Nie, nie po to żeby piętnować – kogóż ja zresztą mogę napiętnować i czym. Chciałbym to wiedzieć tak samo jak chciałbym wiedzieć o chorobach w rodzinie mojej dajmy na to narzeczonej, czy potencjalnych partnerów moich dzieci. Urodzenie przez in vitro wskazuje bowiem na znacznie większe prawdopodobieństwo chorób samego w ten sposób urodzonego, a także na to, że któreś, lub oboje z jego rodziców dotknięci byli chorobą bezpłodności. A moim zdaniem to poważna choroba, świadcząca o zasadniczym braku sił życiowych, witalności. Tymczasem w obecnych sporach o in vitro dominuje narzucony przez kościół tak zwany wątek moralny, druga strona z kolei odwołuje się do „wartości” typu biedni rodzice chcą, a nie mogą, dlaczego im nie pomóc w nieszczęściu.
Otóż pomagać im należy, ale nie tak, tak samo jak osobie nadmiernie otyłej nie należy "pomagać" popuszczaniem paska. Problem bezpłodności tak dużego odsetka społeczeństwa powinien być jak najbardziej tematem badań i dyskusji, bo choćby spadek liczby plemników w spermie to zjawisko fascynujące, mające z pewnością ogromny wpływ nie tylko na płodność, ale i wszelką inną działalność osobników nim dotkniętych. Jednak spycha się to na margines do gatunku ciekawostek podawanych przez tabloidy, Ewentualnie „załatwia” opatrując przymiotnikiem „cywilizacyjny”. Jeżeli jednak nasza cywilizacja prowadzi do osłabienia biologicznej płodności, to chyba warto się nad nią i nad jej skutkami zastanowić.
Tymczasem jak w wielu ważnych sprawach trwa zmowa milczenia o istocie problemu. Jedni martwią się zabitymi zarodkami, inni krzyczą, żeby się „odpierdolić” od ich dzieci. Ksiądz Longschamp de Berier zahaczył leciutko o istotę problemu, ale nie poszedł dalej, a dbający o sondaże kościół już się szybciutko wycofuje, przeprasza niemal. Równie ciekawa jest postawa np. zielonych, którzy walczą, i słusznie, z rozprzestrzenianiem się GMO, ale jednocześnie ze sprawy swobody in vitro uczynili w Polsce jeden z ważniejszych punktów programu, tak jakby nie potrafili zauważyć, że in vitro to prosta droga do GMO, tyle tylko, że dotycząca już nie kukurydzy czy ziemniaków, ale człowieka.
Kontras


Komentarze
Pokaż komentarze (9)