Zaledwie dwa lata pracowałem w dużej firmie medialnej (Gazeta Wyborcza, 1989-91). Poza tym zawsze byłem w małej redakcji lub robiłem za wolnego strzelca. Także teraz - w TVP nie mam etatu ani poczucia trwałości i wątpię, by w razie czego firma kiwnęła palcem w mojej obronie. Jedyne, co mam, to swój prestiż zawodowy.
To nim żywię swoją rodzinę. A w Salonie24 dorobiłem się, jak dotąd, jednego: teraz wystarczy poguglować, by znaleźć linki do licznych pseudonaukowych elaboratów mających dowodzić, że kłamię. Autorzy komentarzy z wielką łatwością stawiają zarzuty dla dziennikarza najcięższe: sprzedajny, propagandzista, agent. Sami zaś często nie odróżniają faktów od poglądów, dowodów od ideologicznych bredni.
Nie jestem Elizą Michalik, ale chcę, byście wiedzieli: gdyby ktokolwiek w TV, radio lub prasie postawił mi taki zarzut, nie czekałby długo na sprawę sądową. Postaram się w najbliższych postach wyjaśnić, o co mi chodzi.



Komentarze
Pokaż komentarze (11)