Gwiazda chwalebnej tolerancji na polskiej scenie politycznej, mój ulubieniec Ryszard Czarnecki, zapomniał się. Zamieścił na swoim blogu taką notatkę: Uprzejma prośba do towarzyszy z SLD. Proszę nie przesyłać mi na moją komórkę życzeń w języku rosyjskim z okazji 1 Maja. Jeżeli już koniecznie musicie uprawiać sztukę epistolagraficzną w postaci sms-ów - to po polsku, bardzo proszę.
Rysio, który nawet po Geremek show (akt 1, akt 2) umie ciepło napisać o profesorze, który szanuje ludzi PO i PiSu jednocześnie, który umie mieć dystans do siebie i własnej (?) partii - oto nagle oburza się na coś, co ani boli, ani ziębi, ani grzeje, ani nawet nie jest wynalazkiem SLD. Jeśli pomnę, pionierem (nomen omen) rozsyłania 1 maja smsów z kpiarskimi życzeniami po rusku był na naszym rynku Robert Gwiazdowski. Mnie w każdym razie przysyłał. I nawet udawało mi się rozkminić, bo grecki alfabet pamiętam.
Europośle Rysiu drogi! Primo, ustawa o języku polskim nie dotyczy esemesów. Secundo, trzeba mieć fantazję i pieniądze. Oraz, tertio, telefon z cyrylicą.
PS. Łudziłem się, że będzie ciąg dalszy na blogu Marka Siwca. Ten facet miał kiedyś duże poczucie humoru - i nie chodzi mi o ziemię kaliską. Ale bloguje nazbyt oficjalnie, choć regularnie.



Komentarze
Pokaż komentarze (7)