Krzysztof Leski Krzysztof Leski
37
BLOG

Stary, dobry, tajemniczy Lechu

Krzysztof Leski Krzysztof Leski Polityka Obserwuj notkę 54

Jedna przewaga Aleksandra Kwaśniewskiego nad Lechem Wałęsą od dawna była i jest oczywista: zazwyczaj wiadomo, o co chodzi temu pierwszemu, choć często trudno się z tym zgodzić. Ten drugi zaś często wydaje się mieć rację, ale nie jest jasne, czy przypadkiem nie chodziło mu o coś akurat odwrotnego.

Nie inaczej było dziś na konferencji na Uniwersytecie Warszawskim. Nie udało mi się wprawdzie dowiedzieć, czemu obaj panowie postanowili usiąść za jednym stołem, nie całkiem zrozumiałem, jakież to istotne zagrożenia demokracji wiszą nad Polską - choć nie przepadam za pogróżkami PiSu pod adresem TK. Przypomniałem sobie za to stare, dobre czasy, gdy zdawał się kiełkować nowy kierunek nauki - lechologia.

Wałęsa miewał tłumaczy z naszego na polski. Jego teksty w czasach podziemia redagowało jego otoczenie, podobnie za czasów prezydentury. Dziś, jak w latach 1980-81 i na zjeździe Solidarności w 1990 - Lechu mówił po swojemu. Dziś jego słowa nie elektryzują Polski i świata, ale kiedyś - owszem. A skoro tak, należało ustalić, co Lechu właściwie powiedział, bo z gramatyką zawsze był na bakier.

W kuluarach zjazdów Solidarności czy posiedzeń KKP, a potem KK, zbierały się małe konsylia. Tuzin, czasem dwa tuziny dziennikarzy solidarnościowych i zagranicznych. Wielokrotnie wysłuchiwaliśmy z taśmy słów Lecha i próbowaliśmy zrozumieć, o co też mogło Lechowi chodzić. Czasem nam się udawało, więc ustalaliśmy jedną wersję. Częściej ponosiliśmy klęskę, więc cytowaliśmy jak leci zakładając, że odbiorca coś z tego pojmie. W depeszach obcych agencji wyglądało to zwykle komicznie.

Dziś Lechu powiedział: Dopóki nie zostałem prezydentem, wszystko co było dobre to ja - i chyba naprawdę prawie tak to wyglądało. To pojmowalne. A potem? Wiedziałem, jak pokonać komunizm. Byłem pewien, że wszystko mam w ręku i dwie kadencje pzede mną (...) Ale pycha, zarozumialstwo, nie pozwoliły mi na 10 lat. Przeciwników pokonywałem, ale gdyby przyjaciele nie podłożyliby mi nóg... Też daje się zrozumieć.

Potem jednak padły słowa o przestępcach, którzy zasiadają w Sejmie i rządzie; o tym, żeidealiści stworzyli prawo, a nie przewidzieli, że po nich przyjdą materialiści. Idealistą okazał się wcześniej Bronisław Geremek. Które jednak kadencje były idealistyczne, a które materialistyczne? Założyć, że te pierwsze to 1989-1993 i 1997-2001, a te drugie to rządy SLD 1993-1997 i 2001-2005 - ooo, to byłoby niedopuszczalne spłycenie wyobraźni Lecha Wałęsy.

Powtórzę więc: co za szczęście, że dziś rzecz jest mało istotna. Konferencja dowiodła jednego: że obaj panowie, A.K. i L.W., potrafią stanąć ponad podziałami - dla samego dowodu, że potrafią. Na scenie politycznej zmienia to niewiele.

Salonowa lista prezentów Bawcie się dobrze ChęP: -3/6   ChęK: -3/6   ChęS: -3/6 . Półbojkotuję "lubczasopisma" Baby od chłopa nie odróżniacie! Protestuję przeciwko brakowi Freemana

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (54)

Inne tematy w dziale Polityka