Zygmunt Jan Prusiński
PIŁKARSKA PRZYGODA NA EMIGRACJI
- miniaturka prozatorska -
- Kto zna bramkarza Jacka Jareckiego z Klubu Śląsk Wrocław ? Otóż Jacka poznałem w Wiedniu. Grał on wówczas wraz z Bogusiem Masztalerem w "Postklubie", w pocztowym klubie. Wtedy grałem w reprezentacji emigrantów - Polaków, którzy za swoje pieniądze utworzyli jedną z nasilniejszych zespołów w piłce nożnej. Bogdan Masztaler był naszym trenerem. Dawaliśmy koncert piłkarski - ja często grałem w ataku po obu flankach przeciwko Austriakom, Jugosłowianom, Turkom. To były turnieje. Zimą było droższe granie, bo trzeba było opłacać hale. Ale wracam do Jacka Jareckiego.
Facet ma dwa metry, ja przy nim to jak na rysunku. Ale tak żeśmy się polubili że to była przyjaźń. Bozia mu jedynie włosów nie dała, podłysawe czoło, śniadej cery, przystojny na pewno. Dziewczyny Polki i nie tylko piały za nim jak kokoszki, piały oczywiście "organami"...
Za moich czasów w Wiedniu "Strzecha" - ośrodek kultury -miała jubileusz 100 lat. I tam z Jackiem poszliśmy na polskie pierogi a przy okazji i na wódkę. Piliśmy bez umiaru, bo ani ja jego nie pilnowałem ani on mnie nie pilnował. Ba, nawet nas wódka nie pilnowała. A powinna. I co się stało ? Minęliśmy granicę rozsądku. No tak nam pięknie szło to picie, przypominam że Jacek to kawał chłopa dwa metry ciała dźwiga na tych nogach, ja niższy o blisko 30 centymetrów, to jak karzełek uśmiechający się w kałuży. Acha, przypominam sobie, tam byli z nami wszyscy piłkarze.
___***___
Zakończenie przy stole w towarzystwie Jacka nastąpiło bardzo gwałtownie, bo od tej wódzi popłakaliśmy się jak dzieci. Mnie można zrozumieć, inna dusza, poetycka i wrażliwa, ale taki wielki chłop jak Jacek Jarecki ? Koledzy mieli z nas ubaw zapewne, ale ja z Jackiem i w kosmosie byśmy sobie poradzili. On bramkarz w bramce, ja napastnik strzelam mu karne z 11 metrów., i gdzie ? Na księżycu.
2.04.2010 r.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)