karmaniola karmaniola
111
BLOG

Maleszka to doskonałe pytanie

karmaniola karmaniola Polityka Obserwuj notkę 6

           Pozwolicie Państwo, że jak większość na tym forum, tak i ja dam się dziś ponieść fali emocji i popłynę drugim już postem w temacie: Lesław Maleszka. Nie chciałabym jednak roztrząsać o winie i karze, ani o tym kto powinien karać, bo o tym niech decydują bardziej ode mnie zaangażowani. Ja chciałabym zaprosić Państwa do pewnej gry skojarzeń.

 

Jest w Polskiej sztuce, w polskiej wyobraźni społecznej pewien model człowieka idealnego, bohatera; kogoś, kto jest bez skazy. I myślę, że ów obraz zamknięty został w kilku literackich postaciach, których dwoma, pozornie przeciwnymi biegunami są Kmicic i Wokulski, przy czym – nie ma co ukrywać – większą sympatię, większe zrozumienia dla ewidentnie popełnionych łajdactw zarówno przez jednego jak i drugiego (Kmicic: spalenie Wołmontowicz; Wokulski: handel bronią) dajemy Kmicicowi. Można tu oczywiście gdybać dlaczego tak jest, ale odpowiedź wydaje mi się dość prosta. Otóż – jakkolwiek by to nie brzmiało patetycznie – czyny Kmicica w potocznym rozumieniu kierowane są logiką serca, logiką emocji. Działalność Wokulskiego natomiast jest efektem logiki rozumu. A my, Polacy, nie ma co ukrywać, zawsze byliśmy raczej daleko od kierowania się rozumem, czego dowodem mogą być ostanie dyskusje na temat przebiegu i okoliczności wyboru Lecha Wałęsy na przewodniczącego Solidarności. Najlepiej jednak ową typowo polską postawę zobrazował J. Czech w tekście pt. Margrabia Wielopolski:

 

Nie czytaliśmy Hegla jaśnie panie

Dla nas Szopen - groch i kapusta

I od czasu do czasu powstanie

 

Oczywiście, jak już napisałam, rozpoznanie, że Kmicic równa się serce, a Wokulski równa się rozum, jest rozpoznaniem powierzchownym, niepełnym i tym samym błędnym, bo tak naprawdę sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana. Niemniej jednak trzeba sobie zdać sprawę, że takie właśnie wyobrażenia o człowieku idealnym w Naszym kraju istnieją.

 

To tyle tytułem wstępu. Wracając zaś do Lesława Maleszki spróbuję wejść w jego skórę, w tamtą skórę z lat siedemdziesiątych i odpowiedzieć sobie na pytanie: z którą z wersji bohatera utożsamiał się Ketman. Bo chyba zgodzicie się Państwo z moim a’priori założeniem, że Maleszka nigdy nie myślał o sobie jako o zdrajcy. Z jednaj strony musiał się czuć intelektualnie wyższy od swoich kolegów, co by wskazywało na casus Wokulskiego. Z drugiej zaś strony, tych samych kolegów, na których donosił, uważał prawdopodobnie za swoich autentycznych przyjaciół, a więc był niejako postacią rozdarta, pełną sprzeczności jak Kmicic.

 

Czy była to Hipokryzja? Obłuda? Cynizm Maleszki? Nic z tych rzeczy.

 

Otóż wydaje mi się, że zastanawiając się nad życiowymi wyborami i ich konsekwencjami, w przypadku Ketmana, nie możemy zapomnieć o jednej jeszcze literackiej postaci, a mianowicie o Konradzie Wallenrodzie. Postaci tragicznej. Bo co byście Państwo, drodzy czytelnicy powiedzieli, gdyby tak Maleszkę przedstawić jako właśnie Wallenroda. Niemożliwe? A właśnie, że możliwe.

 

Wróćmy bowiem do lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku i wyobraźmy sobie, że w krakowskim SKS-ie nie ma żadnego donosiciela. Że podczas pierwszego przesłuchania dość inteligentny student polonistyki nie podpisuje zgody na współpracę. Bezpieka nie ma żadnej wtyki w to środowisko. I jak myślicie Państwo, jakie są dalsze możliwe scenariusze rozwoju wydarzeń? Pierwsza wersja: bezpieka odpuszcza sobie to środowisko. Druga wersja: bezpieka dalej próbuje zwerbować agenta i trzecia wersja: bezpieka rozwala środowisko innymi metodami. Najbardziej prawdopodobną jest druga wersja, ale jej finał jest niejasny; inaczej mówiąc: moja wyobraźnia nie umie określić czy bezpieka znalazłaby wówczas kogoś innego. Umiem sobie natomiast wyobrazić, co by się stało, gdyby bezpieka nie miała jednak żadnej kontroli nad SKS-em. Prawdopodobnie doszłoby do jakiejś formy pacyfikacji. Jakie byłyby wtedy straty, ilu ludzi by zginęło? Nie wiem. I trudno mi na ten temat gdybać, bo tego nie wie pewnie i sam Lesław Maleszka. Mam jednak wrażenie, że on uważał się wtedy, a i pewnie dziś się uważa za owego „samotnego śpiewaka”, o którym śpiewał Jacek Kaczmarski w słynnej piosence „Mury”.

 

Mówiąc o Maleszce nie wolno również zapomnieć o konsekwencjach jego czynów. I to nie tych, co prawda bolesnych, ale odległych, ale o konsekwencjach jakie poniósł już w wolnej Polsce. Otóż proszę zauważyć ów paradoks, proszę usłyszeć jak chichocze historia, kiedy w telewizji pokazywany jest film, w którym zadowoleni z siebie, z wyrytym piętnem sukcesu na cynicznych gębach, byli esbecy wypowiadają się o byłym donosicielu. A były donosiciel? Były donosiciel jest gościem przegranym.

 

Lesław Maleszka. Konrad Wallenrod. Zapraszam do dyskusji.

 

karmaniola
O mnie karmaniola

;

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Polityka