Nie wiedziałem, że wybieram się na front. Za jakąś godzinkę czas do roboty, zapewne do Sejmu, a z pobieżnej lektury wielu najnowszych postów w Salonie wynika, że trwa tam bezwzględna i okrutna wojna nowego marszałka Ludka Dorna z dziennikarzami.
Największy hałas budzi zapowiedź podziału na elitę mającą w miarę swobodny dostęp do Sejmu i resztę. Plany Dorna nie są wszakże precyzyjnie znane i sądzę, że sam Dorn też ich nie zna. Znaczące, że wśród krytyków brak tych, którzy w Sejmie pracują na codzień. Krytykujący nie mają więc pojęcia, jak jest dziś. Dorn też tego nie wie.
Podział na kategorie istnieje od lat. Ustabilizował się jeszcze w ubiegłym stuleciu. Skąd wynika? Z prostej zasady, że każdy wchodzący do Sejmu musi mieć przepustkę.
Grupa 1 to posiadacze stałych przepustek z adnotacją Kuluary. Ponoć kilkadziesiąt osób. Mogą wejść wszędzie prócz sali obrad i zamkniętych posiedzeń komisji. Formalne kryteria przyznawania: praktycznie codzienna praca w Sejmie.
Grupa 2 - kilkaset, może nawet tysiąc osób: przepustki stałe bez kularów, czyli bez wstępu do korytarza okalającego salę plenarną. Kryteria: regularna praca w Sejmie.
Grupa 3 - dziennikarze redakcji, które przesłały Sejmowi wzór swej legitymacji: mogą od ręki dostać ptzepustkę jednorazową w godzinach pracy biura przepustek.
Grupa 4 - pozostali dziennikarze: dostają przepustkę jednorazową po długiej często korespondencji (rzadziej rozmowach telefonicznych) na linii redakcja-Sejm.
Ciekaw jestem planów Dorna. Wątpię, by chodziło o czystkę polityczną. Takie obawy podnoszą się regularnie co rok-dwa, ostatnio latem 2006, gdy nowa szefowa Kancelarii Sejmu dokonała czystki w Biurze Prasowym. Nie mam jednak sygnałów, by rzeczywiście ktoś z mediów został w efekcie potraktowany politycznie.
Piszecie o skandalu? Najpierw zbadajcie, jak jest. 022 694 22 15 - Biuro Prasowe Sejmu. Na razie hałas podnoszą ci, których w Sejmie nie widuję. Czasem ci, którzy kiedyś bywali tam stale. Przykro mi, gdy czytam, że Andrzej Morozowski mówi: Rolą mediów jest kontrola polityków, a takie ograniczenia to uniemożliwiają.
Do tematu na pewno wrócę, bo ma on milion ciekawych aspektów. Może wraz z nim uda się rostrzygnąć inny, moim zdaniem większy problem Sejmu: wycieczki szkolne. Wierzcie mi, że trzy 50-osobowe grupy dzieciarni tułające się po Sejmie w dniu obrad plenarnych potrafią uczynić pracę i posłów, i naszą, koszmarem.
PS. Ciąg dalszy wkrótce, bo jak słyszę z Sejmu, histeria rośnie. Poniedziałek, posłowie w terenie, dziennikarze po długim weekendzie spragnieni newsa i ponoć wszystkie redakcje robią temat.



Komentarze
Pokaż komentarze (20)