Było trochę zabawnie, ale i nieprzyjemnie. Rozprawa nad ustawą lustracyjną ruszyła. Werdykt Trybunału Konstytucyjnego może w piątek... a może nie?
Od 10.00 przez pięć godzin poseł PiS Arkadiusz Mularczyk, reprezentujący Sejm, walczył, by nie dopuścić do rozpatrzenia skargi SLD. Przegrał: TK odrzucił jego wnioski formalne. Choć poseł sugerował wcześniej, że będzie je zgłaszał do skutku - o 15.07 spasował. Wtedy przemówił, w imieniu skarżących, Ryszard Kalisz z SLD i w ten sposób zaczęła się merytoryczna - teoretycznie - część rozprawy.
Teoretycznie, bo Kalisz niczego nowego nie wniósł. Miał przed sobą znany od 6 tygodni kilkudziesięciostronicowy tekst skargi. Niby go omawiał, w praktyce - czytał, próbując rozwijać niektóre myśli. Co i rusz brał długi oddech, dukał, mylił się, powtarzał całe frazy i żadnego bon-motu nie wplótł. Po dwóch godzinach, gdy Kalisz był w połowie pozwu, a troje z 12 obecnych sędziów zdawało się przysypiać - Trybunał miał dość. Przewodniczący składu Janusz Niemcewicz oświadczył, że zdolność percepcji sędziów jest wysoka, ale nie nieograniczona, i zarządził kwadrans przerwy.
Zadowolony Kalisz wyszedł na papierosa i wpadł pod zmasowany ogień dziennikarzy. Machając ręką i wołając, by go nie fotografować i nie filmować, gdy pali, zapewniał, że już się będzie streszczał. Zapytałem, czemu boi się upublicznienia swego wizerunku, gdy pali papierosa, choć bez skrupułów, publicznie pali IV Rzeczpospolitą - po czym zaproponowałem zakład, czy godzina mu starczy. - Kwadrans! - zawołał Kalisz. - Obiecuję, że szybko się zamknę.
Dobrze, że się nie założyłem, bo skończył w 20 minut i ustąpił pola Mularczykowi. Cóż - na jego tle Kalisz okazał się krasomówcą. Mularczyk dukał jak piątoklasista na poprawce z polskiego, mówił cicho, że ledwo go było słychać, gramatyki ani logiki w tym nie było, przerw za to - co niemiara. Ustosunkował się do kilku zarzutów i spasował.
Trudno było nie odnieść wrażenia, że posła PiSu zaskoczyła porażka jego wniosków formalnych i że do rozprawy jako takiej był po prostu kompletnie nieprzygotowany. Najwidoczniej Ludwik Dorn miał rację, tyle, że nie chodziło wcale o zapoznanie się ze złożonym 20 kwietnia wnioskiem Rzecznika Praw Obywatelskich, lecz o skargę SLD.
Mularczyka wsparł jednak wiceprokurator generalny Przemysław Piątek. Mówił płynnie i składnie, godzinę, i tak jak Mularczyk wniósł o odrzucenie wszystkich zarzutów. Ale nie mógł zatrzeć kompromitującego braku przygotowania obu posłów.
Jutro - repliki, pytania sędziów do stron. Potem zamknięta narada sędziów. Ile potrwa? Kilka, kilkanaście godzin? Czy wyrok będzie w piątek, czy w sobotę? Czy premier zdąży do wtorku opublikować go w Dzienniku Ustaw? Te emocje przed nami.



Komentarze
Pokaż komentarze (40)