"Wałęsa zapytany, czy na jego ewentualne pojednanie z Lechem Kaczyńskim będzie trzeba czekać tyle lat, co na pojednanie z Aleksandrem Kwaśniewskim (10 lat - red.), odparł, że to nie było pojednanie. - Zostałem uproszony przez Kościół, żeby postąpić jak chrześcijanin. Zostałem uproszony na takie argumenty, których nie dało się odrzucić - powiedział niespodziewanie były prezydent. Jeśli tak było naprawdę, to dlaczego później prezydent spotykał się z Kwaśniewskim, zapraszając go między innymi na swoje urodziny? - Powiedziało się "a", to trzeba było powiedzieć "b" – odparł.
Ciekawe, ile razy Wałęsa postąpił według reguły, że jak się coś zacznie, to trzeba dalej w to brnąć?
I jeszcze druga wypowiedź odsłaniająca mentalność Wałęsy, który nieustannie projektuje na innych swe własne słabości:
"Co do pojednania z obecnym prezydentem, to Wałęsa "wyciąga rękę", ale żąda przeprosin. - Powinien mnie przeprosić za pomówienia. Żądam minimum przeprosin, albo rozprawy sądowej. Ja jestem gotów, rękę wyciągam, ale musimy to jakoś rozliczyć - mówił. - Lech Kaczyński był bardzo minimalną postacią w "Solidarności" 30 lat temu. Nie miał cech przywódczych. Siedział jak mysz pod miotłą. Potem się dopiero trochę zorganizował, poszedł w populizm i zaczął na tym "jechać" - ocenił działalność obecnego prezydenta w "Solidarności"."




Komentarze
Pokaż komentarze (6)