Chciałbym mieć premiera, który ma pomysł na służbę zdrowia. Ale nie miałem, nie mam i zapewne długo jeszcze mieć nie będę. Powiadają, że kiedy nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. Więc lubię premiera za szczerość. Chyba się zresztą powtarzam.
Media swoim zwyczajem skupiły się dziś nie na tym, co było ważne w lekarskim strajku. Związek lekarzy od tygodni dawał do zrozumienia, że żądania płacowe to podpucha - przynęta dla mediów i prowokacja wobec rządu - a chodzi o wywołanie dyskusji o sytuacji. Ale media skupiły się na podwyżce. Odnotowały, że premier, który od tygodni powtarzał, że na podwyżkę nie ma kasy, znów to powiedział, i fajrant.
A premier i minister zdrowia mówili dziś rzeczy ważne. Jarosław Kaczyński wyznał, że wie, iż są ludzie, którzy chodzą do lekarza dla przyjemności, a przychodnie bywają miejscem spotkań towarzyskich. Dał do zrozumienia, że wprowadzenie symbolicznej opłaty za wizyty lekarskie mogłoby tę sytuację zmienić. Po czym oznajmił, że byłoby to w 100% sprzczne z linią jego rządu i zasadą solidarności społecznej, zatem nie wchodzi w grę. Innymi słowy premier widzi patologię, ale jest ideologicznie przeciwny jej zwalczaniu i mówi to publicznie. Brawo!
Nawiasem mówiąc należy rozumieć, że rząd gotów jest zwalczać patologie kryminalne, lecz społecznych - nie (chyba, że te związane z orientacją seksualną i moralnością).
Zbigniew Religa z kolei zapowiedział reformę KRUS. W dziejach RP to już zapowiedź nr 1001, choć nic się dotąd nie zdarzyło. Minister powtórzył kilkakrotnie, że obciążenie rolników kosztami nie wchodzi w grę. Reforma, jak się zdaje, ma polegać na tym, że budżet będzie więcej wpłacał do NFZ w imieniu rolników. Rewolucyjne.
Trudno powiedzieć jaśniej, iż to nieprawda, że w budżecie nie ma kasy dla lekarzy. W budżecie jest kasa, a do zadań parlamentu i rządu należy wybór, komu dać. Rząd obecny, tak jak wszystkie poprzednie, woli dać rolnikom, a nie lekarzom. Proste.
Mój znajomy lekarz mawia, że problem polskiej służby zdrowia tkwi już w samym tym pojęciu - nieudolnej kalce z angielskiego. Wszak health service to równie dobrze, a może raczej, usługi zdrowotne, a nie służba. Nawiasem mówiąc byłem dziś u owego lekarza po receptę na moje przewlekłe dolegliwości. I tylko po to, bo żaden minister zdrowia nie zdobył się dotąd na wydanie rozporządzenia wydłużającego ważność recept na takie leki na przykład do roku, i zezwalającego na ich realizację w ratach, jak choćby w Szwecji. Obciążenie lekarzy spadłoby od razu o parę procent.



Komentarze
Pokaż komentarze (91)