Aleksandra Wiktorow już nie rządzi ZUSem. Nie mam dla niej żadnego sentymentu, ale premier zadziwił mnie uzasadnieniem decyzji i wyborem chwili. Jarosław Kaczyński oznajmił, że ktoś, kto sobie porządził, musi wreszcie ustąpić miejsca innym.
Cokolwiek premier powie, ja pamiętam środową czołówkę Faktu: Premierze, wylej ją! Redakcję oburzyło, że pani prezes nasłała komorników na biednych emerytów.
Chodzi o zalew pozwów sądowych o przyznanie odwołanej przez Sejm waloryzacji z lat 90. Choć politycy i media zgodnie ostrzegały, pozwów wpłynęło około pół miliona. Sądy je odrzuciły, a w kilkunastu tysiącach przypadków dodatkowo zasądziły zapłatę przez powodów na rzecz ZUSu symbolicznych kosztów zastępstwa sądowego: 60 zł.
Gdy urzędnicy ZUSu spróbowali wyegzekwować pierwsze należności, media uderzyły w dzwony trwogi. Pani prezes ogłosiła, że takich prób już więcej nie będzie. Za chwilę straciła stanowisko. Panie premierze - to za próbę egzekucji 60 zł, czy za odstąpienie od tejże? A odstąpienie to ewidentne przestępstwo: działanie na szkodę firmy i ogółu świadczeniobiorców, którzy pozwów nie składali. Jakież to wychowawcze...



Komentarze
Pokaż komentarze (33)