Blog
Przechadzki po Bibliotece
Bogdan Gancarz
Bogdan Gancarz Dziennikarz, historyk. Redaktor "Gościa Niedzielnego" i "ARCANÓW", ganjo@poczta.onet.pl
4 obserwujących 63 notki 45614 odsłon
Bogdan Gancarz, 25 grudnia 2015 r.

(LXI) Kazimierz Orłoś kończy 80 lat

Kazimierz Oroś ze swą najnowszą książką w ręku.  Fot. Wydawnictwo Literackie
Kazimierz Oroś ze swą najnowszą książką w ręku. Fot. Wydawnictwo Literackie

Na stare lata wiele osób wraca do wspomnień, z przędziwa pamięci snuje opowieści pamiętnikarskie, stara się przywołać to, co już minęło, co było. Prozaik Kazimierz Orłoś, który 26 grudnia 2015 r. skończy 80 lat, uznał że i na niego przyszła pora przywoływania przeszłości.

 

Wybrał formę opowieści rodzinnej, zakorzenionej w spisanych wspomnieniach rodziców i pamięci własnej. Cała jego twórczość prozatorska jest zresztą zakorzeniona w rzeczywistości. Dobrym wzorem takiego podejścia do pisarstwa, były powieści i opowiadania rodzonego wuja, Józefa Mackiewicza, pisane zgodnie z jego maksymą, że „jedynie prawda jest ciekawa”.

„Nigdy nie brałem pod uwagę kreacji świata fikcyjnego, zawsze byłem mocno związany z życiem, z rzeczywistością, z ludźmi, których poznałem, obserwowałem gdzieś tam w różnych miejscach kraju. O tym mogłem pisać” – mówił w 2002 r. Kazimierz Orłoś w rozmowie z Dariuszem Jarosińskim, opublikowanej w 48 zeszycie „Arcanów”.

„Arcana” wybrał Kazimierz Orłoś na miejsce pierwodruku swych opowiadań „Dom na głowie matki”  (2001) i „Dziewczyna z ganku” (2005). Również jego najnowsza książka „Dzieje dwóch rodzin. Mackiewiczów z Litwy i Orłosiów z Ukrainy”, znalazła swój drukowany początek, w publikacji w 2002 r. na łamach „Arcanów”, „Wspomnień rodzinnych z Petersburga” Seweryny z Mackiewiczów Orłosiowej, matki autora, siostry Stanisława i Józefa Mackiewiczów, zmarłej w tymże roku w wieku blisko 102 lat.

Przypominanie przez autora kto kogo rodził” nie ma na celu chełpienia się parantelami, lecz zrozumienie „skąd jego ród”, przywołanie ludzi kresowej Atlantydy, po których pozostały przeważnie szczątki dokumentów, niekiedy groby, ruiny ich siedzib, albo jedynie stare drzewa które zasadzili swoją ręką.

23-letni Orłoś zaniósł w 1958 r. Jarosławowi Iwaszkiewiczowi, redaktorowi naczelnemu „Twórczości”, swe pierwsze opowiadanie. Młody adept literatury był warszawianinem z urodzenia, jego matka Seweryna (1900-2002) pochodziła jednak z Wileńszczyzny, ojciec zaś Henryk (1896-1983) z Podola. Okazało się, że przyszedł do dalekiego krewnego.

„Kiedy się przedstawiłem, zapytał od razu, kim była dla mnie Bogumiła Orłosiowa” – wspominał spotkanie z Iwaszkiewiczem. „A to była matka mego ojca – babka po mieczu, Zwolińska z domu, żona mego dziadka, Tadeusza. Iwaszkiewicz pamiętał  ją – z majątku naszych wspólnych krewnych, Iwaszkiewiczów z Oratowa na Ukrainie. Po latach, we wspomnieniach drukowanych w »Życiu Warszawy« (fragment książki Podróże do Polski) czytałem: »Wizyta u Pietraszkiewiczowej! To była najmłodsza z trzech sióstr Sławińskich [siostrzenic Sabiny Iwaszkiewiczowej z Oratowa – K.O.], (...) z którymi razem jeździło się do lasu i w powrotnej drodze śpiewało »Rewe ta stohne...«. Były tam jeszcze Amelka Załęska, Kostunia Witwicka, Bogusia Orłoś (...). Marynia Pietraszkiewiczowa była jeszcze taka śliczna, kiedy witała mnie w swoim mieszkaniu na ulicy Gontyny».

Pamiętam, że moja matka opowiadała o tych związkach. Marynia Pietraszkiewiczowa ze Sławińskich, jak pisze Iwaszkiewicz była jednocześnie: siostrą cioteczną mojej babki Bogumiły Orłosiowej, żoną wuja mojej matki – Ksawerego Pietraszkiewicza, czyli brata mojej drugiej babki, z Pietraszkiewiczów Mackiewiczowej, ciotką mojej matki i mego ojca równocześnie oraz matką chrzestną mego ojca, Henryka Orłosia! (...). Próbowałem to wszystko pojąć i zapamiętać, ale raczej bez skutku” – pisze Orłoś.

„Sławińscy, Zwolińscy, Pietraszkiewiczowie, Iwaszkiewiczowie – wszystko to były familie kresowe, związane z Podolem. Ludzie, którzy tam żyli od pokoleń – w Pierwszej Rzeczypospolitej, potem pod zaborem rosyjskim – i których dopiero rewolucja bolszewicka zmusiła do emigracji. Orłosiowie nie pochodzili z Podola. Rodzina była z Galicji. Mój prapradziad Michał znalazł się na Ukrainie prawdopodobnie z początkiem XIX wieku, emigrując za chlebem na bogatą Ukrainę. I tam, z żoną Agnieszką z Piekarskich, pracowali w majątku Józefa Krasińskiego w Sujemcach niedaleko Nowogrodu Wołyńskiego. Natomiast rodzina mojej matki, Mackiewiczowie, wywodziła się z Wileńszczyzny. Majątek mieli oni w Bersztach koło Nowego Dworu, na obrzeżach Puszczy Bersztańskiej – do czasu, kiedy po powstaniu styczniowym został on prawdopodobnie skonfiskowany, a dziad dziadki, mój pradziad Bolesław, zesłany został w głąb Rosji” – wylicza autor „Dziejów dwóch rodzin”.

Z kronik rodzinnych wyłania się obraz przodków, którzy walczyli z wrogami ojczyzny, płacąc za to cenę prześladowań i deklasacji materialnej. Zasilali następnie szeregi inteligencji, ciężko pracując na kawałek chleba i zajmując z czasem dzięki usilnej pracy, wybitne miejsca w społeczeństwie. Tak było choćby z Ksawerym Pietraszkiewiczem, w 1839 r. uczestnikiem sprzysiężenia Szymona Konarskiego, zesłanym w sołdaty na Kaukaz, w 1870 r. emigrującym do Krakowa, gdzie przez 17 lat prowadził pensję dla panien z kresów, tak było ze Stanisławem i Józefem Mackiewiczami, którzy w żołnierskich siodłach wojowali z bolszewikami, potem zostali zaś wybitnymi publicystami i pisarzami, tak było z Henrykiem Orłosiem, uczestnikiem polskiej konspiracji szkolnej w gimnazjum w Humaniu (gdzie jego starszym kolegą był późniejszy poeta i prozaik Eugeniusz Małaczewski), żołnierzem w wojnie polsko-bolszewickiej, potem zaś znanym fitopatologiem, znawcą grzybów i chorób drzew.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • @SOWINIEC Ja tylko zrelacjonowałem mniej lub bardziej udolnie to, co wydawało mi się...
  • @GRAB JEDEN W szklaneczce była woda mineralna.
  • @Autor Oto nasz Sowiniec pozdrawia ze szpitala.

Tematy w dziale