Pod moim postem o gazecie.pl zapytał mnie Mastep, czemu nie podpisałem protestu dziennikarzy przeciwko nakazowi zatrzymania Tomka Sakiewicza. Pytanie pewnie się miało znaleźć pod moją polemiką z Majorem, ale wszystko jedno. Odpowiadam:
Po pierwsze, nikt mi nie zaproponował podpisania listu. Nie wiedziałem, że powstał i to mogłaby być cała odpowiedź. Ale co by było, gdyby? Otóż podpisałbym z lekko zaciśniętymi zębami, bo tekst jest przesadzony, jak każdy tego typu.
Coś sprawia, że autorzy takich listów niemal zawsze chcą podnieść ich rangę używając języka sytuacji ostatecznych. Nie inaczej w tym przypadku. Mówiąc o doprowadzeniu do aresztu zleconym na symboliczną datę 13 grudnia protestują przeciw stosowaniu w procesach prasowych represji przypominających tamte czasy, i wzywają do cofnięcia tego haniebnego postanowienia.
Sorry, nie. Nakaz doprowadzenia pod sąd, wydany po jednej nieobecności, którą sąd pochopnie uznał za nieusprawiedliwioną - jest wysoce żenujący, ale nie haniebny. Nijak mi nie przypomina też represji przeciwko opozycji w PRL. I tyle.
Kto uzna ten post za obronę sądu, temu znów polecam mą polemikę z Majorem. Tym, którzy dopatrzą się tu krytyki sygnatariuszy listu, wyjaśniam, że zrobiłbym pewnie tak, jak oni. Odpuszczam autorowi - nie chcę zgadywać, który to z sygnatariuszy - bo jako się rzekło, postapił w zgodzie z obyczajem. Tyle, że niemądrym, a ja konsekwentnie bronię słów. Nadużywając ich ryzykujemy, że nam ich zabraknie.


Komentarze
Pokaż komentarze (61)