11 obserwujących
177 notek
144k odsłony
  359   0

Północnokoreańska czarna dziura

Przekazywanie relacji z najbardziej nieprzeniknionego kraju świata z definicji skazuje na domysły. Dlaczego Korea Północna jest informacyjną „czarną dziurą”?


Korea Północna być może zmaga się właśnie z bezprecedensową epidemią uzależnienia od metamfetaminy! Przygotowując reportaż o handlu narkotykami pomiędzy Chinami a Koreą Północną, rozmawiałem z kilkunastoma osobami: uciekinierami, naukowcami, policjantami, a nawet z pewnym północnokoreańskim dilerem metamfetaminy. W rezultacie odpowiedź na pytanie, jaki odsetek populacji tego kraju miał już do czynienia z narkotykiem, wahała się od 0 do 50 procent. Dla potrzeb mojego artykułu, nakreśliłem obraz sytuacji: w Korei Północnej metamfetamina po części jest formą ucieczki od rozpaczy tamtejszego życia, a po części – lekarstwem, co ma związek z faktem, że w kraju tym praktycznie nie istnieje służba zdrowia. Mimo to po miesiącach dziennikarskiego śledztwa muszę przyznać, że nie mam pojęcia, co właściwie dzieje się w Korei Północnej. Przekazywanie relacji z najbardziej nieprzeniknionego kraju świata z definicji skazuje człowieka na domysły. Korea Północna może stać w obliczu kolejnej plagi głodu, ale równie dobrze może starać się zmiękczyć międzynarodową społeczność, pozorując katastrofę w obawie przed sankcjami ONZ. Kim Dzong Il może pracować nad przekazaniem władzy synowi, ale też może zamyślać o podzieleniu się nią ze szwagrem (pewien japoński naukowiec wierzy wręcz, że Kim Dzong Il zmarł osiem lat temu, a zastąpił go sobowtór!). Być może Koreańczycy z Północy oglądają południowokoreańskie filmy, kipiąc buntowniczą wściekłością na swego przywódcę – a być może kochają go jak to słońce na niebie. Osoba, która mówi ci, że wie coś „na pewno” o Korei Północnej, próbuje oszukać albo ciebie, albo siebie samą – mówi Ralph Cossa, prezes waszyngtońskiego Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych i wytrwały obserwator północnokoreańskiej rzeczywistości.

Dlaczego zatem Korea Północna jest informacyjną „czarną dziurą”? Po pierwsze, kontakt ze światem zewnętrznym utrzymuje tylko niewielki odsetek mieszkańców tego państwa. Jako że nawet łagodna krytyka reżimu grozi więzieniem lub śmiercią, ci, którzy w ogóle o nim mówią, nadają swoim słowom utopijne zabarwienie. Cennym źródłem informacji jest około dwudziestotysięczna rzesza uciekinierów z Północy żyjących w Korei Południowej. Jednak sami mieszkańcy reżimu nie mają dostępu do informacji o swoim kraju. Nie ma tam niezależnych mediów, wiadomości docierają z miasta do miasta z opóźnieniem, a poziom tajności i paranoi sięga szczytów głupoty: urzędnicy z Phenianu twierdzą, że nie wiedzą, kto pracuje w biurze obok. Obcokrajowcy nie mogą swobodnie podróżować po Korei Północnej, z nielicznymi wyjątkami. W większości przypadków ci, którym pozwala się wjechać do kraju, nie mogą nawet spacerować po ulicach stolicy. Doniesienia w sprawie tak zwanych drażliwych tematów dodatkowo zacierają obraz. Nie mam pojęcia, ilu spośród moich amerykańskich kolegów ze studiów spróbowało metamfetaminy, a spędziłem wśród nich cztery lata, żyjąc w jednym z najbardziej otwartych społeczeństw na świecie. Jak więc oszacować wiarygodność osoby niedawno zbiegłej z dyktatury milczenia, mówiącej mi, iż sądzi, że jedna dziesiąta jej rodaków miała styczność z narkotykiem, którego posiadanie może oznaczać wyrok śmierci? Agencja Associated Press oznajmiła niedawno, że zamierza otworzyć biuro w Korei Północnej. Pół tuzina niezależnych mediów w Azji Północnowschodniej, gdzie część personelu stanowią Koreańczycy z Północy, przemyca informacje z i do kraju Kim Dzong Ila. Wśród nich jest japońska gazeta „Rimjin-gang”, która pod koniec czerwca opublikowała w swoim serwisie internetowym filmik, w którym wygłodniały żołnierz mówi: „W moim oddziale, liczącym stu towarzyszy, połowa jest niedożywiona”. Australijski Związek Nadawców, który również zdecydował o upublicznieniu materiału, oświadczył: „Nie ulega wątpliwości, że wszechpotężna armia (…) zaczyna odczuwać głód”, a magazyn „The Atlantic” na swoje stronie internetowej stwierdził: „Korei Północnej grozi klęska głodowa”.A przecież ten materiał oznacza tylko tyle, że jeden anonimowy żołnierz stwierdził, iż połowa jego oddziału jest niedożywiona. Brak jest jakichkolwiek informacji o tym, czy należy on do stacjonującej w odległym zakątku kraju, drugorzędnej jednostki, czy też do elitarnego oddziału z Phenianu. Przebranie kogoś w mundur amerykańskiego żołnierza i sfilmowanie go w górskim krajobrazie Appalachów nie uprawnia jeszcze do wyciągania wniosków o kondycji armii USA. Każda informacja o jakimkolwiek aspekcie życia w Korei Północnej, uwięzionej w karykaturze czasów stalinowskich i w każdej chwili mogącej wtrącić całą Azję w wir wojny, jest cenna.

Chociaż jest jeszcze za wcześnie, by stwierdzić, jak głęboko w swoich dociekaniach dotrze Associated Press, ja jestem sceptyczny. Niedawno jeden z reporterów tej agencji napisał artykuł o dyktaturze „na dziejowym zakręcie” – tego samego wyrażenia używali przez ostatnich dwadzieścia lat niezliczeni komentatorzy i obserwatorzy. Nie chodzi o to, by ograniczyć doniesienia z Korei Północnej, ale by uczciwie przekazywać odbiorcom ładunek spekulacji nieodłącznie związany z relacjami z tego kraju. Moja ulubiona historia opowiada o uciekinierze, który wyznał, że Kim Dzong Il, dowiedziawszy się w 2003 r. o pladze uzależnień od metamfetaminy, obarczył winą za ten stan rzeczy chemików z Hamheung, drugiego największego miasta w Korei Północnej. Początkowo planował zesłać ich do wiosek i obozów daleko na odludnej północy kraju, gdzie niewątpliwie panoszył się głód. Ponieważ jednak ucierpiałaby na tym chemia, Kim wybaczył złoczyńcom. Postanowił, że metamfetamina zostanie uznana za „silny antybiotyk”. Produkcja narkotyku rozkwitła. Prawdopodobne, fascynujące i jak wszystko, co ma związek z życiem w Korei Północnej – niemożliwe do udowodnienia.

Źródło: fakty.interia.pl

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale