Czemu premier mówi, że wyrok TKi nie ukaże się drukiem przed 15 maja? To proste: Jurek za nic zdzielił Jarka grabkami w łeb, więc Jarek wiaderko i foremki zabiera i z piaskownicy z płaczem z piaskownicy do domu leci. Bawcie się, dzieci, dalej.
Jarosław Kaczyński oznajmił w Brańsku, że nie będzie zbędnego pośpiechu. Wyrok wydany w piątek wieczorem, i jak zapewniał TK - natychmiast przekazany redakcji Dziennika Ustaw - nie zdąży się ukazać przed środą. Zmianę ustawy o RiTV udało się opublikować w dniu jej podpisania, ale wtedy było to PiSowi na rękę. Żałosne.
W piątek już w pierwszym zdaniu uzasadnienia wyroku, Jerzy Stępień podkreślał, że prawo nakazuje premierowi niezzwłoczną publikację sentencji orzeczenia TK. I dodał: naruszenie tej normy musi rodzić skutki określone w Konstytucji. Co mógł mieć na myśli? Tylko jedno: odpowiedzialność premiera przed Trybunałem Stanu.
Na konferencji prasowej zapytałem, po co to mówił - naówczas premier ani słowem nie sugerował możliwości opóźnienia druku. Prezes TK odpowiedział wymijająco. Była to więc niepotrzebna prowokacja jednego organu władzy wobec drugiego.
Zatem to Jurek pierwszy użył grabek, choć Jarka w najmniejszym stopniu to nie usprawiedliwia. Prali się zresztą w tej piaskownicy już wcześniej, choć nie tak jawnie. Nic tak nie cieszy, jak zdrowe podejście władz do prawa i jego egzekwowania.
Sensowna natomiast wydaje się inna deklaracja premiera z Brańska: skoro obecny TK nie wydaje się skłonny zaakceptować jakąkolwiek dalej idącą lustrację, koalicja wraz z PO i PSL powinna uchwalić lustrację w formie ustawy konstytucyjnej. Wydaje mi się to realne, choć trudne piekielnie, bo zrobić to trzeba... w piaskownicy.



Komentarze
Pokaż komentarze (82)