Wczoraj, w przerwie w lajfowaniu, jadę na Plac. Po drodze dzwonię do newsroomu Kuriera, by dowiedzieć się, czy w bufecie jest chłodnik. Nikt nie wie. Idę jednak, co los mi wynagradza znakomitym chłodnikiem. Pierwszym tego lata.
Dzisiaj, w Sejmie, rozpytuję przy okrągło-kwadratowym stoliku dziennikarskim, co też serwują u Hawełki. Jeeest chłodnik, słyszę zapewnienia. Idę, a to kawał drogi dookoła sali obrad. Chłodnika nie ma i nie było. Może będzie jutro, słyszę i jem fasolkę.
Nie wierzcie dziennikarzom, zwłaszcza w taki upał. Powyżej 25 stopni mam kłopoty z normalnym funkcjonowaniem, a dziś wszak 33... Jeszcze przed pierwszym lajfem mam na sobie mokrą ścierkę zamiast koszuli. Jest na to jakiś sposób?
Żeby było zabawniej, ruszam teraz pod Instytut Meteorologii, by stamdtąd ostrzegać naród przed nadciągającą podobno wichurą z gradobiciem.



Komentarze
Pokaż komentarze (10)