lub to co jeszcze z niego zostało.
Z niepokojem śledzę mnożące się także w Internecie, i to tak zwanym niezależnym, powtórzenia niezbyt przemyślanych zwrotów wytrychów o tym, że ZUS "coś przejada", że "w ZUS - ie się topi", wreszcie wyliczenia, że w takim to a takim roku "ZUS upadnie".
Oczywiście Ci, którzy je do obiegu wpuszczają, a więc wrogie Polsce cudzoziemskie koncerny medialne, nie robią tego nieświadomie, ale kiedy czytam w mediach tak zwanej uczciwej prawicy, że oto "Tusk demontuje system emerytalny" bo ogranicza OFE, to robi mi się smutno, bo to oznacza, że ta opozycja niczego nie rozumie, poza tym, że Pospieszalskiego wyrzucili stąd, a Ziemkiewicza stamtąd, (bo już, informacji o tym, że Piskorskiego i to jawnie szykanują za kilka słów zdrowego rozsądku na temat wyborów na Białorusi, to w tych niezależnych mediach nie uświadczysz, pewno sami by wywalili jakby mogli).
Tymczasem sprawa ZUS-u i OFE ma dla Polski znaczenie fundamentalne. W atakach na ten pierwszy; demagogia, zła wola, przeinaczanie faktów, danych i nonsensy co do samej istoty sprawy przewyższają rosyjskie matactwa w sprawie Smoleńska. I tak po kolei; usłyszeć można, że "ZUS przejada" - ktoś kto tak mówi twierdzi ni mniej ni więcej, że babcia z dziadkiem za dużo jedzą, bo przecież ZUS ma stosunkowo niskie koszty własne, a wykonuje ogromną, (bo emerytury i renty pobiera wiele milionów osób) trudną (bo polskie prawo nie jest zbyt jasne, a Polacy nie za bardzo uczciwi i rzetelni) i ważną (emerytury i renty to sprawa życia i śmierci milionów Polaków) dla naszej egzystencji robotę. Niczego więc nie przejada - on tylko oblicza, przyznaje wg przepisów i wypłaca ludziom emerytury i renty oraz ewidencjonuje składki i jeszcze operuje funduszem rezerwy demograficznej. Niestety nie da się tego robić w dwie osoby na kolanie, więc trzeba zatrudnić trochę urzędników, i nie mogą oni pracować w kantorku w oficynie - wtedy pewno prasa krzyczałaby, że emeryci czekają w kolejkach w fatalnych warunkach, jak się buduje nową siedzibę to krzyczą o "pałacach".
Inny argument, że ZUS zbankrutuje jest jeszcze ciekawszy. Jak instytucja, która jest jedynie wykonawcą i realizatorem zobowiązań może zbankrutować? Ktoś kto mówi, że zbankrutuje ZUS sączy do podświadomości przekonanie, że zbankrutuje państwo i w ogóle, że wszystko się w Polsce zawali, ale to jest znacznie mniej prawdopodobne niz to, że będzie krach na giełdzie i znikną pieniądze z OFE (ostatni kryzys dosyć dobrze to pokazuje). W dodatku taka propaganda ma cechy samosprawdzające się i graniczy z sabotażem. Dam jednocześnie głowę, że ci co krzyczą o tym, żeby politycy, ktorych było nie było sami wybierają i w jakiś sposób jednak kontrolują, trzymali się z dala od naszych emerytur, nawet nie znają z imienia i nazwiska tych, którzy rządzą poszczególnymi OFE, a zarabiają kilka, jeśli nie kilkanaście razy więcej niż Prezes ZUS. pewno mają i "pałace", ale lepiej schowane.
W świetle "reformy Buzka - Lewickiej" ZUS w ogóle nie może być samowystarczalny finansowo. No bo niby z czego ma wypłacać emerytury, jeżeli spora część składki przyszłych emerytów idzie do OFE? Przypomina to poziom absurdu jaki swego czasu osiagnął inny minister Buzka - niejaki Handke nie mogąc obliczyć ile kosztują podwyżki płac nauczycieli - jak sam stwierdził dopiero żona mu powiedziała, no, ale ten przynajmniej się wtedy podał do dymisji, natomiast odpowiedzialna za "reformę emerytalną" Lewicka poszła na synekurę z nadania tych, którzy na reformie skorzystali, ale o tym mówi sie o wiele mniej niz o aferze Rywina i wielu innych aferkach, ktore przy OFE to pikuś.
Wynika z tego więc, że ci którzy mówią o "bankructwie ZUS" nie bardzo wiedzą co mówią. Dzieje się tak dlatego, że ich myślenie zostało zdominowane przez paradygmat "rodziny na swoim" gdzie jakikolwiek transfer społeczny poprzez państwo kojarzy się z "haraczem", "daniną", a nawet "rabunkiem", podczas gdy przymusowe wpłaty na anonimowych zarządców OFE.. o "to je moje". Tymczasem "reforma Buzka - Lewickiej " po prostu wymusza wypłacanie emerytur wprost z budżetu. Mało kto już dzisiaj pamieta, że nie ma w tym nic nadzwyczajnego, tak samo wypłacano pierwsze świadczenia w Anglii przed I wojną, nad tym samym zastanawiano się poważnie w USA w dwudziestoleciu międzywojennym. Niektórzy twierdzą, że w OFE są pieniądze realne, a w ZUSie tylko zapisy księgowe. Przecież ponoć obrót bezgotówkowy jest tańszy, a kawałek papieru z napisem 100 PLN ma w gruncie rzeczy tego samego gwaranta jak zapis w ZUS. Problem emisji pieniądza to zresztą osobny niezwykle ciekawy i drazliwy temat, którym będe się tu jeszcze zajmował.
Zwolennicy teorii "to je moje" nie zauważają nawet, że niestety ZUS także gromadzi dzisiaj pieniądze na indywidualnych kontach. Więc mówienie o jego bankructwie to trochę jak mówienie, że bank będzie niewypłacalny. Stąd wielu nie płaci skladek i myśli jakoś to będzie, będzie na koszt państwa i ogółu społeczeństwa, a ci którzy ich do takiej lekkomyślności namawiają, powinni być traktowani nie lepiej niż sprzedawcy narkotyków.
Czy Tusk "demontuje system emerytalny? Nie, on ratuje budżet i tylko trochę zmniejsza zyski oligarchów, stąd już jego gorszy wizerunek w mediach. Jednak oprócz niezwykle słusznego zmniejszenia haraczu dla OFE, w tych zmianach jest coś niepokojącego, o czym chyba nikt nie wspomniał. Jak wynika z doniesień medialnych klienci OFE będą mogli korzystać z ulgi podatkowej i odkładać w OFE na korzystnych warunkach więcej niż ustawowy wymóg. Tymczasem klienci ZUS takich możliwości nie mają. Jakiś czas temu jeden z moich znajomych zachęcony dobrym wynikiem jaki osiągnął ZUS pomnażając jego oszczędności, zapytał czy może wpłacać do niego więcej. Urzędnik ZUS był chyba zaskoczony, bo odpowiedź była długa i pokrętna, ale chyba nie. Pytanie dlaczego? Dlaczego obywatel nie może płacić państwowemu ubezpieczycielowi większej składki i korzystać z ulgi podatkowej takiej samej jak inny obywatel, który wpłaca to na OFE. Czy nie należałoby składki traktować jako obligacji na tyle lat ile platnikowi zostało do emerytury?
No i pytanie bardziej zasadnicze? Czy musi nas być coraz więcej żeby utrzymać emerytów? W świetle kończących się zasobów naturalnych takie twierdzenia oznaczają, że ich autorzy wierzą, że środki do życia powstaja tak jak pieniądze we współczesnych bankach, z niczego. Poza tym mamy ponoć coraz większy PKB, coraz więcej zarabiamy, coraz lepsza jest wydajność pracy i jakość technologii. Zwolennicy mnożenia się żeby mieć na emerytury, nigdy nie pzedstawiają wyliczeń ile kosztuje wychowanie i utrzymanie młodego człowieka od urodzenia do momentu samodzielności i jak to się ma do wydatków na emerytury, to samo z bezrobociem. A przecież na dzieci wielodzietnych publicystów, ktorzy do tego wzywają, w tym byłych posłów AWS za rządów Buzka, płaci ogół społeczeństwa, także ci bezdzietni, których straszy się bankructwem ZUS i mówi, żeby inwestować w dzieci. Jeżeli mamy wrócić do systemu klanowego czy nawet rodowego to lepiej w broń.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)