13 obserwujących
239 notek
279k odsłon
2468 odsłon

Ekstraklasa 7. kolejka, czyli opowieść o Czesiu, który rozmienia się na drobne

Mem
Mem
Wykop Skomentuj126

Wracam do tematu, który ostatnio musiał ustąpić wobec pucharowych sukcesów Lecha, wracam do Czesława Michniewicza na Łazienkowskiej i niechlubnego zakończenia jego, w sumie niezłej, przygody z reprezentacją U-21.

Jednak zanim napiszę coś o głównym wątku tej notki, nie sposób nie wspomnieć nic o temacie aktualnie najważniejszym, o wojnie z zarazą.
A tu wieści tyleż dobre, co przynajmniej dziwne. Dobre bo w ten weekend, przynajmniej jak dotąd, nie odwołano żadnego meczu. Co prawda wszystkie odbędą się bez udziału publiczności, ale się odbędą.
No i fajnie, ale w poprzedniej kolejce przełożono trzy mecze, a tydzień wcześniej dwa.
Teraz, gdy zaraza szaleje, a dzienne liczby zarażonych nieuchronnie zbliżają się do 10 tysięcy, nie przekładają niczego! Ktoś to rozumie?

Mój Boże, Czesiu w Warszawie. Czujecie to? Czesiu w Legii!

Skłamałbym gdybym napisał, że nie była to dla nas w Poznaniu zagwozdka, skłamałbym, gdybym twierdził, że to nas w ogóle nie ruszyło.
Gdy pojawiły się pierwsze plotki na ten temat, nie traktowaliśmy ich na poważnie. To niemożliwe, Czesiu może iść wszędzie, ale przecież nie do Legii.
Mało tego, jest trenerem reprezentacji U-21 po niezłym sezonie, z ogromnymi szansami na awans do Mistrzostw Europy. Czyli co? Ma trenować tu i tu? Przecież Boniek tak czy siak na to nie pozwoli...

A jednak...

Kto by to pomyślał? Wszystko, naprawdę wszystko poszło inaczej niż można było się spodziewać.
Michniewicz i młodzieżówka koncertowo spartolili kwestię awansu do Mistrzostw Europy, a Legia i Michniewicz równie koncertowo spartolili awans do fazy grupowej Ligi Europy. Czesiu nie jest już trenerem młodzieżówki, a wraz z Legią są na etapie lizania ran...

Największy przegrany ostatniego miesiąca?

Niewątpliwie tak. Wielu wskazałoby (nie bez racji) Grzegorza Krychowiaka, ale największym przegranym z pewnością jest Czesław Michniewicz.

Przegranym na wielu płaszczyznach, nie tylko tej sportowej. Przegrał młodzieżowe ME i przegrał klubową Ligę Europy. Przegrał Superpuchar i nawet pewnie trafi do księgi rekordów guinnessa, bo jako trener przegrał dwa mecze tego samego dnia.
Jednak Czesiu przegrał też coś więcej, przegrał swoje dobre imię.
Był ogólnie szanowanym trenerem. Szanowanym zarówno za wyniki sportowe jak też za swe znakomite anegdoty i sympatyczny tryb bycia.
A teraz mało kto pamięta o jego ciekawym warsztacie trenerskim i sukcesach sportowych. Nagle mówi się o jego porażkach, o tym, że jednego dnia  przegrał dwa mecze.
Mało tego, nagle przypomina się ile to kiedyś wykonał telefonów do słynnego Fryzjera, o czym wydawałoby się już dawno wszyscy zapomnieli.

Michniewicz na Legii ma jeszcze jeden poważny problem, kto wie czy nie najpoważniejszy.
Czesiu, podobnie jak cała drużyna Lecha, był jednym z tak zwanych chórzystów w 2004 i tak szybko warszawskie trybuny mu tego nie wybaczą, niezależnie od okoliczności ówczesnego występu.

Przypomnijmy o co chodzi, gdyż rok 2004 jest być może decydujący w ocenie Michniewicza na Łazienkowskiej, a jednocześnie jest chyba jego najbardziej wartościowym osiągnięciem jako trenera.

Była to jedna z najbardziej romantycznych historii w polskiej piłce kopanej, być może jeszcze bardziej niż tegoroczny awans Warty do Ekstraklasy. Połączyła ona Lecha Poznań z młodym, debiutującym trenerem Czesławem Michniewiczem.
Z jednej strony biedniutki wówczas Lech, Lech na skraju przepaści i bankructwa. Klub, który przejęło i uratowało słynne trio kibiców MLS – Majchrzak, Lipczyński i Sołtys (jeśli to czytacie, to serdecznie Was chłopaki pozdrawiam).
Z drugiej Czesiu Michniewicz, dla którego praca w Lechu jest pierwszą w Ekstraklasie.
I taki zestaw zamiast się bronić przed spadkiem, zdobywa Puchar Polski, do tego na Łazienkowskiej, a chwilę później na dodatek jeszcze Superpuchar z mocarną wówczas Wisłą Cupiała.

Nie wszyscy w Warszawie byli w stanie się pogodzić z tym, że Kolejorz właśnie na Łazienkowskiej  pokonał Legię i zdobył ten puchar. W trakcie dekoracji grupa bandytów z Żylety zaatakowała i poturbowała piłkarzy Lecha, kilku z nich zrywając nawet z szyi medale.
Po kilku minutach wkurzeni piłkarze dołączyli wraz z trenerem Michniewiczem do około dwóch tysięcy obecnych na Ł3 kibiców Lecha i wspólnie świętowali sukces.
Taka jest właśnie geneza popisów wokalnych, których do dziś nie mogą wybaczyć Legioniści.

W tym czasie powstał świetny film Dariusza Kozelana o kulisach tej rywalizacji „Droga po puchar”. Dziś każdy klub kręci sobie filmy o kulisach, ale wtedy był to film absolutnie wyjątkowy.
Nietrudno znaleźć go w sieci, około 30. minuty słychać na przykład „Ja kocham Lecha” albo „Legła, legła Warszawa”, słowem wszystko, co kochają kibice Legii i zakładam, że mają gdzieś związek przyczynowo skutkowy, czyli napaść bandytów w trakcie dekoracji. Jednocześnie wyraźnie widać i słychać, że Czesiu Michniewicz też śpiewa.

Przy okazji kilka słów od samego autora filmu. „Czego w filmie zabrakło? - Nie ma w ogóle scen z wręczaniem medali i ataku bojówek Legii na trybunę VIP, gdzie to się działo - mówi Dariusz Kozelan. - Nie wycięliśmy tego. Po prostu nie mamy tych zdjęć. Wyjechaliśmy wszystkie baterie, kamery już wtedy przestały działać. Początkowo żałowałem, ale teraz inaczej na to patrzę. Dobrze, że tych scen nie ma. "Droga po Puchar" jest jednak o czym innym”
.
Czy Legia mu to „wybaczy”? Nie wiem, ale osobiście nie sądzę.

Zresztą to już nie pierwszy raz gdy Legia zatrudnia trenera mocno związanego z Lechem i Poznaniem. Kiedyś na Ł3 pojawił się Jerzy Kopa, dwukrotny mistrz Polski z Lechem i mój sąsiad z poznańskiego Szczepankowa.
Nie twierdzę, że zachował się niczym Konrad Wallenrod, ale wiem, że był trenerem na polskie warunki ligowe, wręcz wybitnym, jednak w Legii nie stykło nic...

Wracając do Czesia, być może pytacie się dlaczego już nigdy później nie trenował Lecha i tu odpowiedź jest bardzo prosta.
Po jego sukcesach z biednym wówczas Lechem zachciała go bogata Amica Wronki, jednak Czesiu odmówił. Odmówił i stwierdził w jakimś wywiadzie, że nie zmienia się Mercedesa, nawet gdy nie ma paliwa, na Malucha, nawet z pełnym bakiem.
W międzyczasie Amica przejęła Lecha i mimo wielokrotnych żądań trybun, stało się jasne, że każdy może zostać trenerem Lecha, ale za panowania Amiki na pewno nie Czesław Michniewicz. Wronieccy są mściwi i pamiętliwi, takiej potwarzy nie zniosą nigdy.

Podsumowując trzeba stwierdzić, że są w Poznaniu tacy, którzy się na Czesia za tą Legię obrazili, ale są też tacy, którzy wykazują więcej zrozumienia.
Osobiście nie jestem ani w jednej, ani w drugiej grupie. Nie będę ukrywał, że widok Michniewicza w dresie Legii najzwyczajniej w świecie mnie razi, po prostu razi. Jednak dobrze pamiętam rok 2004, pamiętam tą radość i ten entuzjazm. Tamten puchar był więcej wart niż wszelkie tytuły mistrzowskie, no może z wyjątkiem tego pierwszego w 83. Ja cały czas pamiętam tą radość i nigdy nie zapomnę, komu to zawdzięczam.
Powodzenia Czesiu, cokolwiek zrobisz...

Właściwie to chciałem już dziś na tym skończyć, ale doszły mnie piorunujące wieści z Kielc.
Pamiętacie Zająca?
Taki mały niemiecki volksdojcz, który w imieniu swoich niemieckich panów prezesował Koronie Kielce i którego olewali nawet owi niemieccy panowie. Niezależnie od tego zwykły nieudacznik, który co dotknął, to zamienił w gówno.

W momencie gdy klub znowu przejęło miasto Kielce, wydawałoby się, że będzie lepiej. Że szukając nowego inwestora, przynajmniej zaprowadzą w klubie porządek i spokój.
Spokój? Jaki spokój? Wyobraźcie sobie, że po przejęciu klubu przez miasto, w radzie nadzorczej Korony Kielce nadal jest ów Zając...

Nie, nie, nie, nie żartuję, on tam nadal jest!
I co? Zrobił 4,6 miliona długu.
I co? Właśnie stwierdził, że to jego kapitalne osiągnięcie, bo na przykład taki Bayern Monachium stracił 100 milionów, a Borussia Dortmund 75.

Zaniemówiłem, gdy pierwszy raz o tym przeczytałem, po prostu zaniemówiłem. Gdzie jest jakakolwiek granica chamstwa, głupoty, bezczelności i Bóg wie czego jeszcze?
Jeszcze raz, klub już od dawna jest we władaniu miasta, a ten ktoś nadal jest w radzie nadzorczej

Nie do wiary i brak słów, po prostu brak słów...

Na koniec kilka słów o Darku Kozelanie, autorze opisywanego tu filmu.
Dziś człowiek walczy o życie, walczy w najpełniejszym tego słowa znaczeniu.
Dopadła go wredna i podstępna choroba w najwyższym stadium, ale Darek i jego znajomi się nie poddają. W Poznaniu organizuje się wszelkie możliwe zbiórki i imprezy dla Darka.
Absolutnie ponad wszelkimi podziałami!!!
Jak nie kochać tego miasta!!!
Nie poddawaj się Darku i WALCZ!!! Na moim poznańskim blogu są ludzie z całej Polski i oni wszyscy są z Tobą!!!

Udanych typów i mam nadzieję, że wszystkie mecze się odbędą.

1. Cracovia – Piast
2. Górnik – Raków
3. Jagiellonia – Lech
4. Wisła Płock – Śląsk
5. Stal – Wisła Kraków
6. Legia – Zagłębie
7. Podbeskidzie – Warta
8. Lechia - Pogoń

Zobacz galerię zdjęć:

Mem
Mem 2004,bandyci z Żylety atakują/fot. Kuba Atys Czyżby oni widzieli "Drogę po Puchar"?/fot. Legia
Wykop Skomentuj126
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Sport