6 obserwujących
103 notki
24k odsłony
  128   2

Pożegnanie Thomasa Jeffersona

Redaktorzy z Czerskiej, na czele z nadredaktorem Michnikiem (w krótkich chwilach zawieszenia broni w wojnie z Zarządem swojej macierzystej spółki) wciąż marzą, a wraz z nimi tzw. Badacze Zagłady (nie mylić z Poszukiwaczami Zaginionej Prawdy im. Stevena Spielberga) o napisaniu od nowa historii Polski. Kiedyś modne było usuwanie „białych plam”, a teraz wprost przeciwnie – gumkowanie i wpisywanie w powstałe w ten sposób białe plamy treści „jedynie słusznych”. Jak na razie idzie to dość opornie. Tymczasem pisanie na nowo historii Stanów Zjednoczonych postępuje żwawo. Wygląda na to, że amerykańscy marksiści (w końcu to ludzie „postępowi”) nabrali wiatru w żagle i ich działania przyspieszają.

Kilka dni temu... dla pewności powtórzę: KILKA (nie mylić z wyrazem „klika” – jak mają w zwyczaju niektóre członki „palestry”), i jeszcze raz: kilka dni temu z nowojorskiego Ratusza usunięto posąg Thomasa Jeffersona w związku z tym, że... na swoich plantacjach posiadał on niewolników. A skoro tak, to nieważne są inne zasługi. Nieważne, że to jeden z „ojców założycieli” Stanów Zjednoczonych i współautor konstytucji tego kraju. BLM i kropka, a właściwie wykrzyknik. Tymczasem Jefferson nie jest B. Zatem jego L – jak łatwo się domyślić – nie jest M.




Niektórzy uważają, że to dziejowa sprawiedliwość, inni nazywają to hańbą. Ile jeszcze zasłużonych postaci zostanie wygumkowanych z historii USA? Czy w ogóle ktokolwiek zdoła się uchować? W tej progresywistycznej zawierusze rykoszetem oberwał rok temu nawet Tadeusz Kościuszko, na którego pomniku pojawiły się jakieś durne napisy. Polski dziennikarz pytał potem spotkanych w okolicy pomnika Murzynów, czy wiedzą, czyj posąg tam stoi. Żaden nie miał pojęcia. Nie wiedzieli ani o tym, że walczył o niepodległość Stanów Zjednoczonych (nie wspominając o walce o polską niepodległość – bo skąd niby mieli to wiedzieć), ani tego, że był orędownikiem zniesienia niewolnictwa. „Mądrzy inaczej” zapytają - jak zwykle- jaki to ma związek z Polską? Pewnie żaden, skoro w następstwie tych wydarzeń napisy BLM pojawiły się także na replice pomnika Kościuszki w Warszawie.

Przypomnę dla porządku, że wielkimi posiadaczami niewolników byli głównie... przedstawiciele Partii Demokratycznej (dziś już tzw. Demokratycznej). A kto właściwie doprowadził do „ukonstytuowania” się niewolnictwa w Ameryce? Niejaki Anthony Johnson. Pewnie nikt tego nazwiska nie kojarzy, a warto je zapamiętać. Ci spod pomnika Kościuszki tego nazwiska też pewnie nie znają. Kim był Anthony Johnson? Może białym suprematystą? Figę prawda. To Murzyn z krwi i kości. A jego chciwość doprowadziła do tego, że inny Murzyn (John Casor) stał się pierwszą osobą, która w majestacie prawa została niewolnikiem na całe życie. Miało to miejsce w roku pańskim 1655.

Na początku XVII wieku w stanie Wirginia wprowadzono w życie koncepcję „sługi kontraktowego”. Dzięki temu biedni ludzie z Afryki, których nie było stać na opłacenie podróży do Nowego Świata, zgadzali się odpracować (w charakterze sługi) cenę transportu do Ameryki. Kontrakt określał jak długo sługa musiał pracować za darmo u swojego sponsora (tak byśmy to dziś nazwali). Po upływie tego czasu, czyli po odpracowaniu należności, mogli robić, co chcieli – byli wolni.


image

Anthony Johnson (Getty Image)


Tak właśnie w 1619 roku trafił do Ameryki Anthony Johnson, pochodzący prawdopodobnie z Angoli. Cztery lata później, w 1623 r. zakończył okres pracy jako „sługa kontraktowy” i był wolny. Wtedy postanowił zostać posiadaczem ziemskim i plantatorem tytoniu. To czego nauczył się służąc u kogoś innego potrafił wykorzystać w praktyce i wkrótce odniósł sukces sam zatrudniając pięciu „służących” – był w śród nich John Casor. Co ciekawe, dokumenty potwierdzają, że za sprowadzenie osób w charakterze sług kontraktowych Johnson otrzymał kolejne 250 akrów (czyli ok. 100 hektarów - bagatela) ziemi, znacznie powiększając swoją plantację.

Casor, identycznie jak Johnson, pracował ciężko i bez żadnego wynagrodzenia do końca swojego kontraktu. Po siedmiu latach (a więc służył prawie dwa razy dłużej niż wcześniej jego pracodawca) chciał odejść z plantacji, ale początkowo Johnson się na to nie zgodził. Podobno na zmianę tej decyzji wpłynęła jego rodzina. Casor rozpoczął wtedy pracę dla Roberta Parkera - białego kolonisty. Zapewne w nowym miejscu nie pracował już za darmo.

Jednak Johnson nie pogodził się z utratą darmowego pracownika. Chciwość wzięła górę i postanowił odzyskać Casora – być może dlatego, że po siedmiu latach pracy u niego Casor stał się wysoko wykwalifikowanym i bardzo użytecznym pracownikiem. Skierował sprawę do sądu, utrzymując, że Parker odebrał mu jego „czarnego sługę” (dokładne określenie użyte w pozwie to „negro servant” – a napisał to Murzyn w odniesieniu do innego Murzyna). Casor twierdził przed sądem, że był sługą Johnsona, ale swój kontrakt wypełnił, odzyskał wolność i podjął pracę u Parkera w charakterze płatnego sługi kontraktowego. Sąd hrabstwa Northampton w stanie Wirginia był jednak innego zdania.

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale