Nigdy nie rozumiałem idei „święta" pracy. Co w zasadzie się świętuje: to że się pracę ma, to że się pracuje czy to że jest święto i jest wolne. Czy świętujemy istnienie podziału klasowego? Przyjmując że coś takiego jak podział klasowy w ogóle ma sens, świętowanie tego sensu nie ma. A może to tylko pretekst do zamieszania w centrach największych miast, powód do przepychanek lewicowców z prawicowcami? Ciekawe...
Historia się uśmiecha, czyli absurd goni absurd
Aby uchwycić rys historyczny należałoby przedstawić zajścia z krainy kapitalizmu USA. Podłożem do ogłoszenia 1 maja dniem pracy (Labour Day), były strajki i zamieszki z końca XIX wieku, w których ucierpiało kilkanaście osób, zarówno robotników jak i stróżów prawa. Podczas pikiet kolor czerwony symbolizował przelaną krew itd. Chwytliwy temat propagandowy w lot podjęła II Międzynarodówka i wymyśliła sobie dzień wolny od pracy. W różnych krajach istnieją odmiany i mutacje tego dnia, jednak sprowadza się on do tego samego - laby. Logicznie myślący człowiek powie, że gorszego sposobu na obchodzenie święta pracy niż dzień wolny nie można było sobie wymyślić.1 Otóż można - MANIFESTACJA! Dzień wolny od pracy służy temu, żeby w ślimaczym tempie z pieśnią na ustach iść ku chwale ludzi pracujących (nie użyje więcej sformułowania klasy robotniczej - och użyłem), czyli mówiąc wprost, pójść do pracy w ramach bycia żywa powierzchnią reklamową partii politycznych.
Wywróćmy świat do góry nogami
Odrywając się na chwilę do absurdów święta, które świętem nie jest, pogdybajmy chwilę... Wyobraźmy sobie sytuację, w której kapitaliści mają swoje święto. W celu zademonstrowania tego, że są uciśnieni: ZUSem, Urzędem Skarbowym, pozwoleniami, zezwoleniami, ciągle zmieniającym się na gorsze prawem, dostawami, nierzetelnymi pracownikami, klęskami których nie dało się przewidzieć, wahaniami koniunktury i jeszcze setkami innych spraw. Zbierają się w centrach dużych miast, zakładają garnitury z dolarów i śpiewają „Money, money, money". Idąc marszowym krokiem, którego pozazdrościłaby kompania reprezentacyjna armii rosyjskiej, pozdrawiają mijanych przechodniów, głaszczą podawane im przez ludzi pracy dzieci, zmierzają nieuchronnie ku chwale i potędze. Na przedzie prezesi największych przedsiębiorstw z transparentami przedstawiającymi logotypy firm i sprawozdania finansowe za zeszły rok, za nimi właściciele firm średnich, z tyłu miniprzesiębiorcy, firmy jednosodowe, a na samym końcu ci którym się nie udało w interesach. Toż to scena iście przerażająca i mocno nacechowana elementami fantasy. Na szczęście! Kapitalista głupi nie jest. Czasu na nikogo nieobchodzące demonstracje tracić nie będzie. Usiądzie pomyśli, jeżeli stwierdzi, że nie stać go już na działalność gospodarczą albo jest nią po prostu zmęczony to firmę zamknie i sam stanie się pracownikiem.2 Próbując demonstrować np. niezadowolenie z obciążeń podatkowy poprzez marsz, naraziłby się co najwyżej na śmieszność i kpiący materiał w głównych serwisach informacyjnych.
Nigdy nie podaje się ile rocznie traconych jest pieniędzy z powodu zamkniętych przedsiębiorstw i zablokowanych głównych ulic w związku z obchodami 1 maja.3 Na szczęście, większość ludzi traktuje ten dzień jako początek długiego weekendu. Biorą wolne i wyjeżdżają, a turystyka wraz z gastronomią liczą zyski i dzięki temu kapitaliści też mają swoje święto.
1 Złośliwiec doda, że idąc tym tropem w święto zmarłych powinniśmy umierać. Będzie to jednak błędny argument gdyż święto zmarłych nie istnieje, obchodzi się natomiast i Dzień Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny.
2 Ten sam złośliwiec będzie się pewnie upierał, że to się łatwo mówi jak się jest bogatym, biednemu tak bezproblemowo przejść do roli pracodawcy albo zmienić pracę nie będzie. Jeśli tak mówi to chyba spał przez ostatnie 3 lata, bo rąk do pracy brakuje, a bezrobocie jest na poziomie zbliżonym do naturalnego z czego i tak część bezrobotnych jest zatrudniona w szarej strefie.
3 Złośliwiec ma pole do popisu i może zapytać o to samo w związku z np. Bożym Ciałem. Dla mnie osobiści mógłby być to dzień pracujący, byle przysługiwała mi możliwość wzięcia dnia wolnego, a dla niepraktykujących wybranie, któregokolwiek innego dnia w zamian.



Komentarze
Pokaż komentarze (3)