Blog Katarzyny ceniłem i lubiłem. Czytałem, komentowałem, ona bywała u mnie, dyskutowaliśmy jak dorośli ludzie. Nagle w marcu tego roku napisała, że cały mój blog to manipulacja. Kontakt nam się urwał, bo IMHO zarzut to ciężki, choć dziś w s24 jest tak częsty, jakby znaczył tyle, co "ona nie umie jeść bezów", albo wręcz "on ma nieco ciemniejsze włosy".
Tydzień temu Katarzyna napisła post o cenzurze ze słowami: "Kiedy wyciął mnie Krzysztof Leski...". Ot, tak, bez przykładu, dowodu, wyjaśnień. Zapytałem, po co to kłamstewko. Odpowiedź mnie zaszokowała:
Nie, to żadne kłamstewko. Nie pamiętam już, niestety tytułu Pana artykułu w Rzeczpospolitej, który skomentowałam w blogach Rzepy. Wycięto i komentarz i żart w stylu - A ładnie to tak wycinać...
Poprosiłem o sprecyzowanie, co, gdzie i komu "wyciąłem". Minął tydzień bez odzewu, choć Katarzyna nadal pisze i komentuje. A zatem - nie Leski, lecz może jakiś admin z Rzepy; nie na moim blogu, lecz gdzieś na portalu gazety, z którą nie mam nic wspólnego; i nawet nie wiadomo, wyciął, czy nie. Ale to podobno ja manipuluję.
Inne tematy w dziale Rozmaitości