No to już mamy z głowy 4 czerwca. Wiekopomna chwila "nadejszła" i minęła jak wszystko, a wydawało się, że będzie trwać co najmniej do eurowyborów.
W te "dni przedostatnie" na szczęście nie było mnie w Polsce, toteż nie musiałem słuchać piewców "wolnej ojczyzny". Wczoraj tylko kolega zadzwonił do mnie ze stoczni w Gdańsku, bym mógł posłuchać kawałka koncertu. Szału nie było podobnie jak w Krakowie - jakaś Kylie Minogue buczała i pobrzękiwał niemiecki zespół Skorpions. Jedyne, co mnie ujęło, to wiszący w bramie transparent z hasłem "Byłem w ZOMO, byłem w ORMO, teraz jestem za Platformą", który według mojego znajomego musiało zobaczyć około 100 000 ludzi przybyłych na koncert.
I to by było na tyle, jeśli chodzi o wrażenia z obchodów 4 czerwca.
Pozdrawiam.




Komentarze
Pokaż komentarze (4)