7 obserwujących
109 notek
26k odsłon
  380   5

Bezczelny bloger bezkarny na blogu

To jest tak ohydne, że naprawdę nie ma na to słów. Pewien starszy pan – bloger, który udziela się na wielu portalach – bezpardonowo i zaciekle atakuje lek, który pomógł wielu osobom. Atakuje też lekarza, który wypełnił swą powinność, podejmując leczenia swoich pacjentów, czego wielu lekarzy zaniechało. Ci inni nie okazali się chyba lekarzami z powołania, ale raczej tchórzami lub - w najlepszym wypadku - dorobkiewiczami, którzy przerazili się i schowawszy głowę w piasek (lub za plecy różnych Choro-banów) czekali aż wszystko minie i znowu będą spokojnie zarabiać (tymczasem liczyli dodatki do pensji).

Wśród moich znajomych jest kilka osób, które wyleczyły się Amantadyną. To osoby, które miały "spokojnie czekać w domu", "zażyć paracetamol", a „jeśli się pogorszy”, zgłosić się ponownie. Często to "ponownie" oznaczało już respirator, a potem wyjazd nogami do przodu. Amantadyna postawiła tych znajomych na nogi w trzy dni. A więc stało się odwrotnie niż w przykładzie serwowanym w różnych formach przez innego asa blogosfery, który twierdził, że jego przyjaciel czy sąsiad nie wierzył w pandemię, ale zachorował na tentam-19 i trafił do szpitala i wtedy uwierzył w pandemię. Moi znajomi wierzą (jak i ja) w istnienie wirusa, ale nie wierzą w pandemię (i jej rozmiary), a dzięki Amantadynie wyzdrowieli, więc nie trafili do szpitala (i nie uwierzyli tam w pandemię, ani w płaską ziemię, ani w to, że Kopernik był kobietą, ani... kto wie, w co jeszcze można dziś uwierzyć w szpitalu).

Pytanie o wynik badania klinicznego Amantadyny – w podtekście którego słychać śmiech: „widzicie, nie ma i nie będzie, bo badania nic nie wykażą” – zakłada, że takie badania w ogóle się toczą. Oczywiście, bo przecież żyjemy w idealnym świecie i każdy zawsze robi to, co obiecuje. Dotrzymywanie słowa (zwane niegdyś "słownością") to ani chybi największa cnota, pielęgnowana na całym świecie i w każdym środowisku - a u nas w szczególności. Kliniki i laboratoria to niezależne „wyspy”, które nie są finansowane z żadnych budżetów lub z wpływów z badań, jakie im się zleca. W idealnym świecie, w jakim żyjemy. nie ma możliwości uszczuplenia im funduszy, ani wycofania zleceń z firm farmaceutycznych na szkodę których przypadkowo by zadziałały (uszczuplając znacznie ich dochody). Ależ skąd! Ależ skąd! Panie starszy, niech pan nie straszy. Nic takiego nie jest możliwe. Wszystko dla dobra ludzi! Tylko.

W idealnym świecie, w którym żyjemy, wszyscy lekarze to bohaterowie - każdy jest jak szeryf grany przez Gary'ego Coopera. Nieustraszeni, bojownicy dobra, gotowi oddać życie za swych pacjentów. Nie ulękną się gróźb utraty pracy, pominięcia przy przyznawaniu nagród lub „grantów” i wyjazdów na szkolenia. Oni nie mają ani żon, ani dzieci, ani kredytów do spłacenia. Są wolni jak ptaki niebieskie, a ich myśli od rana do nocy (albo i jeden dzień dłużej, jak mawia ich patron – świecki „święty JerzO”) pochłaniają jedynie nauka i doskonalenie się w zawodzie dla dobra ludzkości. Cudowne, cudowne jest to poświęcenie i oddanie pracy. To chyba z miłości. Tak. Na pewno.

Mógłbym wziąć kawałek tego nasączonego jadem tekstu i napisać dokładnie coś odwrotnego, co byłoby bliższe prawdy, niż te kocopały, które tam przeczytałem, czyli na przykład:


Konflikt pomiędzy ludźmi, którzy nie chcą brać udziału w eksperymencie medycznym, a szczepionkowcami, a właściwie entuzjastami III etapu (kiedyś modna była u nas III droga, ale to było w PRL-u, panie starszy, pan jeszcze tam?) badań klinicznych, których zakończenie nastąpi pod koniec 2023 roku (a więc nie da się teraz ogłosić, że badania są zakończone[1]), to konflikt urojeń tych ostatnich z faktami, prezentowanymi przez tych pierwszych. Ale rozmowa o faktach nie następuje, bo „entuzjaści” (tak będę ich teraz tytułować) nie dopuszczają do niej, bojąc się, że będą musieli jednak ustąpić pod naporem faktów właśnie. Ustąpić choć trochę, a oni nie zamierzają ustąpić nawet na krok, ani na centymetr... mimo że niektóre ich twierdzenia są całkowicie oderwane od rzeczywistości. A jeśli fakty mówią co innego, tym gorzej dla faltów.


I mógłbym tak kontynuować, odwracając z powrotem tego odwróconego ogonem kota, aby stanął tak, jak należy. Ale naprawdę szkoda mi na to czasu. To jak walka z wiatrakami. Nie mniej pustymi. Z jednym mogę się zgodzić – z tego, co dotąd napisałem wynika niezbicie, że może nigdy nie poznamy żadnych wyników badań klinicznych Amantadyny. Nie dlatego, że lek nie działa, ale dlatego, że zbyt wielu osobom zależy, żeby nie potwierdzić faktu, że w jakikolwiek, nawet najmniejszy sposób pomaga. Stara prawda. Siła złego na...

W jednym z komentarzy pewna blogerka (tak ją nazwał pan starszy, podając za chwilę link do komentarza, co przez przypadek można by odebrać jako emanację dobrych manier lub wychowania – nic bardziej błędnego) napisała:

Lubię to! Skomentuj17 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale