Jak już pisałem, PiS zdaje się walczyć nie o to, by TK podtrzymał ustawę lustracyjną, lecz o to, by padła wśród huku oskarżeń: Byli ubecy uwalili lustrację. Część opinii publicznej zapewne tak pomyśli. Ale z punktu widzenia szans w Trybunale poseł Arkadiusz Mularczyk ewidentnie strzelił sobie w stopę wnosząc o wyłączenie dwóch kolejnych sedziów zarejestrowanych jako KO (kontakt operacyjny). Pomimo, że formalnie wygrał, bo sędziów już nie ma w składzie orzekającym.
Parę godzin później do teczek dotarli dziennikarze, nieoficjalne kserokopie trafiły też na stół sędziów, którzy skupili się na przypadku Adama Jamroza. W teczce, prócz rejestracji "KO", jest też zapis, iż ze względów moralnych stanowczo i dwukrotnie odmówił on wszelkiej współpracy, a rok później został wyrejestrowany. Mularczyk we wniosku wspomniał tylko o rejestracji.
Czy pan poseł widział te dokumenty? - wypytywał Jerzy Stępień. - Czy pan świadomie zataił część informacji? Czy może IPN jej panu nie udostępnił? Czy to, co nam pan przekazał, można uznać za informację uczciwą i pełną?
Mularczyk milczał lub bąkał: Nie pamiętam. - Oto, jak działa ta ustawa - triumfował Stępień. Dziennikarze uznali, iż poseł pewnie w IPN nie był, lecz dostał od kogoś ustną informację. To wyjaśniałoby, czemu wniósł o dwie godziny przerwy, gdy TK poprosił go o roboczą notatkę, którą jakoby sporządził w IPN: trzeba ją było stworzyć.
Przecież Mularczyk jest adwokatem. Żaden adwokat w sprawie karnej nie złożyłby takiego wniosku, bo miałby przeciw sobie nie tylko skład orzekający, ale cały wydział, słyszałem w kuluarach. A sędziowie TK to też ludzie.
Mularczykowi byłoby łatwiej, gdyby nie był sam w swej ławie. - Tyle pytań, przydałoby mi się wsparcie - wyznał mi. Marszałek mógł ustanowić więcej niż jednego przedstawiciela Sejmu, choćby doktora praw Karola Karskiego. Jak jednak wieść niesie, nikt się do tej roli nie palił, bo PiSowscy prawnicy brzydzą się tą ustawą.



Komentarze
Pokaż komentarze (19)