7 obserwujących
109 notek
26k odsłon
  250   3

Tadeusz Romer - człowiek nie z tej ziemi

W mojej notce o Chiune Sugiharze wspomniałem o Tadeuszu Romerze – polskim ambasadorze w Japonii (1937-1941). Chciałbym uzupełnić tamten wpis, bo działania, które podjął ambasador Romer były równie bezprecedensowe. Można powiedzieć, że robił wszystko, co tylko mógł, żeby pomóc uchodźcom z Polski, którzy znaleźli się w bardzo trudnych warunkach. W tym celu nie tylko interweniował osobiście, ale także inicjował i patronował tworzeniu się różnego typu oficjalnych organizacji, by dać uchodźcom na obcej ziemi możność skutecznego działania i ochrony ich własnych interesów.

Można powiedzieć, że Tadeusz Romer był dyplomatą z krwi i kości. Swoją długą i barwną przygodę z wielką polityką i dyplomacją rozpoczął przed ukończeniem 25 roku życia. Od razu z wysokiego C. W Szwajcarii, gdzie studiował prawo i politologię, pełnił funkcję sekretarza Szwajcarskiego Komitetu Generalnego Pomocy Ofiarom Wojny w Polsce. Miał okazję poznać i współpracować z wybitnymi osobistościami, m.in. Henrykiem Sienkiewiczem (prezes Komitetu), Ignacym Paderewskim (wiceprezes Komitetu), Józefem Wierusz-Kowalskim (późniejszy poseł RP przy Stolicy Apostolskiej, w Holandii, Austrii i Turcji), Gabrielem Narutowiczem (późniejszy prezydent RP), Władysławem Mickiewiczem (działacz emigracyjny, najstarszy syn Adama Mickiewicza), Antonim Osuchowskim (późniejszy przewodniczący Warszawskiego Komitetu Obrony Lwowa oraz założyciel Towarzystwa Opieki Kulturalnej nad Polakami za Granicą im. A. Mickiewicza), Erazmem Piltzem (późniejszy poseł RP w Królestwie Serbów, Chorwatów i Słoweńców oraz poseł RP w Czechosłowacji), Szymonem Askenazym (historyk żydowskiego pochodzenia, późniejszy minister pełnomocny RP przy Lidze Narodów w Genewie). Po ukończeniu studiów przeniósł się do Paryża (1917 r.), gdzie został osobistym sekretarzem Romana Dmowskiego, prezesa Komitetu Narodowego Polskiego. Nie każdy dyplomata ma taki start.


image

Paryż , 1918 r., Romer (szósty od lewej) obok Dmowskiego


Do służby dyplomatycznej trafił zaraz po odzyskaniu przez Polskę niepodległości. Misje w Paryżu, Rzymie, Portugalii, Japonii... To właśnie na placówce w Tokio zastaje go wybuch wojny. Jednak polska ambasada nie zostaje zlikwidowana i Romer może kontynuować swoją misję, reprezentując Rząd Polski na Uchodźstwie. W roku 1941 sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej. W czerwcu III Rzesza uderza na swojego dotychczasowego sojusznika, bolszewicką Rosję, a w październiku Japończycy ulegają w końcu niemieckim naciskom i nakazują zamknięcie polskiej ambasady w Tokio. Z początkiem listopada Romer przenosi się z rodziną i częścią personelu do Szanghaju, który Japonia okupuje od 1937 r. Będzie tam kierował polską misją specjalną. Jednak pięć tygodni później, 7 grudnia 1941 r. Japończycy atakują Pearl Harbor i... polski rząd na emigracji wypowiada wojnę Cesarstwu Japonii (jedne państwo, któremu wypowiedzieliśmy wojnę w XX wieku[2]).

Szczęśliwym trafem – choć nie było to dziełem przypadku – Japonia nie uznała tego faktu, traktując decyzję Rządu Polskiego na Uchodźstwie za działanie na nas wymuszone, i pozostała względem Polski... de facto neutralna. Mogło się to wydać rzeczą dziwną, niezrozumiałą, ale wystarczy bacznie przyjrzeć się pracy, jaką wykonał Tadeusz Romer, kierując ambasadą w Tokio od 1937 roku. Szczególny nacisk położył na działalność oświatowo-propagandową. Słowo „propaganda” źle się kojarzy, ale kiedyś oznaczało po prostu propagowanie czegoś poprzez edukowanie, wyjaśnianie, chwalenie się (które nie zawsze jest przejawem pychy). Trzeba najpierw poznać tę drugą stronę (osobę, kraj), aby móc ją zrozumieć, polubić, zacząć szanować, czy nawet obdarzyć zaufaniem i przyjaźnią. Pan ambasador dobrze to rozumiał i wygląda na to, że świetnie się spisał.


W dzieleniu się osiągnięciami kultury i sztuki Romer widział potencjał pozwalający na szerzenie wzajemnego zrozumienia i tolerancji między narodami. (...) W trosce o jakość informacji o Polsce w japońskiej prasie usprawnił serwis informacyjny; organizował liczne koncerty, wystawy i odczyty, między innymi cykl wykładów z historii i kultury polskiej na japońskich uczelniach. Inicjatywy te bez wątpienia wpłynęły pozytywnie na stosunki polsko-japońskie i prawdopodobnie przyczyniły się do tego, że Japonia zwlekała przez dwa lata po wybuchu wojny, zanim zdecydowała się na zamknięcie polskiej placówki dyplomatycznej. Romer pisze we wspomnieniach, że w momencie wybuchu wojny zaczęły do polskiej ambasady nadchodzić listy od Japończyków pragnących zaciągnąć się do polskiej armii.[3]


Japończyk chętny do walki z Niemcami w szeregach polskiej armii? Romer wspominał o przypadku, gdy jeden z takich ochotników zagroził popełnieniem harakiri przed wejściem do ambasady, jeśli nie zostanie przyjęty do polskiego wojska[4]. „Po owocach ich poznacie”, a owoce działań ambasadora Romera okazały się bardzo dobre. Dlatego reakcja japońskiego rządu była właśnie taka:

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale