7 obserwujących
103 notki
24k odsłony
  345   0

Żołnierze Wyklęci: Obronić Łupaszkę

Dziś kolejna rocznica. Tym razem rocznica wybuchu II wojny światowej. Co usłyszymy na ten temat w postępowych mediach? Strach się bać. Dlatego właśnie dziś postanowiłem przypomnieć swój tekst sprzed ponad roku...

Miałem napisać o tym już dawno. Jak zwykle nie było dość czasu. Chciałem dedykować ten tekst pani Lidii Lwow[1] (po mężu - Eberle), którą dane mi było spotkać kilka miesięcy temu przy okazji rozwożenia obiadów dla weteranów AK i Powstania Warszawskiego. Pani Lidia (porucznik AK) była sanitariuszką (ps. "Lala") 5 Brygady Wileńskiej AK mjr Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”, a po śmierci żony majora została jego towarzyszką życia (gdyby mogli wziąć ślub, pewnie zostaliby małżeństwem, a tak była narzeczoną do jego śmierci). Nie byłem gotowy w rocznicę jej urodzin (w listopadzie), a niecałe dwa miesiące później, niestety, pani Lidia zmarła (przeżywszy 100 lat). Dlatego dedykuję te rozważania jej córce, której to, o czym tu piszę, teoretycznie nie dotyczy, ale w praktyce żyła z tą historią cały czas. Nie wiem, jak ona ocenia Łupaszkę, mam jedynie nadzieję, że tak samo jak ja.

Uczestniczyłem kiedyś w Instytucie Pamięci Narodowej w spotkaniu poświęconym promocji nowej książki. Podczas dyskusji jeden z zaproszonych gości stwierdził, że Żołnierzy Wyklętych[2] powinniśmy traktować jako całość, jak Armię Krajową, nie skupiając się na pojedynczych postaciach. Uważał, że skoro AK zyskała w powszechnej świadomości status formacji patriotycznej, której członkowie byli bohaterami, walczącymi z poświeceniem o wolność i niepodległość, sprawiedliwość i godność, winniśmy dążyć do tego, by Żołnierze Wyklęci również uzyskali ostatecznie podobny status. To niby słuszne, ale nie zgadam się całkowicie z taką koncepcją. Wyjaśnienie jest bardzo proste. AK była formacją masową (przed wybuchem Powstania mogła liczyć ok. 390 tys. żołnierzy). W tej masie giną pojedyncze przypadki działań czy wypowiedzi, które dziś można by ocenić negatywnie. Z kolei ataki na Żołnierzy Wyklętych (grupę o wiele mniej liczną, w społecznej świadomości nieliczną) skupiają się na kilku kontrowersyjnych wydarzeniach i głównie trzech postaciach: „Ogień”, „Bury” i „Łupaszka”. Za wszelką cenę usiłuje się ich oczernić, aby wykazać, że „wszyscy tacy byli”. Mimo że z matematycznego punktu widzenia tego typu dowodzenie jest bez sensu, część opinii publicznej daje się złapać w tę pułapkę. Dlatego skuteczna obrona każdego z nich daje większą szansę na ostateczne odrzucenie fałszywych zarzutów i oczyszczenie ich dobrego imienia, a co za tym idzie imienia wszystkich Żołnierzy Wyklętych w służbie Polskiego Państwa Podziemnego, wiernych synów swojej Ojczyzny.


Trochę historii

Pierwszą książkę o Łupaszce po 1989 r. napisał Dariusz Fikus, wieloletni red. naczelny dziennika Rzeczpospolita, mianowany – jeśli tak można powiedzieć – przez Tadeusza Mazowieckiego. To cienka książeczka, wydana jeszcze przed burzą wokół Żołnierzy Wyklętych, oparta głównie na dokumentach zgromadzonych w Londynie (archiwa 2 Korpusu WP). Warto poznać losy majora Zygmunta Szendzielarza, ale także dobrze znać historię i jej meandry (a po 1945 roku w Polsce sytuacja była szczególnie zagmatwana), żeby nie pogubić się w zeznaniach. W zeznaniach świadków prawdziwych i nieprawdziwych, ludzi dobrej i złej woli, oraz zeznaniach... swoich, które część z naszych znajomych uzna za pewnik. Warto poznać wszystkie fakty, bo wtedy nasz ogląd sytuacji jest lepszy, pełniejszy, i dopiero wtedy można odważyć się... na wystawianie ocen.


W roku 1943 udało się dogadać z sowiecką partyzancką, mijaliśmy się z nimi w lasach bez strzału. Wszystko zmieniło się wraz z odwrotem Niemców z Wileńszczyzny. Sowieci uderzyli na nas z dwóch stron - wspominała Lidia Lwow Eberle. Łupaszka dostał propozycję włączenia jego oddziału do wojska polskiego walczącego u boku armii radzieckiej. W tych okolicznościach zdecydował się na rozwiązanie Brygady i danie wolnej ręki swoim towarzyszom broni.

(Lidia Lwow-Eberle, sanitariuszka 5. Brygady Wileńskiej)


Po rozwiązaniu AK w 1945 r. (można się spierać, czy była to decyzja słuszna, czy nie, choć wiele wskazuje, że jednak niesłuszna) zaczęły powstawać organizacje regionalne, które podjęły dalszą walkę z nowym najeźdźcą – sowietami. W organizacjach tych działali między innymi byli żołnierze AK, NSZ, członkowie Szarych Szeregów (w czasie wojny ci ostatni często byli jeszcze za młodzi, żeby walczyć z bronią w ręku) oraz ci, którzy zdezerterowali z LWP, bo już zorientowali się, że chce się ich wykorzystać do walki z braćmi, kolegami z lasu, partyzantami i byłymi żołnierzami Polskiego Państwa Podziemnego.


Ktoś musi tu trwać, bez względu na konsekwencje... (rotmistrz Witold Pilecki).


Lubię to! Skomentuj29 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale