Zygmunt Jan Prusiński
MISTYFIKACJA I CIEŃ WSTYDU
- miniaturka prozatorska -
...Mamy tradycje tak negatywne, że wierzyć w dobro po obu stronach trzeba być wariatem. Bo jaki jest stan polskości pomiędzy nami, emigracja do rodaków w kraju i odwrotnie ? Żadna. Żyłem w PRL 33 lata, ponad 12 lat na emigracji w Wiedniu przez Obóz dla Uchodźców w Traiskirchen, i ponownie w kraju minie mi 10 Lipca 2010 roku 16 lat. Jedyny żywy kontakt Kraj - Emigracja był w trakcie Solidarności. I tyle. - Skąd się to bierze, że nie ma w nas uczuć wspólnych integrowania się w imieniu Polski. Plujemy na Nią a to my jesteśmy winni, że pokoleniowo i przez dziesięciolecia faktycznie nie bronimy Jej a od Niej uciekamy.
Pamiętam takie wydarzenie, jak byłem z moją żoną Krystyną Amon na urlopie w Grecji, w południowej części, w mieście Nafplio. Akurat kąpałem się, nagle Krystyna krzyczy do mnie: " - Zygmunt, Polacy idą, pewnie turyści z Polski"! Wybiegłem z łazienki na taras. Faktycznie dało się od razu poznać że to nasi. W ukropie poubierani w skóry, radzieckie lornetki i aparaty fotograficzne pozawieszane na szyi i handlowe torby. Szli gęsiego. Wyskoczyłem z hotelu jak z armaty. Dogoniłem ich, od razu z radości wypowiedziałem: - Dzień dobry, jestem Polakiem z Wiednia tu na urlopie... A oni przerażeni pospieszyli kroku i pognali w swoje obrazy życia...
Tę sytuację będę pamiętał do końca moich dni. - Jak to ? To tak się Polacy integrują...? To jakaś kilkuwiekowa wada narodowa. Jakaś nieufność, strach, i czort wie co jeszcze. To byli Polacy jeszcze z PRL, ja byłem już wolnym obywatelem Europy.
3.04.2010 r.


Komentarze
Pokaż komentarze