Zygmunt Jan Prusiński
LOLA Z FILMU "POLSKIE DROGI"
- miniaturka prozatorska -
W ostatnim systemie komunistycznej PRL był film w odcinkach pt. "Polskie Drogi" w telewizji. Jak na nasze tamte realia, to fabuła niezła i wierna kopia obyczajów towarzyskich (w biało-czarnej) Ludowej Polsce. I oto jest akcja - akurat u mnie w domu było kilka osób. Odcinek filmu odbywa się w mieście Łódź. Kawiarnia. Stacja, szukających się... jeden drugiego czy trzeci czwartego, nieważne. Chłop szukał baby a baba szukała chłopa do potańcówki a i nawet do tańca nago na białym prześcieradle, gdzieś ukryci w mieszkanku na poddaszu, choćby u Krysi...
Więc jest jakaś centralna kawiarenka spotkań w Łodzi. Przy jednym stoliku towarzystwo rozbawione. Wtem podeszła wysoka dziewczyna, w mini z wysokimi letnimi kozakami a obcasy wysokie i grube na dziesięć centymetrów. Bluzeczka koloru pastelowego, ogromny biust, na szyi krótka przywiązana na bok apaszka. Włosy sztuczny jasny bląd, na dodatek tapirowane, więc na głowie szopa jak u mojego wujka Stefana Sowińskiego w Starowoli koło Parysewa...
Wyglądała ogólnie bardzo seksowna, z poczuciem etykietki niczym z ulicy. Ledwie chciała pochwalić się jak ma na imię, a ja w obecności gości ubiegłem ją i mówię: Lola jestem. A bohaterka tej sceny w sekundę potem mówi do towarzystwa w tej kawiarni: "Lola jestem"...
Jak jeden mąż, wszyscy obecni spojrzeli na mnie. - Sam byłem zdziwiony swoją chwilową "inteligencją"! Jeden z gości pyta się mnie: "A skąd ty do diabła wiedziałeś"? Odpowiedziałem: - Nie wiem, tak jakoś wyszło...
W Słupsku w PRL była kawiarnia "Franciszkanie" koło postoju taksówek w samym centrum miasta. No tam to była towarzyska karuzela. Wchodziłeś z paroma groszami do tej Stajni, a wychodziłeś z już przygotowaną dziewoją na wojenki. Był w latach siedemdziesiątych taki "świniopas", brzydki i niezgrabny gość, ale bogaty. Hodował świnie, chyba miał ich z dwieście. Ale czym świecił ? Nie, nie, nie instrumentem a czerwonym sportowym samochodem z USA. Raz widziałem go jak wyprowadzał z "Franciszkanów" sześć młodych dziewcząt na balangę. - Co on z nimi sam robił ? Przecież po jednej dobie by wychódł do 40 kilogramów.
Ktoś mi kiedyś powiedział: " - Zygmunt, tu wystarczy podjechać i starym traktorem "Ursus", i masz rwanie jak wiatr w wiśniowym sadzie"! - Oczy postawiłem pod kątem tak krzywym na niebo, że zeza zrobiłem z wrażenia. - Chyba byłem dobrze wychowanym kawalerem. Bo byłem tym przerażony.
4.04.2010 r.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)