Śnieg w mieście i korzyści jakie można z tego zjawiska wyciągnąć dla gospodarki i dla każdego z nas.
Ładnie, bo z początku śnieg jest czysty, oczyszcza też powietrze – powoli spadając i wirując, płatki wyłapują drobinki pyłu zawieszonego. Pyłu jest dużo, bo ludzie nie mają pieniędzy na ogrzewanie gazem, prądem, centralnym ogrzewaniem, a nawet węglem, więc palą czym się da, najczęściej plastikiem, starymi meblami, tym co bogatszy sąsiad wyrzuci. Realizują w ten sposób politykę utylizacji odpadów poprzez sieć minispalarni. Może mają rację – dużo małych kominków i dym koło własnego domu, czyż to nie bliższe zasadzie zanieczyszczający płaci, niż budowanie jednej wielkiej spalarni i wyrzucanie dymu gdzieś daleko w niebo, gdzie nikt nie widzi, za jakiś bardzo daleki płot?
Pierwszy śnieg ładnie wygląda, jak patrzy się nań z okna ciepłego mieszkania. Ale jak z niego wyjdziemy wtedy rozpoczynają się kłopoty. W stanie naszych chodników zimą jak w soczewce skupia się stan polskiego społeczeństwa, mam na myśli nie jakiś tam stan portfeli, ale stan umysłów, ducha wręcz; mamy więc potworne lenistwo dozorców, właścicieli posesji czy sklepów, którzy lenią się wyjść i pomachać trochę łopatą czy miotłą. Gorzej, nie tylko się lenią, oni się wstydzą albo w ogóle nie widzą takiej potrzeby. Wstydzą się, bo nie po to kończyli drogie studia na kierunku politologia, europeistyka czy choćby już nieco passé, ale jednak; marketing i zarządzanie, żeby machać łopatą czy miotłą, lepiej siedzieć w środku, słuchać radia RMF FM i czekać na klienta, który może dobrnie. Zresztą co to za klient, który przychodzi piechotą, nędzny jakiś. Jak już zamachają to też tylko od niechcenia, z zawstydzeniem jakimś, tak żeby nikt nie myślał, że im na tym zależy, że to ich właściwa praca, oni zajmują się tym tylko czasowo, czekając na stanowisko menedżera, urzędnika. W mojej kamienicy pracował kiedyś jako dozorca taki właśnie student, szykujący się przez kolejne lata do wyjazdu na Zachód. Miotłę trzymał delikatnie jedną ręką, jak zauważył, że go obserwuję z okna, to brał w dwie – też byłem wtedy lekko zażenowany jego krzywdą i upokorzeniem jakie niechcący spowodowałem.
Ale od czegóż rozwój, nie żyjemy w końcu w Średniowieczu gdzie na ulicach ludzie ponoć brodzili w ściekach z własnych domów. Jest więc sól, a raczej mieszanka chemiczna, która tę swojska nazwę przyjęła. Sypanie solą w odróżnieniu od mozolnego machania łopatą czy miotełką, od stukania osadzoną na kiju twardą blachą jest eleganckie. Sypać można niedbale, a poza tym używanie nowoczesnego środka chemicznego świadczy o tym, że nie żyjemy w Średniowieczu albo bo ja wiem w czym. Jak się już sypnie to potem nic nie trzeba robić. Z solno śnieżnej mieszaniny robi się bryja, a za bryję mandatów nie dają, straż miejska nie może znaleźć takiego przepisu, a jak coś to odwołamy się do sądu, ten na pewno stwierdzi, że jednak posypane było, więc stwierdzić winy naszej jednoznacznie nie można, a szkodliwość społeczna niewielka i niech się straż wypcha, komuna już się skończyła i mamy wolność. A ta bryja jest fajna, bo ludzie mają dodatkowy ubaw patrząc jak inni brną, ślizgają się, a skarżyć nie mają jak, bo posypane jest, chi chi. Poza tym sypanie soli pomaga także pozbyć się tych cholernych drzew, co to z nich liście lecą i to co roku od nowa, a czasem to i kwiatki jakieś już w czerwcu nawet. Więc ta bryja w końcu idzie jakoś tam do ziemi i to świństwo marnieje. A jak zmarnieje to w końcu i uschnie. A jak się taki pozytywny łańcuch uruchomi to już potem idzie samo. Drzewko się wytnie i co? I powstanie kolejne miejsce parkingowe albo nawet dwa. A przecież wszyscy mamy samochody i trzeba je gdzieś stawiać, więc korzyść kolejna jest dla miasta i dla każdego z nas. Korzyści dla gospodarki są chyba oczywiste. Mniejsze koszty pracy - obsypać solą można w jedną roboczogodzinę tyle co odgarnąć w cztery albo pięć, produkcja soli rośnie, więc tam są inne miejsca pracy, ale przy produkcji, a nie przy durnym machaniu łopatą, mniej roboty przy sprzątaniu liści latem – znowu koszty pracy, więcej przestrzeni miejskiej dla nowoczesnego środka i wygodnego środka transportu jakim jest samochód, a wiadomo, że przemysł motoryzacyjny napędza gospodarkę i musimy tu ostro konkurować z globalną konkurencją. Mniej drzew to także bezpieczniejsze środowisko dla naszych maluchów, bo znika niebezpieczeństwo, że je groźna gałąź przygniecie jak będą podbiegały rano z samochodu do szkolnej szatni. Więc cieszmy się zimą, bo nie taka ona zła, tylko popatrzyć na nią trzeba bez emocji, racjonalnie.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)