Zygmunt Jan Prusiński
MĘŻCZYŹNI, OFIARAMI KOBIET
- miniaturka prozatorska -
...Dlaczego nasza Religia jest słaba ? Chodzi o przysięgę małżeńską - do której najczęściej nikt potem nie wraca. Ja wiem to, że jeśli partnerzy się zdradzają, to zdradzają także Dom Rodzinny i swoje dzieci. Pofetują sobie tu i tam, na Polu Pokrzywowym albo w Kolczastym Lesie, proponowałbym Wydmy, bo miękki jak dywan i nie skaleczy ciała w tak ważnych czynnościach gimnastycznych.
W jednym roku w Polsce 42 tysiące małżeństw rozwiodły się ! - Jaki powód ? Za duży czy za mały instrument miał mąż...? Za mały czy za duży miała instumencik żona...? To nie o to chodzi werbalnie. Po prostu tłuc się po skałach z obcym, tłuc się po skałach z obcą, (nie chodzi o bicie) a o trudny szlak przejścia aż pod szczyt by osiągnąć tam... szczytowanie.
Według mojej naukowej analizy, mężczyzna zdradza na zewnątrz. Kobieta zdradza w wewnątrz. I żeby nie wiem jak umyła i podmyła swój instrumencik, to grzech zostaje w środku, niepokonany. Co innego jest u mężczyzny. Wypłucze instrument i znowu jak Sowa - Wartownik czyha na niewinną duszyczkę.
Ale to nastrajanie się jest wywieraniem nacisku. Grzeszymy samym zachowaniem namawiając. Pamiętam moich eks-teściów ze Szczecina - Niebuszewa. Przyjechałem po pól roku po ślubie zorganizowanym w Otwocku w dzielnicy Śródborów przy ulicy Reymonta 112. Mój Boże, jak człowiek młodym był. Akurat kapela muzyczna "Chłopcy z Przedmieścia": Andrzej Pokropiński z ulicy Wyspiańskiego i jego przyszła żona Zosia z Puław; Andrzej Baliński z ulicy Sportowej i jego małżonka Ela; Waldemar Rybak z ulicy Karczewskiej i jego małżonka Iza, byli na moim ślubie cywilnym. Trwał trzy dni. Przyjaciele i koledzy nie opuścili mnie w tak dramatycznej chwili, jakim jest ślub. Bo coś nam ucieka. A później gonimy, gonimy, gonimy - widmo !
Ale powróćmy do akcji u mojej eks-żony Haliny przy ulicy Lenartowicza na Niebuszewie.
Jak wspomniałem, poznałem swojego teścia Zenona Kicińskiego po pół roku ożenku z jego córką. Uroczystość rozpoznawcza poznawcza była oczywiście tradycyjnie przy polskim stole. Zjadłem wówczas pięć porcji bigosu ułożonego artystycznie na głębokim talerzu, ugotowanym przez eks-teściową Dankę, (dobra i pracowita to była kobieta) zakrapiając spirytusikiem z teściem i z moim eks-szwagrem a jego najstarszym synem Zbigniewem. Tych buteleczek trochę było - piliśmy na zapas żeby jutro już nie pić. Wiecie jako to jest przy wodopoju. Drapieżcy nie śpią...
Akurat w dużym pokoju spałem z żoną a w mniejszym pokoju spali teściowie. Pomiędzy pokojami nie było drzwi tylko jakaś zasłona. Wnet budzę się bo to i nowe miejsce, a tu słyszę coś dziwnego stamtąd: " - Danka, no daj..." Odpowiedź: "Idź spać Zenek..." - A teść nie darując atakował: " - Danka, Danusiu no, daj..."
Zastanowiło mnie wtedy, kto daje; kobieta czy mężczyzna ? - Przecież to mężczyzna daje a kobieta bierze !
4.04.2010 r.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)