0 obserwujących
5 notek
3135 odsłon
  1681   0

Dlaczego jestem przeciwna tzw. klauzuli sumienia

Muszę to jasno napisać: uważam aborcję za zło. Nie potępiam kobiety, która się na taki „zabieg” zdecydowała, niemniej uważam, że jeśli nie zaistniał naprawdę poważny powód do tego kroku, to zachowała się niemoralnie. A jednak byłam, jestem i prawdopodobnie pozostanę przeciwniczką tzw. klauzuli sumienia. Jest to furtka umożliwiająca haniebne nadużycia, np. odmowę wykonania legalnej aborcji czy sprzedaży środków antykoncepcyjnych, bezkarne znęcanie się nad własnymi zwierzętami oraz wiele innych rzeczy, o których się jeszcze nie mówi, bo nie są medialnie nośne.

Twoje sumienie to Twoja sprawa. Nie jest jakąś świętością, przed którą musi klękać zbiorowość czy zarządca terenu, na którym przyszło Ci egzystować. Chcesz, to łam prawo i obyczaje, proszę bardzo – ale ze wszystkimi tego konsekwencjami. Za złamanie prawa powinieneś ponieść zostać zatrzymany i osądzony według obowiązujących na danym terenie przepisów. Za złamanie obyczajów możesz zostać odrzucony, a nawet dostać w mordę. I tyle w temacie.

Tymczasem ludzie chcieliby wolności sumienia bez żadnych konsekwencji. Bo ich sumienie stoi w ich mniemaniu ponad prawem, porządkiem, potrzebami innych ludzi. Nieważne, co sobie ubzdurają i jak bardzo to mogłoby się odbić na ich bliźnich.

Żeby nie było – jestem ostatnią osobą, która podporządkowałaby (z innego powodu niż strach przed przykrymi reperkusjami) swoje sumienie cudzemu. Nie interesuje mnie bycie posłusznym trybikiem w prawno-społecznej machinie. Złe/głupie/szkodliwe przepisy można, a nawet trzeba łamać. Chore zwyczaje można, a nawet trzeba zmieniać. Cenię bunt przeciwko skostniałej głupocie, gorąco popieram zmiany prowadzące do poprawy naszego życia, zwłaszcza jeśli obejmują one nie tylko jedną osobę, ale większą ich ilość.

Czy jednak reszcie społeczeństwa moje opinie, cele i dążenia muszą się podobać? przecież nie ja jedna mam sumienie. Człowiek stojący po przeciwnej stronie barykady również je posiada i chciałby kształtować świat wedle swojego uznania. Trzeba to jakoś pogodzić. Dlaczego bowiem sumienie ateisty miałoby być gorzej traktowane niż sumienie katolika? Dlaczego laickie przekonania miałyby podlegać religijnym? Dlaczego chrześcijaństwo miałoby się giąć pod islamem czy judaizmem? Nie lepiej ustalić jedno, niezbyt represyjne, za to minimalizujące krzywdę wszystkich stron prawo?

Że niby klauzula sumienia tego nie dotyczy? Że mowa była tylko o możliwości odmowy „zabicia nienarodzonego dziecka”? A przepraszam, czy jakiś czas temu nie przetoczyła się przez media histeryczna dyskusja o świętym prawie wyznawców niektórych religii do koszernego zabijania zwierząt? Pominę to, że większość z nas jest w tym temacie ignorantami. Chodzi o to, że niektórzy założyli (!), iż tzw. ubój rytualny jest dla zwierząt bolesny, a i tak optowali za przyzwoleniem nań. Bo ludzie „mają prawo” żyć według zasad swojej wiary, choćby była nie wiem jak głupia czy barbarzyńska.

Dlatego tzw. klauzuli sumienia mówię: NIE!

Lubię to! Skomentuj245 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale