17 obserwujących
942 notki
325k odsłon
114 odsłon

Magia wieczoru

Fot. Krzysztof Mączkowski
Fot. Krzysztof Mączkowski
Wykop Skomentuj3

Nie lubię owej „magii”, bo jest wyświechtana, ale nie ma chyba innego określenia, które mogłoby oddać piękno wieczoru.


Wieczór, bez względu na porę roku i czas (wakacje, praca, wyjazd), jest zawsze tą porą dnia, gdy wszystko wyhamowuje. Codzienna gonitwa zamienia się na powolne przemierzanie – życie jakby tracąc energię słabnącego słońca, spowalnia i zmusza do uważniejszego traktowania otaczającej nas rzeczywistości.


Pozostawiamy za sobą pracę, naukę i zakupy. Zazwyczaj mamy już od tego spokój. Idąc z pracy wiemy, że „za chwilę” odpoczniemy, wykąpiemy się, zjemy kolację, pobawimy może z dziećmi. Będąc w domu, wiemy, że „za chwilę” dzieci pójdą spać i zostawią swoim rodzicom odrobinę wolnego czasu, by porozmawiać, pooglądać telewizję, poczytać i porozmawiać. Nic, co robimy wieczorami nie jest dyktowane presją czasu, a wręcz odwrotnie, wszystko robimy jakby na nieco zwolnionych obrotach.


Nawet, jeśli ktoś musi wziąć pracę do domu, wie, że zrobi to w większym spokoju. Bez nerwów na dzwoniące co chwila telefony, wytrącające nas z rytmu i dokładności, spokojnie możemy popracować i pomyśleć nad tym, „co jutro”.


Wieczorami zazwyczaj siadamy do kolacji, ze względów zdrowotnych najmniej może korzystnego, za to najmilszego posiłku. Jemy w spokoju, bez oglądania się na zegarek, bo trzeba gdzieś szybko biec. Gdy jemy w towarzystwie ukochanych lub przyjaciół, kolacja jest właściwie dodatkiem to rozmowy, żartów i relaksu. Częstokroć możemy pozwolić sobie na lampkę wina, czy mocniejszego alkoholu, wszak nie musimy „za chwilę” gdzieś jechać, gdzieś spieszyć. Nawet wieczorny papieros smakuje jakby lepiej…


Jeśli przyjaciół nie mamy w domu lub nie gościmy u nich, możemy im poświęcić nieco więcej czasu przez telefon. Mamy luz. Rozmowy na luzie trwają dużej i może są serdeczniejsze. Bo właśnie bez presji czasu.


Więcej luzu ma też słońce. Schodzi z nieboskłonu i figlarnie wydłuża cienie, żartując sobie z nas i z siebie. Już nie grzeje, ale też nie ziębi. Dodaje kolorytu wieczornym spotkaniom, pocałunkom i spacerom. A gdy umówi się na zabawę z wodą w jeziorze lub rzece, kreśli po niej przepiękne barwy i tła. Zawsze zachwyca. Właśnie wieczorem.


Nawet deszcz dudni inaczej wieczorem. Jakby przyjaźniej. Może dlatego, że milknie dzienny gwar i hałas miast i ośrodków wczasowych i możemy wsłuchać się weń jakby uważniej. Zaczynamy odczuwać, że deszcz pachnie. Zazwyczaj wieczorami. Nie musi konkurować z zapachami ludzkości.


Bywa, że wieczór zapowiada miłe noce – w objęciach ukochanej, na orzeźwiającym spacerze. Wieczór nie kończy się w momencie zachodu słońca – choć ten moment jest może jego kulminacją – ale trwa dalej. Długo jeszcze rysuje barwne plamy i linie na niebie. Światło słońca wygasza się powoli, różami, czerwieniami. I zapowiada nocne rządy księżyca, wielkiego, kolorowego lub srebrnego w oddali.


Każdy nocny oddech jest jakby pełniejszy, bardziej rześki, jakby gwarantował zapas świeżego powietrza do następnego dnia.


Wieczór to kontemplacja dnia, co było dobre, a co złe, to czas rozrachunku ze swoimi wstydliwymi zachowaniami, ale wspominanie chwil swojej wielkości. Kto umie, to czas dobrej modlitwy.


I nawet jeśli miniony dzień nie należał do najlepszych, to następujące po nim wieczór i noc są nadzieją na lepsze jutro.


Wykop Skomentuj3
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości