacz chce rozpalić aby stała się wielkim ogniskiem. Tą iskierkę nazwałam sobie banalnie, infantylnie, nawet głupio, a mianowicie nazwałam ją „dobro Polski”, albo po prostu „Polska”.
Oglądałam więc spoty wyborcze, czytałam sążniste analizy gwiazd polskiego dziennikarstwa, które to analizy dotyczyły owych spotów i zastanawiałam się nad tym, gdzie jest ta granica, za którą na politykę, skądinąd pasjonującą dziedzinę społecznej działalności, nie da się już patrzeć bez obrzydzenia? Teraz już wiem: tą granicą jest przyjęcie przez Kaczynskiego propozycji rozmowy z Kwaśniewskim. Być może moje rozczarowanie nie byłoby tak duże, gdyby nie fakt, że ja JarKaczowi wierzyłam. Nie całkowicie może, ale wierzyłam, że pod brudną polityczną grą Kaczorów, pali się ta wspomniana wcześniej iskierka.
Życie jednak jest brutalne i kopie nas w dupy wtedy, kiedy się tego najmniej spodziewamy. Ja wypatrywałam w Kaczorach iskierki, a oni mi ją zdmuchnęli przed nosem. Śmiem nawet twierdzić, że nigdy jej nie zapalili.
Na zakończenie powiem konkretnie: mam nadzieję, że genialny plan JarKacza obróci się przeciwko niemu. Że ludzie zrozumieją, że JarKacz to gracz i tylko gracz. Bo, według mnie, jeśli ktoś posuwa się do tego, że Kwaśniewskiego zaczyna traktować jako męża stanu godnego rozmowy mającej na celu pogrążenie Donaldu Tusku, to taki ktoś zrównuje się tym samym z rzeczonym Kwaśniewskim i ja na niego głosować na pewno nie będę.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)