Zawsze go szanowałem i lubiłem. Między innymi za to, że nigdy nie był zwykłym posłem ani zwykłym politykiem, ani nawet zwykłym członkiem Krajowej Rady RiTV. Miał, i ma, ujmujący tryb bycia. Zawsze warto było posłuchać tego, co mówi - zgadzając się lub nie - i uczyć się od niego kultury oraz szacunku dla inych.
Nie mam mu za złe konstytucyjnego zamieszania i odejścia z PiSu. Zdziwił mnie, ale nie sądzę, by istotnie ponosił wyłączną winę za rozłam. Stworzył koło - jego prawo. I nagle to koło zaczyna się zachowywać jak inne: staje do socjalnej licytacji z rządem.
Prawica RP ogłosiła projekt radykalnego wydłużenia urlopów macierzyńskich (dziś 18 lub 20 tygodni) do 26 tygodni po pierwszym, 39 po drugim i 52 (rok!) po każdym następnym dziecku. Szacuje, że kosztowałoby to od 1.4 do 2 mld zł.
Marek Jurek wyjaśnia, że to konieczne, by zwiększyć przyrost naturalny, a w rządzie PiSu takim projektom sprzeciwiała się minister finansów. Ja zaś przypomnę, że przez ostatnich 7 lat Sejm już trzykrotnie majstrował przy urlopach macierzyńskich, w górę i w dół. Czy teraz Zyta Gilowska i PiS przyjmą pomysł spoza PiSu? ;)
Takie propagandowe projekty, przeznaczone na odstrzał, to klasyczna i legalna, choć niezbyt elegancka metoda walki opozycji: licytujmy się za pieniądze z ich budżetu. Ale Jurek zapewniał, że opozycją nie będzie. Oto się już nią stał, a jeśli nie zmieni obyczajów, będzie opozycją bliższą SLD i PSL niż Platformie. Duża szkoda.



Komentarze
Pokaż komentarze (38)