kobaian kobaian
387
BLOG

Bł. Alojzy i etyka katolicka

kobaian kobaian Rozmaitości Obserwuj notkę 2

W słynnym eseju pt. "Dlaczego nie jestem chrześcijaninem" Bertrand Russell wylicza elementy etyki chrześcjijańskiej, z którymi się nie potrafi zgodzić.  Dopatruje się w niektórych czynach Jezusa, opisanych w Nowym Testamencie, moralnej skazy szpecącej oblicze tej skądinąd szacownej postaci. Uznaje, że z jego nauki pozwalają poniekąd sankcjonować okrucieństwo wobec myślących inaczej. Nie pasuje to wcale do obrazu dobrotliwego nauczyciela głoszącego wszem i wobec pokój i miłość.

Obrońcy chrześcijaństwa, a katolicyzmu w szczególności, często argumentują, że przecież w religii nie ma nic złego. Pozytywna rola Kościoła polega na tym, że księża pouczają wiernych, aby byli uczciwi, nie kradli, nie zabijali, nie składali fałszywego świadectwa itp. Ogólne pouczenia zawarte w przykazaniach są jednak, jak często katecheci i księża sami zauważają, jedynie drogowskazami. Tymczasem wielu ludzi nie ma możliwości podróżować przez życie szerokimi autostradami, lecz musi omijać kłody, radzić sobie ze zniszczonymi przez przetaczające się przez świat kataklizmy mostami, albo nawet samemu budować przeprawę tam, gdzie jej nigdy nie było, bo nikt nie pomyślał, że będzie kiedyś potrzebna.

O tym, jak człowiek prawy powinien radzić sobie z przeciwnościami losu, pouczają natomiast wzorce osobowe. Katolikom chcącym wieść przykładne życie, zgodne z nakazami moralnymi wynikającymi z ich wiary, proponuje się jako wzorce do naśladowania osoby błogosławione i święte. Sądzę, że prawdziwe oblicze etyki chrześcijańskiej nie jest określone przez abstrakcyjne wartości i nakazy, lecz ujawnia się w tym, jakie postawy, zdaniem kapłanów i wiernych, zasługują na uświęcenie.

Przyjrzyjmy się zatem pod tym kątem działalności pewnej ciekawej postaci beatyfikowanej wcale nie tak dawno, bo w 1998 r. przez Jana Pawła II. Mąż ów zmagał się z wieloma, niezwykle trudnymi moralnie sytuacjami wynikającymi z tragedii, jaką była II wojna światowa i niekorzystne dla wielu narodów zmany polityczne w Europie, będące jej następstwem.

Żywot błogosławionego Alojzego przedstawia się w najogólniejszym skrócie następująco: W roku Pańskim 1937 został z Bożej Łaski arcybiskupem Zagrzebia. Cztery lata po objęciu zaszczytnej funkcji poparł powstałe pod kuratelą państw Osi Niezależne Państwo Chorwackie w jego dążeniu do stworzenia wzorcowego państwa katolickiego. Ustasze, których miłe Bogu idee popierał, dokonywali w imię tych szlachetnych postulatów bestialskich zbrodni ludobójstwa na ludności żydowskiej i prawosławnej. Święty mąż skarcił ich za to kilka razy w swoich kazaniach. Okazał też miłosierdzie garstce ludzi prześladowanych przez jego podopiecznych. Jak wieść gminna niesie, podobne miłosierdzie okazywał uciekającym z Europy przed prześladowaniami zbrodniarzom wojennym. Po wojnie twardo opierał się ateistycznemu reżimowi Tity, za co był bezbożnym procesie skazany, męczony w więzieniu, po czym marginalizowano jego osobę zsyłając go na głęboką prowincję.

Osobom, które dziwią się, że tak kontrowersyjna postać mogła zostać wyniesiona na ołtarze kościołów, w których głosi się potępienie dla zbrodni i nakaz miłości bliźniego, spieszę z wyjaśnieniem: Błogosławiony Alojzy przejawiał wszelkie cnoty, które winny charakteryzować osobę świętą i godną najwyższej czci. Po pierwsze, był żarliwym krzewicielem Wiary Ojców, całkowicie oddanym idei działania dla chwały Świętego Kościoła, co potwierdził sprzymierzając się z Ustaszami w celu nawracania niewiernych. Po drugie, okazywał miłosierdzie bliźnim w kontaktach osobistych, również innowiercom, wypełniając Chrystusowe przykazanie miłości, nie zapominając przy okazji o misji nawracania zbłąkanych owieczek na katolicyzm. Po trzecie, wierzył bezgranicznie w dobro tkwiące w każdym nawet najgorszym grzeszniku i nie odmawiał mu pomocy w krytycznych momentach. Po czwarte stawił opór bezbożnikom za cenę męczeństwa. Trudno się dziwić, że osoba tak oddana sprawie Kościoła, jest stawiana przez tę instytucję, za wzór cnót wszelakich.

Analiza żywotu błogosławionego Alojzego prowadzi niezbicie do analogicznych wniosków, jakie Russell wyprowadził z analizy wybranych fragmentów Pisma Świętego. W oczach ludzi wynoszących tę postać na ołtarze nie liczyła się najwyraźniej ilość tego, co potocznie nazywamy dobrem wyświadczanym innym ludziom, lecz dobro instytucji, działanie na chwałę Kościoła, zgodnie z pewnym specyficznym pojmowaniem jego interesu i wymagań jakie stawia swoim kapłanom. Zauważmy również, że analogiczne przypadki znajdziemy w całej historii kościoła. Święty Aleksy nie stał się żebrakiem po to, by poprawić los biednych ludzi, lecz aby doskonalić się w cnocie. Podobnie misja świętego Wojciecha nie miała na celu poprawy sytuacji życiowej pogan, którym niósł Słowo Boże. Nic więc najwyraźniej nie stało na przeszkodzie, aby błogosławiony Alojzy w swoim dążeniu do świętości nie mógł się doskonalić pełniąc trudną funkcję duchowego opiekuna grzeszników, przy których żołnierze i policjanci z Einsatzgruppen wydają się łagodnymi barankami, pełnymi miłosierdzia dla swoich ofiar.

Czy żywot błogosławionego Alojzego stanowi dobrą busolę moralną dla milionów, do których kościół Katolicki adresuje swoją naukę? Moja odpowiedź brzmi - zdecydowanie nie! Nie chodzi mi w tym proteście o jednoznaczne potępienie Alojzego Stepinaca. W jego działalności można się dopatrzyć zarówno dobrych, jak i złych stron. Zawsze można argumentować, że na jego miejscu mógłby trafić się ktoś mniej wrażliwy na ludzką krzywdę, kto nie uratowałby żadnej ofiary ustaszowskich oprawców. Tym niemniej jako zwierzchnik Kościoła w swoim kraju ponosi instytucjonalną odpowiedzialność za zło, które spowodowano w jego imieniu. Przez swoje początkowe entuzjastyczne poparcie dla reżimu Pavelica, stał się symbolem czegoś, czego kościół powinien się wstydzić. Jest to wystarczający powód, aby nie traktować tej osoby, jako wzorca moralnego, lecz starać się wyciągać konstruktywne wnioski z tego, co się poniekąd z jego udziałem stało, by uniknąć w przyszłości podobnych błędów.

Skoro Kościół Katolicki wybiera sobie takie jednostki na obiekty religijnej czci, nie doceniając trudu ludzi dobrych, acz mniej żarliwych w wierze w ich pracy nad tym, aby otaczający ich świat stał się choć odrobinę lepszy, wystawia sobie, jako nauczyciel moralności, nienajlepsze świadectwo.  Zauważmy na koniec, że beatyfikacja Stepinaca stoi również w jawnej sprzeczności z kreowanym przez media w naszym kraju obrazem Jana Pawła II, jako "niekwestionowanego autorytetu milionów Polaków wierzących i niewierzących", który prowadził przykładny dialog z innymi relgiami. Doprawdy nie za bardzo wiadomo, jakie pozytywne treści chciał przekazać swoją decyzją niewierzącym, czy też wyznawcom judaizmu i prawosławnym. Mnie kojarzy się to wszystko raczej z wymierzaniem komuś policzka, niż z jego chrześcijańskim nadstawianiem.

kobaian
O mnie kobaian

Obserwuję, myślę, analizuję.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Rozmaitości