Wildstein... Maleszka... Pyjas... kumple... opozycja... zdrada... tvn... Co Wam w tym zestawie nie pasuje? Który z elementów układanki burzy harmonię? Oczywiście, że... że... że... że nie będę odpowiadać na to pytanie, bo odpowiedź jest aż nazbyt oczywista, a co za tym idzie samo pytanie jest mało inspirujące i nieciekawe. Bo interesująco zaczyna się robić dopiero wtedy, kiedy zadamy inne pytanie, które brzmi mniej więcej tak: dlaczego TVN mimo wszystko wszedł do tej układanki, choć nijak do niej nie pasuje, bo jakże do tego ma pasować coś, co stworzone zostało przez imć towarzysza Waltera? Inaczej mówiąc: dlaczego TVN, ten sam TVN, który jeszcze nie tak dawno aż kipał z ekranów telewizorów słuszną antypatią do wszystkiego co Kacze (w tym i do lustracji), a ostatnią książkę o relacjach Wałęsy z bezpieką przedstawia jako polityczną grę; dlaczego TVN, cały czas ten sam TVN wyprodukował film, który mówi o tym, że PRL to był jednak zbrodniczy kraj, a donosicielstwo na kolegów trzeba ujawnić, bo donosiciele wyrządzili bardzo dużo krzywdy. Czyżby TVN miał schizofrenię? Wątpię.
Do tej dziwnej stacji telewizyjnej można podchodzić z różnych punktów widzenia i próbować ją ugryźć z różnych stron. Można podejść do niej z sympatią, ale w moim przypadku to wykluczone, bo ja po prostu sympatii do niej nie czuję. Można podejść z nienawiścią, ale chyba wszyscy wiedzą, że nienawiść jest złym doradcą i nic dobrego z kierowania się nią nie wynika. Można podejść analitycznie, można syntetycznie, a jak ktoś chce to i gospodarczo, albo z punktu widzenia przebiegu dziejów, czyli zwyczajnie mówiąc, można ugryźć tą swoistą TVN-owską schizofrenię w kontekście historycznym. Najlepiej jednak będzie dla mnie, jak też i dla Was, moi drodzy potencjalni czytelnicy, jeżeli wszystkie swoje refleksje i spostrzeżenia przekuję w słowa nie obierając żadnej z tych metod, ale po prostu starając się przedstawić myśli tak, jak umiem najlepiej.
A najlepiej będzie jeśli zacznę od początku. A początek jest taki: każde medium, czy to telewizja, czy gazeta, radio, portal internetowy, ma swoje dwa wymiary. Pierwszy z nich to wymiar linii ideologicznej, drugi zaś to możność czy możliwość propagowania owej linii, czyli z grubsza mówiąc, drugim wymiarem są zasoby finansowe takiego czy innego koncernu medialnego. Trzeba oczywiście przyznać, że w istnieniu wspomnianych dwóch wymiarów nie ma ani niczego złego, ani niczego dobrego. Tak to po prostu funkcjonuje i szlus!
Do obecnych czasów, czyli do wyemitowania filmu „Trzej kumple” gradacja tych dwóch wymiarów była w ogólnych zarysach jasna i po pobieżnym oglądzie rynku medialnego rozpoznawalna. Linia podziału między mediami przebiegała w/g wymiaru ideologicznego. I jeżeliby poustawiać koncerny medialne na boisku piłkarskim to na jednej połowie, w różowych koszulkach, jako pomocnik stałby TVN (czy inaczej zwany ITI), na bramce stałaby Agora, a w ataku i po części na ławce rezerwowych NIE; na obronie Polityka. W niełasce u trenera byliby tacy zawodnicy jak Trybuna, Fakty i Mity, itd., itp. Na drugiej połowie boiska, w czarnych koszulkach stałaby Rzeczpospolita, Nasz Dziennik, jako lewego obrońcę od biedy można by postawić Dziennik, a atakowałby zadziorny jak Ebi Smolarek Wprost, który co chwila dostawałby żółte kartki. Oczywiście, gdyby do takiego zestawu dać jakiegoś sędziego i kazać mu sprawiedliwe sędziować, to po skończonym meczu, faceta należałoby zawieźć na solidną psychoterapię. Bo zdajecie sobie Państwo sprawę, że taki mecz byłby żenującą kopaniną, pozbawioną wszelkich zasad fair play, w której kopaliby się po łydkach nie tylko przeciwnicy, ale i przedstawiciele tej samej drużyny. Mimo wszystko jednak, sytuacja – jak już napisałem – byłaby w miarę rozpoznawalna: ci czarni, ci różowi. Linia ideologiczna czarnych nigdy nie pokryje się linią ideologiczną różowych, choć czasem mogą mieć jakieś punkty styczne. Ba! Można nawet spokojnie stwierdzić, że czasem jedni czarni nie będą się mogli zgrać się z innymi czarnymi, tak jak różowi nie będą się mogli nieraz zgrać z innymi różowymi. Nic jednak nie zmieni faktu, że czarni dalej pozostaną czarni, a różowi pozostaną różowi. Koniec. Kropka.
Tak było do tej pory. Bo od dzisiejszego dnia sytuacja zmieniła się diametralnie. Bo dzisiejszego dnia stało się tak, jakby TVN zszedł z boiska i powiedział: „ja się już w to nie bawię, już mi się znudziło i tak naprawdę to mam w dupie wasze podziały na czarnych i różowych”.
Jeśli myślcie Państwo, że w tym momencie chcę oddać hołd stacji TVN, i przedstawić ją jako tą, która postanowiła być obiektywna i sprawiedliwa, to się mylicie. Otóż moim zdaniem TVN, negując linię podziału ideologicznego, stworzyło nowe zasady, a raczej zasadę funkcjonowania mediów. Zasadą tą jest pieniądz. Inaczej: koncern medialny ma istnieć głównie po to, żeby zarabiać pieniądze. I jeśli do tej pory pieniądze były potrzebne po to, żeby nieść kaganek jakiejś idei, to obecnie, za sprawą TVN-u mamy sytuację, w której pieniądz stał się i ideą i nośnikiem idei, czymś na zasadzie słynnej teorii przekaźników Marshalla McLuhana, wg której sam przekaźnik jest przekazem.
Wracając do metafory boiska piłkarskiego i koszulek, można stwierdzić, że emitując film „Trzech kumpli” TVN zdjął różową koszulkę i założył czarną. Problem jednak w tym, że on różowej nie wyrzucił; różową schował w szatni.
Zapytacie pewnie dlaczego tak sądzę i skąd mam pewność, że stacja telewizyjna Waltera będzie przybierać różne barwy ideologiczne, w zależności od tego, która barwa przyniesie jej większy zysk? Otóż proszę zauważyć, że film „Trzech kumpli” jest filmem bezpiecznym. Nie wnosi niczego nowego, ponad to, co ogólnie wiadomo: Maleszka donosił, Pyjasa zabili, a Wildstein szuka prawdy. Film, przy całym uznaniu dla niego, nie wzbudza i nie wzbudzi żadnych kontrowersji. Bo to nie jest film kontrowersyjny. To jest bardzo dobry i bardzo dobrze zrobiony dokument o tamtych czasach. W dodatku niesie lekkie przesłanie antyGazetowoWyborcze.
W tym wszystkim o czym piszę nie byłoby oczywiście niczego złego, bo cóż złego może być w zarabianiu pieniędzy, a nawet w napiętnowaniu konkurencji, w której szarą eminencją jest były donosiciel. Wszystko to mieści się w granicach normalności, moralności i gospodarki rynkowej. Oczywiście, rozumiecie Państwo, że nie ma sensu się rozwodzić nad tym, że niejaki Milan Subotić pracuje w dziale technicznym firmy ITI, i zajmuje się prawdopodobnie przełączeniem kabelków między komputerami (jedziem i tu czołg). Najsmutniejsze jest jednak to, że media, które jako prymat swojej działalności obiorą zarabianie pieniędzy, przestaną być wiarygodne. A wynikać to będzie z tego, że przede wszystkim przestaną być kontrowersyjne. Domeną ich działalności stanie się nie prawda, nie dochodzenie do prawdy, ale ogólnie rozumiana „układność”, tak jak to zaczyna się dziać w TVN-ie. Z jednej strony potępia się lustrację, z rezerwą odnosi się do książki Gontarczyka i Cenckiewicza, a z drugiej emituje film o bagnie PRL-owskiego donosicielstwa. Dlaczego? Proste! Lustracja jest sprawą kontrowersyjną. Książka IPN-u także. A film? Film pokazuje to, o czym wszyscy wiedzą.
Mam takie niejasne wrażenie, że w polskich mediach skończył się pewien etap, którego symbolem była Gazeta Wyborcza. Skończył się mianowicie etap mediów, które na szczyt popularności wyniosła idea i które zarabiały po to, żeby propagować ideę. Jakakolwiek by ona nie była. I trudno mi o tym mówić, ale wydaje mi się że kiedyś jeszcze zatęsknimy za zideologizowaną Gazetą Wyborczą.
Sytuacja TVN-u dowodzi również temu, co chyba w tym wszystkim jest najsmutniejsze, że skończył się inny etap; etap szansy na sprawiedliwe wyjście z komunizmu. Tacy panowie jak Walter, Solorz, Maleszka nie muszą się już niczego bać. Oni się ustawili już w latach komunizmu. I teraz spokojnie mogą zarabiać kasę. Tylko frajerzy typu, wspominany jakiś czas temu na stronach salonu24, Piotr Skórzyński, zawsze będą kopani w tyłki. Ale to są frajerzy. Chcieliby jakiejś sprawiedliwości. Jakiejś prawdy... Frajerzy!!!
serdeczności
frajerka karmaniola


Komentarze
Pokaż komentarze (22)