Cisza. Politycy w domu. Nowa koalicja ogłosiła, co miała ogłosić. Czeka na poniedziałek. W mediach jednak szumek: kogo prezydent desygnuje na premiera - i kiedy?
Słyszałem już wiele niedorzecznych rozważań. Czy Lech Kaczyński musi desygnować Donalda Tuska? Czy prawo każe mu wybrać lidera największego klubu w Sejmie?
Prawo?? Wg art. 154.1 Konstytucji prezydent desygnuje i już. Ostatni termin to 14 dni po 1. posiedzeniu Sejmu, czyli 19 listopada. Kogo? Formalnie - kogokolwiek. Lidera lub outsidera, z największej lub najmniejszej partii, lub spoza Sejmu.
Cała reszta to obyczaj. W każdym demokratycznym kraju z podobnym mechanizmem rzecz jest oczywista: premierem zostaje ten, kto ze swym gabinetem może zdobyć większość w Sejmie. Dziś w Polsce to jest Donald Tusk z koalicją PO-PSL.
Nikt nie ogłaszał w imieniu tej koalicji, że jest inny kandydat. Nikt nie głosił, że istnieje jakaś inna koalicja gotowa objąć władzę. Jeśli prezydent ma wątpliwości, powinien je przedyskutować z zainteresowanymi. Nie zrobił tego, więc ma tylko jeden ruch. Tak, jak w razie powstania (to rozważania teoretyczne) koalicji PiS-LiD-PSL z Jarosławem Kaczyńskim jako kandydatem: to on musiałby dostać nominację.
Kiedy? Obyczaj jest i w tej mierze jasny: natychmiast po dymisji obecnego rządu. Nie musi to być poniedziałek, ale wtorek - owszem. Każda inna decyzja prezydenta byłaby naruszeniem obyczaju wynikającego wprost z Konstytucji, choć o formalnym jej naruszeniu mowy by nie było. Tyle o poniedziałku. A na razie mamy weekend.


Komentarze
Pokaż komentarze (79)