0 obserwujących
25 notek
20k odsłon
  603   0

No i nici z mojej gildii

Przyznam się Państwu, że wczorajsze ukrycie mojego bloga, który jeszcze przedwczoraj był promowany na Stronie Głównej, wprawiło mnie w lekką konfuzję. Co prawda ostatnia notka, już po jej ukryciu, osiągnęła rekordową jak na moje publikacje  ilość komentarzy i przekroczyła tysiąc odsłon, co wcześniej zdarzyło mi się tylko raz, przy okazji wpisu o "winie" kontrolerów ze Smoleńska, ale to słaba pociecha.

Tym bardziej szkoda, że miałem w planach założenie gildii pisarzy, którzy jeszcze nie opublikowali żadnej książki, ale dobrze rokują. Ta inicjatywa, z gruntu i w założeniach bardzo kulturalna, mogła przecież pomóc Salonowi w odzyskaniu jego dawnego blasku i uspokoić pewnego pisarza, który o tym miejscu pisze tak: 

"Moim zdaniem, Salon24 znajduje się w ciężkim kryzysie, z którego wyjścia nie ma. Zwróć uwagę na teksty, które są tam wrzucane codziennie i które mozna znaleźć na prawym marginesie. To co jest zamieszczane na SG i tak prawdopdobnie jest z tego wszystkiego najlepsze. No, może od czasu do czasu się zdarzyć, że czegoś nie dadzą, bo albo się zagapią, albo kogoś z jakiegoś powodu chcą potraktować nieuprzejmie, jednak faktem jest, że gdyby oni dawali tylko to, co ma chocby minimalną wartość, tam by były dwa, trzy, może pięć tekstów dziennie"
KRZYSZTOF OSIEJUK28.10 13:18

No ale w tej sytuacji chyba przeniosę się z tym pomysłem do Onetu, bo tam podobno można nieźle zarobić na swoim pisaniu, z czego skorzystał tylko co jeden z tutejszych publicystów, którego do mojej gildii jednak nie mogę zaprosić, bo on jest już sławnym pisarzem. Do tego stopnia, że może sobie pozwolić np. na umieszczanie na okładkce swojej książki wizerunku Pałacu Kultury, na co nie stać nawet duetu Coryllus-Toyah.

A co do tego ostatniego, to właśnie ze zdumieniem przeczytałem, że słynny komiks, tylko co wręczony na targach pani konsul Węgier, został również przetłumaczony na obcy język angielski, ale nie przez pana Osiejuka, co przecież wydawałoby się oczywistą oczywistością. Tłumaczenie jest dziełem jakiejś pani, której firma specjalizuje się w usługach wnętrzarskich, co oczywiście samo w sobie nie jest niczym nagannym, ani tym bardziej niezwykłym, zważywszy choćby na fakt, że absolwent technikum leśnego ze swadą potrafi pisać o czymś tak odległym od szkółkarstwa, jak dajmy na to lewatywa w roli narządzia tortur. Jedyne wytłumaczenie jakie póki co przychodzi mi w tej sprawie do głowy to takie, że Toyah był po prostu za drogi.

Drogi Toyahu, dlaczego nie dałeś kumplowi jakiegoś rabatu ? Ta chytrość kiedyś Cię zgubi :))

Dlatego z tego miejsca pozwolę sobie na zaapelowanie do administracji, żeby jednak umożliwiła społeczeństwu szerszy kontakt z kulturą i "odwinęła " mój blog, bo drugiego takiego na salonie prędko nie będzie. Chyba, że ja zdecyduję się na założenie kolejnego, ale trochę mi już zbrzydło to porównywanie mnie do jakiegoś pantryjoty.

Ze swej strony zobowiązuję się w takim wypadku zostawić w spokoju duet pisarzy donosieli i skupić się na krzewieniu prawdziwej kultury, poprzez jej wspieranie, propagowanie, reklamowanie, lansowanie,  a w razie potrzeby poprzez dowartościowywanie i pocieszanie ambitnych twórców, tłamszonych przez różne inne gildie i organizacje, których działania sprowadzają się do niemal feudalnego wyzysku autorów, jakby mało było nam różnych Zaiksów i tym podobnych wynaturzeń.

Przyznam się Państwu na koniec, że z rozpędu sam nawet zacząłem pisać książkę, no ale w tej sytuacji trochę mi pióro zmiękło i chyba sobie odpuszczę. Tym bardziej, że też miała to być to książka o zespołach. Ale mogę Państwu zdradzić tytuł pierszego rozdziału: 

Zespół Gansera, czyli o wkładaniu klucza do dziurki drugą stroną

 

K.G.

Lubię to! Skomentuj57 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale