Nie dziwi mnie, że Józef Oleksy wycyckał komisję śledczą. Nie pamiętam, nie znam tej rozmowy, oznajmił i uciął nadzieje, że rozwinie wątek przekrętów omawiany na słynnej taśmie z lunchu z Aleksandrem Gudzowatym.
Na to komisja bankowa recepty nie miała, bo mieć nie mogła. Gorzej, że posłowie nie mają chyba w ogóle żadnej recepty na swoje śledztwo. By coś wyciągnąć z Oleksego - abstrahując od słynnej taśmy - trzeba było pytać go o konkretne wydarzenia. Komisja zaś robiła wrażenie prokuratora, który posadził przed sobą podejrzanego i pyta: Powiedz mi pan, o co mógłbym pana oskarżyć!
Powierzchowne wspomnienia z giełdowej prywatyzacji Banku Śląskiego i przejęcia Banku Gdańskiego przez BIG Bank to za mało. O tej ostatniej sprawie pisywałem zresztą, bezskutecznie, w latach 90. - na podatny grunt nie trafiałem, bo i lewica, i prawica wolały wtedy bronić BBG przed wrogim przejęciem przez Deutsche Bank zamiast wnikać w rodowód polskiego banku, którego broniły.
Nie twierdzę, że praca komisji pójdzie na marne. Choćby posłowie nie wykazali się żadnym śledcztym błyskiem, przez dwa lata coś im samo w ręce wpadnie. Niech tylko wyjaśnią połowę okoliczności powstania i wzrostu BIGu - to byłoby coś. Ale szkoda patrzyć, jak na naszych oczach kolejni posłowie partaczą swoją robotę.



Komentarze
Pokaż komentarze (51)