Krzysztof Leski Krzysztof Leski
116
BLOG

Lustracja: środek, a nie cel!

Krzysztof Leski Krzysztof Leski Polityka Obserwuj notkę 115

Zaczynam wątpić, czy rozumiem, o co walczy Prawo i Sprawiedliwość. Dotąd wydawało się, że PiS chce realnej lustracji. Zabiegał o to metodami, z których niektóre nie mogły się podobać, ale trudno im było zarzucić, że mają skutek odwrotny od zamierzonego. Dziś te słowa są nieaktualne.

Pisząc to nie zmieniam zdania: jestem za lustracją. Nie jestem jej fanem, ale sądzę, że w obecnej atmosferze jest niezbędna. Skrzywdzi niejednego, ale nawet w formie z obecnej ustawy jest lepsza niż utrzymanie status quo, w którym ofiary dzikich i półdzikich przecieków padają niemal każdego dnia, bez możliwości obrony. Co gorsza, ofiary bezsensowne, bo nie przekreślają wrażenia, że żadnej zorganizowanej lustracji nie ma i wciąż łatwo straszyć Polaków agentami w każdej szafie.

Lustracja to jednak środek, a nie cel. Trudno pominąć jej aspekt propagandowy - PiS umiejętnie to wygrywa - ale chodzić ma o to, by Rzeczpospolita, bez względu na numerek, funkcjonowała lepiej. Dziś nowe wnioski Arkadiusza Mularczyka na rozprawie w TK, wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego, Ludwika Dorna i wielu posłów koalicji świadczą, że o aspekcie państwowym zapomnieli. Ich przesłanie jest proste: lustracja na naszych warunkach i basta. A więc dziś to już cel, nie środek.

Jeszcze wczoraj, gdy Trybunał badał poprzednie wnioski Dorna i Mularczyka, PiS nie interesował się zanadto teczkami sędziów. Gdy o trzeciej wnioski poległy, marszałek wysłał pismo do IPN. Okazało się jednak nie spełniać wymogów formalnych. Nic to, dziś rano poszło nowe. IPN je przyjął, teczki Mularczykowi jakoby wydał, ten zdążył je przeczytać, sporządzić notatki i o 10.40 zjawić się w Trybunale, by znów próbować przerwać rozprawę. W tej sytuacji nie wierzę, że chodzi tylko o to, by sędziowie "nie orzekali we własnej sprawie".

Posługując się tym argumentem premier, marszałek, koalicjanci mówią, iż Trybunał ma się najpierw zlustrować na mocy nowej ustawy, a potem (latem? jesienią?) orzekać w sprawie. Pozornie słuszne. Ale prowadzi wprost do wniosku, że koalicja stawia się ponad konstytucją. Przyznaje sobie prawo uchwalenia dowolnego gniota prawnego, który najpierw ma wejść w życie i zadziałać - na przykład przetrzebić skład Trybunału - a potem stać się przedmiotem sprawy konstytucyjnej.

Wic w tym, że ustawa z 2006 zmienia definicję współpracy. IPN znalazł ponoć dowód rejestracji w PRL, jako kontakty operacyjne wydziału I MSW, dwóch sędziów objętych wnioskiem Mularczyka. Wg starej ustawy to za mało, by choćby wszcząć postępowanie lustracyjne; wg obecnej - dość. Członkowie TK złożyli oświadczenia na mocy starej ustawy, i teraz, w myśl obecnej. Ale PiS żąda, by dokończyć procedurę, czyli oświadczenia te sprawdzić, wraz z konsekwencjami.

To zasada w państwie prawa niedopuszczalna. Oto przykład analogiczny, choć skrajny: sejmowa większość uchwala ustawę, iż kadencja obecnego TK wygasa, a nowych sędziów powołuje prezes partii rządzącej. Sprzeczność z konstytucją - ewidentna. Czy może ją badać obecny TK? Wg PiiSu - nie, bo orzekałby we własnej sprawie. Czy zatem TK ma ulec i się rozwiązać, by nowi sędziowie, zawdzięczający zresztą karierę nowej ustawie, mogli ją obiektywnie osądzić??

Ustawa korzysta z domniemania konstytucyjności, dopóki TK temu nie zaprzeczy. Ale żadna partia ani większość parlamentarna nie może rościć sobie przywileju korzystania z tego domniemania ponad Trybunałem. PiS w obronie ustawy stracił panowanie nad sobą, a ja od dziś przestaję zaliczać tę partię do zwolenników lustracji.

Salonowa lista prezentów Bawcie się dobrze ChęP: -3/6   ChęK: -3/6   ChęS: -3/6 . Półbojkotuję "lubczasopisma" Baby od chłopa nie odróżniacie! Protestuję przeciwko brakowi Freemana

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (115)

Inne tematy w dziale Polityka